Loading
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NWO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NWO. Pokaż wszystkie posty

Sześć Priorytetów Zarządzania Ludzkością

Czym jest globalizacja? W XX wieku ludzkość zetknęła się z obiektywnym zjawiskiem globalizacji. Globalizacja to proces koncentracji zarządzania całą ludzkością w jednych rękach. Ten proces trwał na przeciągu całej historii ludzkości i teraz dobiega swojego zakończenia.

Czytaj więcej...!

J. Korwin Mikke o kryzysie ekonomicznym, rządzie światowym, spiskach, GMO i masonerii

Janusz Korwin Mikke o kryzysie ekonomicznym, rządzie światowym, spiskach, GMO i masonerii - wywiad Mikołaja Rozbickigo - 21.08.2011
Czytaj więcej...!

Logo, logo, logo


23 października 2011 odbył się zlot szych, które rzekomo mają ratować Unię, czy jak ją nazywają "euroland". Przedstawiamy zdjęcia z tego wydarzenia i zadajemy proste pytanie:

Co przedstawia logo na tych zdjęciach?




Czyżby NWOwcy zaczęli się powoli ujawniać? Prosimy o komentarze i przesyłanie linka do wszystkich zainteresowanych!
Czytaj więcej...!

Archeologiczne przykrywki: "Policja Umysłów" i "Wielkie Kłamstwo"

piramidy, cheops, tajemnica, sfinks
Za każdym razem, gdy utrzymujesz, że spiski istnieją, szczególnie na polu zajmowanym przez naukę, zaczynasz stąpać po cienkim lodzie. Mamy zwyczaj być bardzo sceptycznymi w stosunku do teorii spiskowych - o ile nie dotyczą mafii albo islamskich radykałów. Jednakowoż dowody są przytłaczające i ironiczne jest to, że wiele z nich jest doskonale widocznych. Dobrą wiadomością jest to, że jej uczestnicy (gracze) są wiadomi (znani). Ich plan gry, a nawet ich taktyka "ruchu za ruch" są oczywiste, gdy tylko nauczysz się je dostrzegać. Aczkolwiek, wśród wszechobecnej zasłony dymnej propagandy i dezinformacji, nie jest łatwe odkrycie właściwych przyczyn celów oraz motywów. Wygodnie byłoby wskazać jednostki dezinformujące, oraz bezczelnych kłamców, jak Richard Nixon, niestety jest to problem bardziej skomplikowany.

Złe wiadomości: spisek jest ogólnoświatowy i wiele grup jest nim żywotnie zainteresowanych. Pobieżne badania wskazują podejrzanych - naukowców z teoretycznym toporem do cięcia oponentów, dążących do utrzymania swoich karier i status quo. Ich modus operandi stanowi "Wielkie Kłamstwo" - im większe i bardziej widocznie opublikowane, tym lepiej. Ich argumenty polegają na przywoływaniu swoich akademickich referencji, oraz przypuszczeniu, że nikt nie ma prawa podawać w wątpliwość ich autorytatywnych oświadczeń:
1). Nie ma żadnej tajemnicy kto zbudował Wielką Piramidę oraz jakie były metody jej zbudowania, oraz że Sfinks nie posiada żadnych oznak erozji;
2). Nie było ludzi w Ameryce wcześniej niż przed dwudziestoma tysiącami lat temu;
3). Pierwsze cywilizacje datuje się nie dalej niż sześć tysięcy lat temu;
4). Nie ma udokumentowanych anomalii, niewyjaśnionych lub zagadkowych danych, które można by wziąć pod uwagę;
5). Nie ma zaginionych ani niepoliczonych jeszcze cywilizacji.

Ataki osobiste: dyskusja o wieku Piramid i Sfinksa

W 1993 roku, amerykańska stacja telewizyjna NBC wyemitowała program "Tajemnice Sfinksa", w którym zaprezentowała geologiczne dowody świadczące o tym, że Sfinks jest przynajmniej dwa razy starszy (ma ok. 9,000 lat) niż twierdzą egiptolodzy. Zasłynęło to jako "kontrowersja erozji wodnej". Badanie politykierstwa, które stosują egiptolodzy do podkopania tego twierdzenia jest nad wyraz pouczające. Egiptolog - samouk, John Anthony West, wywołał zainteresowanie sprawą erozji wodnej u geologa, Dr Roberta Schocha. Udali się oni do Egiptu, rozpoczynając intensywne badania na miejscu. Po wnikliwej analizie Sfinksa (z pierwszej ręki), geolog zaczął podzielać pierwotną konkluzję Westa i obaj ogłosili swoje wyniki. Dr Zahi Hawass, szef Najwyższej Rady Starożytności, nie marnował czasu, rozpoczynając publiczną krytykę obu mężczyzn. Znany egiptolog, dr Mark Lehner, uważany za czołowego eksperta w dziedzinie Sfinksa na świecie, przyłączył się do ataku. Oskarżył Westa i Schocha o bycie ignorantami i nieczułymi ludźmi (sic?). To były kuriozalne oskarżenia, stawiające sprawę na nieprofesjonalnym poziomie, umieszczające ją na płaszczyźnie osobistej. Nie odniósł się w ogóle do faktów w żadnej z omawianych kwestii, co stanowi bardzo nienaukowe podejście. Musimy jednak pamiętać, że jest to standardowa taktyka dyskredytująca tych, którzy odważyli się podważać przyjęte teorie. Przesunięcie centrum uwagi z dala od problemu i "personalizacja" debaty stanowi bardzo skuteczną strategię - i jest bardzo często wykorzystywana przez polityków, niepewnych swego stanowiska. Hawass i Lehner powołali się przy tym na swoją nietykalność i uznany autorytet (choć można by założyć, że to raczej geolog będzie miał większą wiedzę w tym zakresie). W niedługim czasie, Schoch, Lehner i Hawass zostali zaproszeni do debaty przez Amerykańskie Stowarzyszenie Promocji Nauki (AAAS). West został pominięty w zaproszeniu, nie posiadał bowiem wymaganych referencji. Wynika to z wątpliwego założenia przytaczanego przez naukowców: tylko dyplomowani naukowcy mogą praktykować naukę. Dwa filtry zapętliły niedyplomowanych, niezależnych badaczy: 1. referencje i 2. równe postrzeganie. Nie jest zaś możliwe osiągnięcie drugiej opcji, nie mając spełnionej tej pierwszej. Nauka jest metodą, której każdy może się nauczyć i stosować. Nie jest wymagany dyplom do obserwowania, zapisywania faktów oraz krytycznego myślenia o nich, zwłaszcza w nietechnicznych naukach społecznych. W wolnym i otwartym społeczeństwie nauka powinna być uprawiana demokratycznie. Niezależnie od tego, co potrafił, West został pominięty. Elementy dyskusji zostały omówione ze wszystkich stron, nic jednak nie rozstrzygnięto. Przypomina to kontrowersje dotyczące tego, kiedy i jak zbudowano piramidy. Dochodzimy do problemu "Wielkiego Kłamstwa" i tego, jak był awansowany naprawdę przez pokolenia przed Bogiem i wszystkimi ludźmi. Spór o to, w jaki sposób Wielka Piramida została skonstruowana, jest jednym z przykładów. Mogłoby to być bardzo łatwe rozwiązanie, gdyby tylko tradycyjni egiptolodzy chcieli rozwiązać ten spór. Prosty test, zaprojektowany i zbudowany przez bezstronnych inżynierów - mógłby obalić lub udowodnić od dawna kwestionowaną teorię - że Wielką Piramidę zbudowano 2,500 lat p.n.e. przy użyciu prymitywnych narzędzi i metod. Dlaczego nie może to zostać zrobione? Odpowiedź jest tak oczywista, że wydaje się niemożliwa: oni wiedzą (tradycyjni archeolodzy i egiptologowie - przyp. Yaji), że ich teoria jest podrobiona. Czyż bowiem wyśmienicie wyedukowany naukowiec naprawdę może wierzyć, że 2,3 miliona tony kamieni, niektóre bloki kamienne ważące 70 ton, mogłyby być przetransportowane i podniesione za pomocą prymitywnych metod? Wydaje się nieprawdopodobne, że nie mają skrupułów okłamywać społeczeństwo, pisać podręczniki i bronić tej teorii, przeciw alternatywnym teoriom. Aczkolwiek, wypada zaznaczyć, że nie zgadzają się poddać swoich tez badaniom i analizom, ani udowodnić, iż ich teorie są prawdziwe. Uważamy, że na każdym naukowcu spoczywa ciężar udowodnienia swych tez, jednakże społeczni naukowcy, podejmujący takie roszczenia, nigdy nie wytrzymali takiego rodzaju analizy. Z tego względu jesteśmy zmuszeni podejrzewać spisek. Żadnej innej dyscyplinie naukowej nie uszłoby na sucho naginanie naukowych zasad. Egiptolodzy za każdym razem ośmieszali alternatywne teorie za pomocą podstępnej nauki. Nadszedł czas, kiedy to my nalegamy, żeby i oni udowodnili swoje propozycje. Z jakich powodów naukowcy staraliby się ukryć prawdę i unikali testowania jakiejkolwiek z ich hipotez? Ich motywacja jest również oczywista. Gdyby mogło być udowodnione, że Egipcjanie nie zbudowali Wielkiej Piramidy 2,500 p.n.e., używając prymitywnych metod, albo że Sfinks powstał 9 tysięcy lat przed Chrystusem, posypałby się cały ich karciany domek. Ortodoksyjne rozumienie ewolucji kulturowej opiera się na chronologicznym założeniu, iż cywilizacja rozpoczęła się w Sumerze, nie wcześniej jak sześć tysięcy lat temu. Teoria ta nie pozwala istnieć żadnej zaawansowanej cywilizacji przed tym okresem. Nie ma miejsca na dyskusje. Archeologia i historia tracą swoje znaczenie bez ustalonych dat jako punktów odniesienia. Od czasu, gdy teoria "ewolucji kulturowej" została powiązana z ogólną teorią ewolucji Darwina, w grę wchodzi jeszcze więcej. Czy to wyjaśnia, dlaczego tym faktom, nieprawidłowościom i zagadkom się zaprzecza, zataja i/lub ignoruje? Tak, wyjaśnia. Nauki biologiczne oparte są na darwinizmie.

Taktyka Nacisku: Kamienie Ica z Peru

Przejdźmy teraz do innej, odmiennej sprawy. W 1996 roku, dr Javier Cabrera otrzymał kamień jako podarunek od biednego rolnika w swym rodzinnym Ica w Peru. Na kamieniu wyryta była ryba, która niewiele mówiła przeciętnemu mieszkańcowi wioski, ale miała ogromne znaczenie dla wyedukowanego dr Cabrery. Rozpoznał w niej dawno wymarły gatunek. Pobudziło to jego ciekawość. Zakupił więcej kamieni od rolnika, który stwierdził, że zbierał je niedaleko rzeki, po przejściu powodzi. Dr Cabrera gromadził coraz więcej kamieni, a wieści o ich istnieniu i możliwość importu, dotarły do społeczności archeologów. Wkrótce lekarz zgromadził tysiące "Kamieni z Ica". Wyrafinowane rzeźby były zarówno fascynujące jak i zagadkowe. Ktoś wyrzeźbił ludzi walczących z dinozaurami, ludzi trzymających teleskopy, oraz osoby wykonujące operacje za pomocą narzędzi chirurgicznych. Zawierały również rysunki zaginionych kontynentów.

Kilka kamieni zostało wysłane do Niemiec, gdzie poddano je badaniom. Wyryte na nich akwaforty zostały datowane na bardzo daleką przeszłość. Wszyscy jednak wiemy, że ludzie nie żyli w tym samym czasie, co dinozaury; Homo Sapiens zaś istnieje jedynie od około stu tysięcy lat. BBC straciło wiatr w żaglach i storpedowało produkcję filmu dokumentalnego traktującego o Kamieniach z Ica. Wywołało to w mediach burzę kontrowersji. Archeolodzy skrytykowali rząd Peru za zbyt swobodne egzekwowanie starożytnego prawa (nie to stanowiło jednak prawdziwy problem). Nacisk był kierowany na urzędników państwowych.

Rolnik, który sprzedawał kamienie Cabrerze został aresztowany, przyznał się do znalezienia ich w jaskini, ale odmówił ujawnienia dokładnej lokalizacji władzom, która podała taką wersję. Ze sprawą poradzono sobie tak zręcznie, że każdy skorumpowany polityk mógłby być z niej dumny. Peruwiański rząd zagroził wniesieniem sprawy do sądu i karą więzienia rolnikowi. Zaproponowano mu ugodę, którą ten przyjął; następnie odwołał całą opowiedzianą historię, zeznając, iż to on rzeźbił te kamienie. Wydaje się to bardzo nieprawdopodobne, biorąc pod uwagę, iż rolnik był niewykształcony oraz niewykwalifikowany w rzeźbieniu, a samych kamieni było jedenaście tysięcy (!). Niektóre z nich były całkiem spore i misternie wyrzeźbione, a zwierzęta i sceny, które zawierały, przekraczały wiedzę zwykłego rolnika, o ile nie był przy tym paleontologiem. Musiałby pracować codziennie przez kilka dziesięcioleci, by wyprodukować tak wiele kamieni. Jednakże te podstawowe fakty nie były rozstrzygane. Kamienie z Ica otrzymały etykietkę: "sfałszowane" i zostały zapomniane.

Sprawa ta nie wymagała bezpośredniej konfrontacji czy publicznej dyskredytacji nie-naukowców przez naukowców. Zostało to załatwione poprzez wykorzystanie niewidzialnej taktyki nacisku. Odkąd zostało zaklasyfikowane jako "oszustwo", tajemnicze dowody nigdy nie zostały przedmiotem badań naukowców, jak to się stało w następnym przykładzie.

Cenzura "Zakazanego" Myślenia: dowody na starożytność ludzkości

Przypadek autora Michaela Cremo jest doskonale udokumentowany, pokazuje również, w jaki sposób tradycyjni naukowcy otwarcie używają technik nacisku na rząd i media. Jego książka, "Zakazana Archeologia", analizuje wiele wcześniej ignorowanych przykładów przedmiotów, które mogą udowodnić, iż starożytne pochodzenie ludzkości znacznie przekracza to, które przyjmujemy w obecnej chronologii. Przykłady, które zamieścił wraz ze swym współ-autorem są kontrowersyjne, ale książka stała się jeszcze bardziej kontrowersyjna, gdy jej zawartość została użyta w filmie dokumentalnym.

W 1996 roku NBC wyemitowało specjalny program pod tytułem "Tajemnicze początki człowieka", który powstał z materiału zawartego w książce Cremo. Reakcja społeczności naukowej wyszła poza skalę Richtera. NBC był zalewany listami poirytowanych naukowców, nazywających producentów oszustami i uważających cały program za mistyfikację. Naukowcy posunęli się jednak dalej niż tylko te działania - o wiele dalej. W niezwykle krzywdzącej sekwencji dziwnych działań, próbowali zmusić NBC do nie retransmitowania popularnego programu, jednak ich starania okazały się nieskuteczne. Wtedy zastosowali najbardziej radykalny krok ze wszystkich dotychczasowych: zaprezentowali swoją sprawę rządowi federalnemu, żądając od Federalnej Komisji Komunikacji (FCC), by wkroczyła i zabroniła NBC wyemitowania powtórnie programu.

Było to nie tylko jawne naruszenie wolności słowa i rażąca próba udaremnienia handlu, ale również był to bezprecedensowy wysiłek, zmierzający do ocenzurowania intelektualnej dyskusji. Jeżeli instytucja publiczna lub agencja rządowa, dokonuje próby aresztowania naukowego środowiska, opinia publiczna nigdy nie usłyszy rozwiązania sprawy. List do FCC, napisany przez dr Allison Palmer, Prezesa Instytutu Studiów Kambryjskich, mówi:

"Ostatecznie NBC powinno być zobowiązane do wprowadzenia w najlepszym czasie oglądalności przeprosin skierowanych do widowni przez dostatecznie długi okres czasu tak, aby publiczność wyraźnie odebrała wiadomość, że została oszukana. Ponadto, NBC powinna zostać ukarana wysoką grzywną, aby główny fundusz publicznej nauki edukacji mógł zostać wsparty".

Myślę zatem, że mamy dobry trop kto tworzy "Policję Umysłów". I naprawdę nie sądzę, iż "spisek" jest zbyt mocnym słowem - ponieważ w każdym przypadku próby stłumienia demaskacji, dziesięć innych toczy się pomyślnie. Nie mamy pojęcia jak wiele tajemniczych wytworów człowieka czy danych zostały oznaczone jako "błąd" i schowane głęboko w magazynach i nigdy nie ujrzy dziennego światła.

Odrzucenie danych: Niewygodna wiedza z Meksyku

Następny jest głośny przypadek dr Virginii Steen-McIntyre, geolog pracującej dla Amerykańskiego Biura Pomiarów Geologicznych (USGS), która została wysłana na stanowisko archeologiczne w Meksyku, celem określenia wieku wydobytych przedmiotów w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Ta parodystyczna groteska ilustruje, jak daleko tradycyjni naukowcy gotowi są posunąć się, by bronić swoich ortodoksyjnych doktryn. McIntyre użyła najnowszych przyrządów i poparła swe wyniki, używając czterech różnych metod, wyniki jej pracy nie zostały jednak opublikowane. Główny archeolog spodziewał się okresu około 25 tysięcy lat lub mniejszego, ale ustalenia pani geolog były datowane na co najmniej 250 tysięcy lat.

Wiek ponad dwudziestu pięciu tysięcy lat, stał w sprzeczności wobec teorii przejścia Cieśniny Beringa i stanowił powód, dla którego główny archeolog odrzucił wyniki Steen-McIntyre i poprosił o nową serię testów datowania przedmiotów. Ten rodzaj reakcji nie występuje wtedy, gdy datowanie jest zgodne z oczekiwanym chronologicznym modelem, wspierającym akceptowane teorie. Steen-McIntyre dano szansę wycofać swoje wnioski, ale odmówiła. Z wielkim trudem następnie udało się jej opublikować swoje wyniki, ale straciła posadę wykładowcy na amerykańskim uniwersytecie.

Rządowe zwalczanie i etnocentryzm:
Unikanie dowodów anomalii w Nowej Zelandii, Chinach i Meksyku


W Nowej Zelandii rząd wkroczył, uchwalając prawo zabraniające publicznego wejścia na kontrowersyjne archeologiczne strefy. Historia ta pojawiła się w książce "Starożytni Celtowie Nowej Zelandii", napisanej przez Marka Doutré. Aczkolwiek jak się przekonamy (jak obiecałem na początku artykułu) jest to skomplikowany spisek. Naukowcy starają się chronić swoje "święte" teorie, wspierając przy tym swoje kariery, nie będąc przy tym jedynymi, którzy pragną zataić przedmioty i wiedzę. I w tym miejscu sytuacja staje się nieczysta.

Las Waipoua stał się kontrowersyjnym miejscem w Nowej Zelandii z powodu archeologicznych wykopalisk, które pokazały ewidentne dowody na istnienie nie-polinezyjskiej kultury, która poprzedziła Maorysów - fakt, który nie wywołał radości wśród lokalnego plemienia. Dowiedziało się ono o oficjalnych wynikach przed podaniem ich do wiadomości publicznej i poskarżyło się na nie rządowi. Według Doutré, wynikiem był "oficjalny dokument, pokazujący wyraźnie zamiar rządu Nowej Zelandii, do wstrzymania archeologicznych informacji przed publiczną analizą na 75 lat".

Społeczeństwo dowiedziało się o tym, ale rząd zaprzeczył informacji. Jednak oficjalne dokumenty pokazują, że embargo zostało umieszczone na stronie. Doutré jest studentem historii Nowej Zelandii i archeologii. Jest zaniepokojony, ponieważ mówi, że przedmioty, dowodzące istnienia wcześniejszej kultury poprzedzającej Maorysów, znikły z muzeów. Pyta, co się stało z kilkoma specyficznymi artefaktami:

"Gdzie są starożytne próbki włosów rasy indoeuropejskiej (czerwone faliste brązowe włosy), znalezione w kamienistym schronieniu pobliżu Watakere, które były na wystawie w Auckland War Memorial Museum przez wiele lat? Gdzie jest olbrzymi szkielet znaleziony w pobliżu Mitimati?"

Niestety to nie jest jedyny incydent tego typu. Etnocentryzm stał się czynnikiem w spisku ukrywania prawdziwej historii ludzkości. Autor Graham Hancock został zaatakowany przez różne grupy etniczne za donoszenie o podobnych tajemniczych znaleziskach.

Problemem badaczy zainteresowanych odkryciem prawdziwej historii człowieka jest to, że cele nacjonalistów czy grup etnicznych twierdzących, że to oni pierwsi zasiedlili dane miejsca, często współgrają z interesami ewolucjonistów kulturowych. Archeolodzy szybko zatajają tego rodzaju nieprawidłowości. Jednym z powodów egiptologów, tak zazdrośnie broniących daty budowy Wielkiej Piramidy, jest kwestia egipskiej dumy narodowej.


Mumia z Taklamakan
Mumia z Taklamakan
Mumia z Taklamakan
Mumia z Taklamakan
Mumia z Taklamakan
Mumia z Taklamakan
Mumie z Taklamakan


Przypadek mumii z pustyni Takla Makan (inna pisownia: Taklamakan) w Zachodnich Chinach jest kolejnym przykładem tego zjawiska. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych niezliczone świadectwa kultury rasy kaukaskiej zostały odkryte w Chinach. Suche środowisko przechowało zachowane szczątki blondynów o niebieskich oczach, żyjących w Chinach w okresie przed-dynastycznym. Nosili kolorowe szaty, buty, pończochy i kapelusze. Chińczycy nie byli zadowoleni z tego odkrycia i bagatelizowali zagadkowe znaleziska, mimo iż odkryto, że Azjaci także byli pochowani obok kaukaskich mumii.

Redaktor National Geographic, Thomas B. Allen, myślał w 1996 roku nad napisaniem artykułu o swym odkryciu odcisku palca na skorupie garnka. Gdy zapytał, czy będzie mógł wziąć fragment do zbadania przez sądową antropolog, chiński naukowiec zapytał "czy jest w stanie ustalić, czy garncarz był człowiekiem rasy białej". Allen odpowiedział, że nie jest pewny, oficjalnie zabrał cząstkę i spokojnie wyszedł. Wydaje się, że wiele rzeczy staje na drodze naukowych odkryć i ujawniania informacji.

Istnienie kultury Olmeków w starożytnym Meksyku od zawsze było problemem. Skąd pochodzą negroidalne rysy osób umieszczone na kolosalnych głowach? Dlaczego osoby rasy kaukaskiej są wyryte na steli przedstawiającej początki meksykańskiej cywilizacji? Co gorsza, dlaczego na wytworach Olmeków nie możemy znaleźć wizerunków rdzennych Meksykanów? Rozwiązał ostatnio ten problem meksykański archeolog, wydając fantastyczne twierdzenie: że głowy Olmeków - pokolenia ludzi wszystkich grup etnicznych potwierdziły podobieństwo do Afrykanów - to naprawdę członkowie lokalnego plemienia.

Żołnierze Kosmosu Darwinizmu

Społeczeństwo wydaje sobie nie zdawać sprawy z faktu, iż środowisko naukowe ma podwójne standardy, jeśli chodzi o swobodny przepływ informacji. W istocie, to idzie tak... Naukowcy są doskonale wyedukowani, znakomicie przeszkoleni i intelektualnie zdolni do przetwarzania wszelkich typów informacji i mogą prawidłowo oceniać różnice między faktem a fikcją, rzeczywistością a fantazją. Nieuświadomione społeczeństwo jest zwyczajnie niezdolne do funkcjonowania na tak wysokiej płaszczyźnie intelektualnej.

Szlachetny ideał naukowca jako wysoko wykwalifikowanego, bezstronnego, apolitycznego obserwatora i zbieracza ustalonych faktów w sensowną całość wiedzy wydaje się być postrzępiony wymaganiami rzeczywistego świata. Nauka przyniosła wiele korzyści dla społeczeństwa, ale powinniśmy wiedzieć, że ma ona również swoje ciemne, negatywne strony. Czy to nie ci cisi ludzie w czystych fartuchach laboratoryjnych nie dali nam bomb jądrowych i broni biologicznej? Wiek niewinności zakończył się podczas II Wojny Światowej.

To, że społeczność naukowa przejawia postawę intelektualnej wyższości, jest ledwie ukrywane pod płaszczykiem starannie wyreżyserowanych pozorów. Nauka i Postęp idą zawsze ręka w rękę. Nauka, jako instytucja w demokratycznym społeczeństwie, musi funkcjonować w ten sam sposób jak społeczeństwo: być otwarta na dyskusję, argumenty i kontrargumenty. Nie ma miejsca na niekwestionowany autorytaryzm. Czy współczesna nauka spełnia te normy?

Jesienią 2001 roku, stacja PBS wyemitowała siedmioczęściową serię, zatytułowaną "Ewolucja". Wykonane minimalnymi kosztami, wydawały się być nieszkodliwe. Aczkolwiek, podczas gdy program został przedstawiony jako czyste, obiektywne dziennikarstwo śledcze nauki, zupełnie nie spełnia nawet minimalnych standardów bezstronnej sprawozdawczości. Seria została mocno przechylona w kierunku stanowiska, że teoria ewolucji jest "faktem naukowym", która jest akceptowana przez "praktycznie wszystkich renomowanych naukowców na świecie ", a nie, że jest teorią, mającą słabości i silną krytykę naukowców.

Seria nawet nie starała się przeprowadzić wywiadów z naukowcami, którzy krytykują darwinizm: nie "kreacjonistów", ale naukowców dobrej wiary. Aby rozwiązać ten niedobór, grupa stu naukowców czuła się zmuszona do ogłoszenia zdania odrębnego w komunikacie prasowym zatytułowanym "naukowy protest przeciw darwinizmowi", które wyemitowano w pierwszym dniu nadawania programu. Nominowany do nagrody Nobla, Henry "Fritz" Schaefer był jednym z nich. Zachęcał do otwartej debaty publicznej na temat teorii Darwina:

"Niektórzy obrońcy darwinizmu przyjęli takie standardy dowodów na ewolucję, że inni naukowcy nie przyjęliby ich w innych okolicznościach. Widzieliśmy te same "nienaukowe" standardy w zastosowaniu do archeologii i antropologii, gdzie "Naukowcy" po prostu odmawiali udowodnienia swoich teorii, wskazując jednocześnie samych siebie jako ostatecznych arbitrów "faktów". Naiwnością byłoby myśleć, że naukowcy, którzy brali udział w produkcji serii nie byli świadomi, ·że nie będzie prezentacji opinii przez krytyków teorii Darwina."

Richard Milton jest dziennikarzem piszącym o nauce. Był gorącym zwolennikiem prawdziwej doktryny darwinizmu aż do czasu, gdy jego instynkt dochodzeniowy wierzgnął pewnego dnia. Po 20 latach studiów i pisania na temat ewolucji, ·nagle uświadomił sobie, że istnieje wiele niepokojących luk w teorii. Zdecydował się spróbować rozwiać swoje wątpliwości i udowodnić samemu sobie teorię ewolucji za pomocą standardowych metod dziennikarstwa śledczego.

Milton stał się regularnym gościem słynnego londyńskiego Muzeum Historii Naturalnej. Pieczołowitym testom poddał wszystkie główne założenia i klasyczne dowody darwinizmu. Wyniki go zszokowały. Ustalił, że teoria nie spełnia nawet rygorów rutynowego dziennikarskiego śledztwa. Weteran pisarstwa naukowego podjął śmiałe kroki i opublikował książkę pod tytułem "Fakty Życia: Roztrzaskane mity darwinizmu". Było oczywiste, że przestał wierzyć w mit darwinizmu, ale przy okazji swojej książki obalił wiele innych naukowych mitów. Milton powiedział:

"Na własnej skórze doświadczyłem działania "polowania na czarownice" przez zapalonych darwinistów. Było to bardzo rozczarowujące, gdy wybitny oksfordzki zoolog, Richard Dawkins, określił mnie jako "głupka", "szaleńca", "potrzebującego pomocy psychiatrycznej" w odpowiedzi na czysto naukowe sprawozdanie".

(Czy nie przypomina to sytuacji sprzed dwudziestu lat, gdy naukowcy - dysydenci z ZSRR nie zaczęli przedstawiać swoich historii?)

Dawkins rozpoczął kampanię pisania listów do redakcji, z której wynikało, iż Milton był "ukrytym" kreacjonistą, wobec czego jego prace powinny zostać odrzucone. Każdy, kto choć trochę interesuje się polityką, rozpozna w tym od razu makiaweliczną taktykę "zniesławienia przeciwnika". Dawkins jest w końcu cenionym naukowcem, którego reputacja i pozycja w środowisku naukowym jest bardzo wysoka.

Cytując Miltona, pewien pomysł wpadł mu do głowy, kiedy dodatek do londyńskiego czasopisma "Times Higher Education" zlecił mu napisanie artykułu krytykującego darwinizm. Wydrukowano jego następującą zapowiedź: "za tydzień - darwinizm: atak Richarda Miltona". Dawkins złapał wiatr w żagle i nie marnował czasu, by zniszczyć herezję w zarodku. Skontaktował się z panią redaktor, Auriol Stevens, oskarżając Miltona o bycie "kreacjonistą" i udało mu się nakłonić Stevens do zdjęcia artykułu. Milton dowiedział się o tym wbijającym mu nóż w plecy niejawnym liście, i napisał odwołanie do Stevens. Ostatecznie, Stevens poddała się naciskom Dawkinsa i odwołała artykuł.

Wyobraź sobie, co by się działo, gdyby politycy lub urzędnicy używali takich technik nacisku, żeby nie dopuścić wiadomości w środkach masowego przekazu. Skończyłoby się to na pewno ogromnym skandalem. Nie dzieje się tak w przypadku naukowców, uważanych za "święte krowy", którym nie stawia się takich zarzutów. Istnieje wiele niepokojących faktów dotyczących podobnych spraw.

Teoria ewolucji Darwina jest jedynie teorią, rutynowo nauczaną w publicznym systemie oświaty, która nigdy nie została poddana rygorystycznej analizie, nigdy nie dopuszczono jakiejkolwiek uwagi krytycznej do programu nauczania. Jest to interesujący fakt, gdyż z niedawno przeprowadzonego sondażu opinii publicznej wynika, że amerykańskie społeczeństwo chce by teoria ewolucji była nauczana w szkole, jednocześnie "71% respondentów twierdzi, iż nauczyciel biologii powinien nauczać zarówno darwinizmu, jak i przedstawiać naukowe dowody przeciwko niej". Niemniej jednak, nie ma planów by wprowadzić taką równowagę.

Ironią jest to, że Richard Dawkins został powołany na stanowisko profesora porozumienia społecznego na Uniwersytecie Oksfordzkim. Jest klasycznym przykładem "Policjanta Umysłów", szturmowcem patrolującym pierwsze, newralgiczne linie. Społeczeństwo zachodnich naukowców szczyci się tym, że jest jak otwarte forum bez uprzedzeń i cenzury. Jednakże, żaden telewizyjny program, analizujący wady i słabości teorii ewolucji, nigdy nie został wyemitowany w rodzimym kraju Darwina ani w Ameryce. Zaś artykuł naukowca, który się jej sprzeciwia, nie może zostać opublikowany.

Książka "Tajemnicze pochodzenie człowieka" nie przypuściła frontalnego ataku na darwinizm, przedstawiła jedynie dowody wskazujące na nieprawidłowości w zasadach teorii ewolucji. Wracając do naszego uczciwego bastionu intelektualistów, Forest Mims był rzetelnym i wykwalifikowanym dziennikarzem naukowym. Nigdy nie brał udziału w niczym kontrowersyjnym, więc został zaproszony do pisania w najbardziej poczytnym felietonie prestiżowego amerykańskiego czasopisma "Amatorski Naukowiec" ("Amateur Scientist"), na co chętnie przystał. Według słów Mimsa, redaktor magazynu Jonathan Piel, dowiedział się, że ten napisał jeszcze artykuły dla wielu chrześcijańskich czasopism. Redaktor wezwał Mimsa do swojego biura i rozpoczął konfrontację. "Czy wierzysz w teorię ewolucji?" - zapytał Piel. "Nie" - odpowiedział Mims - "Tak samo jak Stephen Jay Gould". Jego odpowiedź nie wpłynęła na decyzję Piela, by usunąć Mimsa z pisania do kolumny po zaledwie trzech artykułach.

Wydziela się z tego nieprzyjemny odór polowania na czarownice. Dziennikarz nigdy publicznie nie przedstawiał swoich prywatnych poglądów i przekonań, więc wydaje się, że "szturmowcy" złożyli zamówienia na to, by "niezatwierdzone" myśli nie były ujawniane publicznie.

Tabu czy nie?

Wszyscy monitujący "poprawne myślenie" to nie tylko elita społeczeństwa naukowego, tak jak rozpatrywaliśmy to w kilku przypadkach - są nimi także producenci telewizyjni i redaktorzy czasopism. Jest oczywiste, że oni wszyscy działają poprzez pojedynczy imperatyw wspierania "publicznej edukacji nauki", jak to trafnie sformułowała pani prezes Instytutu Kambryjskiego. Nie ma jednak wyznaczonego drugiego punktu porządku obrad, a to w celu ochrony społeczeństwa przed "nienaukowymi" myślami i ideami, które mogą zainfekować umysły mas. My przedstawiamy niektóre z tych tematów tabu na początku artykułu, należy również dodać, że jest także "niezdrowe" i "nie do przyjęcia" angażować się w jakiekolwiek z następujących zajęć badawczych: w zjawiska paranormalne, UFO, zimną fuzję, darmową energię i całą resztę "pseudonauki". Czy to z niczym ci się nie kojarzy? Czy słyszysz delikatne echa religijnego fanatyzmu?

Kto kiedykolwiek dał nauce misję z zakresu budowania i kierowania dążeniami dociekliwych obywateli wolnego świata? Jest to niemożliwe dla każdego artykułu naukowego, mającego antydarwinowskie implikacje, opublikowanego w czasopiśmie naukowym powiązanym z głównym nurtem nauki. Jest również niemożliwością pisanie tematów "tabu" nawet w recenzjach, a o zobaczeniu swojego nazwiska pod artykułem w takim czasopiśmie jak "Nature" możesz zapomnieć, nawet jeśli jesteś kolejnym Albertem Einsteinem - o ile nie jesteś dyplomowanym naukowcem.

Powtórzmy raz jeszcze, jak zaczyna się spisek, poczynając od dwóch zapór: dyplomu naukowego oraz równego traktowania. Współczesna nauka posiada obecnie labirynt takich zapór, w celu wspierania niektórych ortodoksyjnych teorii, jednocześnie wyrzucając wiedzę uznawaną za nie do przyjęcia. Dowody ani zasługi nie są głównymi zasadami, konformizm i stanowiska w społeczności naukowej zastąpiły obiektywizm, dostęp i otwartość.

Naukowcy nie mają skrupułów przed najbardziej niegodnymi atakami na tych, których postrzegają jako swojego przeciwnika. Louis Leakey, znakomity paleontolog, dał przykład tych toksyn pisząc o "Zakazanej Archeologii": "Twoja książka to czyste kłamstwo i nie zasługuje na poważne traktowanie przez nikogo poza głupcami". Po raz kolejny widzimy tutaj osobisty atak, zaś zasadność dowodów przedstawionych w książce nie została ani zbadana, ani poddana dyskusji. Jest to bezceremonialne, autorytarne stwierdzenie.

Will Hart
Tłumaczenie i opracowanie: Piotr vel Yajirobei

Literatura:

Cremo, Michael A. and Richard L. Thompson, Forbidden Archeology, Govardhan Hill, USA, 1993.
Cremo, Michael A., "The Controversy over 'The Mysterious Origins of Man'", NEXUS 5/04 (wydanie amerykańskie), 1998;
Forbidden Archeology's Impact, Bhaktivedanta Book Publishing, USA, 1998, website http://www.mcremo.com
Doore, Kathy, "The Nazca Spaceport & the Ica Stones of Peru", http://www.labyrinthina.com/ica.htm
Na stronie znajduje się kopia książki dra Javiera Cabrery, The Message of the Engraved Stones.
Doutré, Mark, Ancient Celtic New Zealand, Dé Danann, New Zealand, 1999, website http://www.celticnz.co.nz
Milton, Richard, The Facts of Life: Shattering the Myths of Darwinism, Corgi, UK, 1993, http://www.alternativescience.com Steen-McIntyre, Virginia, "Suppressed Evidence for Ancient Man in Mexico", NEXUS 5/05, 1998
Sunfellow, David, "The Great Pyramid & The Sphinx", November 25, 1994, at http://www.nhne.com/specialrepots/spyramid.html
Tampa Bay Tribune, October 12, 2001 (Darwinism/evolution quote), http://www.tampatrib.com


O Autorze:

Will Hart jest niezależnym dziennikarzem, autorem książek, fotografem przyrody i twórcą filmów dokumentalnych. Mieszka i przeprowadza większość swoich badań w okolicy Lake Tahoa w USA, pisze także felietony zatytułowane "Przyrodnik Tahoe" w regionalnym czasopiśmie. Wyprodukował i wyreżyserował filmy o wilkach i dzikich koniach.

Źródło: paranormalium.pl - zjawiska paranormalne
Czytaj więcej...!

Kapitalizm - prawda o otaczjącym nas Świecie (j.ang)

Film Capitalism-A-Love-Story - kolejny obraz Michael'a Moore'a, tym razem poświęcony globalnemu kryzysowi gospodarczemu oraz druzgoczącemu wpływowi wielkich korporacji na życie obywateli na całym świecie. Niestety po raz kolejny dowiadujemy się o tym jak wielki wpływ na kształt obecnego "cywilizowanego" świata mają pieniądze, czyli kto tak na prawdę nami kieruje. Obejrzyjcie ten film -  tutaj link do wersji online:
http://xtshare.com/toshare.php?Id=20118&view=Capitalism-A-Love-Story 




Czytaj więcej...!

11 września - Niewygodne fakty

Film dokumentalny, który najprawdopodobniej przedstawia "prawdziwe" i wstrząsające okoliczności wydarzeń jakie miały miejsce 11 września 2001 roku w USA. W filmie ukazano i rozwiązano zagadkowe kwestie dotyczące min. zawalenia się bliźniaczych wież WTC oraz uderzenia samolotu w Pentagon.



11 września Niewygodne fakty PL.Lektor Loose change 2nd.Edition (Pełny dokument)


Czytaj więcej...!

Bez paniki – prawda o ptasiej/świńskiej grypie, H1N1, H5N1, szczepieniach i AIDS & Tamiflu i grypie


Poniżej zamieszczamy wywiad przeprowadzony dnia 27.10.2005 przez Christophera Ray. Znajduje się on na stronie pisma internetowego FAKTuell (www.faktuell.de) i jest tłumaczeniem ze źródła: Keine Panik – Die Wahrheit über Vogelgrippe, H5N1, Impfen und AIDS)


źródło: grypa666.wordpress.com

Niezależny i nieprzekupny naukowiec, wirusolog dr Stefan Lanka, uzmysławia nam bez jakichkolwiek wykrętów w/w problem. Dr Lanka zna doktora Hamera osobiście i naturalnie zna również Germańską Nową Medycynę. Razem ze swoim współpracownikiem, soziologiem Krefeld, założył w interecie pierwsze krytyczne forum na temat szczepionek i AIDS. Dr Lanka już przed laty i jeszcze przed “wystąpieniem” tzw. “ptasiej grypy” ostrzegał, że planowana jest pandemia…
Poza tym obydwoje są autorami m.in.takich książek, jak: “Impfen – Völkermord im dritten Jahrtausend?” (tłum. aut.strony: Szczepienia – ludobójstwo w trzecim tysiącleciu?) czy “Die Vogelgrippe – Ein Krieg der USA gegen die Menschheit” (tłum. aut.strony: Ptasia grypa – wojna prowadzona przez USA przeciwko ludzkości).
Oto niniejszy wywiad:

Panie doktorze Lanka, grozi nam w Niemczech ptasia grypa?

- Tylko pośrednio. W przyszłym roku w Niemczech będzie o wiele mniej dzieci. Ufając mediom, wszystkie bociany wymrą w rezultacie ptasiej grypy. Na to powinniśmy się już teraz przygotować.

Chyba nie myśli Pan poważnie?

- Tak poważnie, jak poważne jest istnienie niebezpieczeństwa, które rzekomo niesie ze sobą wirus ptasiej grypy H5N1. Problem niebezpieczeństwa, czy katastrofy tkwi zupełnie gdzie indziej.

Gdzie zatem tkwi według Pana niebezpieczeństwo, czy nawet katastrofa?

- Odzwyczailiśmy się po prostu do pewnych rzeczy używać naszego własnego rozsądku. To właśnie jest rzeczywiste niebezpieczeństwo, czy też katastrofa. Polityka i media robią sobie prawo na swój
użytek, wmawiając nam, iż ptaki w Azji wylatujące na południe zaraziły się śmiertelnym wirusem. Te śmiertelnie chore ptaki przemieszczają się tygodniami. Lecą one tysiące kilometrów, zarażając po drodze kury, gęsi i inne ptaki pierzaste w Rumunii, Turcji i Grecji, z którymi nie miały w ogóle kontaktu, tak, by te w końcu umarły. Jednakże ptaki przemieszczające się na południe nie chorują i nie umierają, lecz przemieszczają się dalej i to tygodniami, przemierzając tysiące kilometrów. Kto w to wierzy, ten wierzy również, że bociany przynoszą dzieci. W rzeczywistości większość ludzi w Niemczech wierzy w niebezpieczeństwo ptasiej grypy.

Czy to miałoby oznaczać, że problem ptasiej grypy w ogóle nie istnieje?

- Od końca 19. stulecia obserwuje się problem zachorowań drobiu trzymanego w stadach: niebieskie zabarwienie grzebienia, zmniejszenie ilości znoszonych jaj, tępe upierzenie. Takie zwierzęta rzeczywiście czasem umierają. Choroba tego typu określana jest jednakże jako ptasia zaraza. Przy dzisiejszych metodach masowej hodowli drobiu, szczególnie zaś przy hodowli kur w klatkach umiera codziennie wiele zwierząt, czego skutkiem jest jednak nic innego jak tylko nieodpowiedni sposób trzymania tych zwierząt. Skutki takiego postępowania z nimi określone zostały później nie jako ptasia zaraza lecz jako ptasia grypa. Od dziesięcioleci doświadczamy, iż powodem tego ma być rzekomo przenoszony wirus, by w rezultacie uciec od rzeczywistego powodu.

W takim razie powodem 100 milionów rzekomo na ptasią grypę umarłych ptaków miałby być stres i / lub brak czegoś oraz zatrucie?

- Nie! Jeżeli kura znosi mniej jaj, czy też ma niebieskawy grzebień i do tego po zbadaniu stwierdzi się, że jest nosicielem H5N1, to wówczas wszystkie inne kury zostają natychmiast poddane zagazowaniu. W ten, a nie inny sposób powstała liczba 100 milionów uśmierconych kur. Przypatrzeć się jednak dokładniej problemowi, potwierdza się stara strategia stosowana od dziesięcioleci: Na Zachodzie modernizuje się w ten sposób duże zakłady, gdyż zwierzęta zmarłe na skutek “epidemii” wydane zostają na rynek za najwyższą cenę, podczas gdy w Azji i wszędzie, gdzie hodowla drobiu odnosi sukcesy, rynek ten zostaje z zamysłem i świadomie niszczony przez światową organizację zdrowia FAO pod przewodnictwem UNO.
Wszystkie duże hodowle drobiu na Zachodzie milczą i starają się dzięki swoim weterynarzom, by ci zdiagnozowali zarazę w momencie, gdy spadają ceny drobiu na rynku. W ten sposób możliwe jest pozbycie się drobiu z większym zyskiem, za gwarantowaną wysoką cenę, a co najważniejsze – dużej ich ilości za jednym razem.
Sprowadzając to wszystko do wspólnego mianownika: Wszystko to jest wzajemnie finansującym się oszustwem, którego wynikiem jest paraliżujący strach, który gwarantuje jednocześnie, że nikt nie pyta o
jakiekolwiek dowody.

Na co zmarło 61 osób, u których stwierdzono wirus H5N1?

- Właściwie nie ma zbyt dużego dostępu do publikacji, w których opisane by było, jakie symptomy zaobserwowano i jak zachowano się w stosunku do tych osób. Niniejsze przypadki są jednoznaczne: ludzie z symptomami choroby, którzy mieli pecha i wpadli wręcz w sidła tropiących H5N1, zabici zostali ogromną dawką chemioterapii, która miała zahamować fenomen wirusa. Do tego dochodzi izolacja w namiocie z plastiku, w otoczeniu szaleńców w “kosmicznych” ubraniach, a śmierć następuje w panicznym strachu na skutek wielokrotnego zakłócenia funkcjonowania organów.

Czy to miałoby oznaczać, że właściwie nie ma w ogóle wirusa ptasiej grypy?

- W człowieku, we krwi, czy też innych płynach organizmu, w zwierzęciu, czy też w roślinie nie znaleziono, ani nie udowodniono struktur, które można by było określić jako wirus ptasiej grypy, czy ogólnie wirusa grypy, ani też jakiegokolwiek wirusa wywołującego chorobę. Powody chorób, których przyczyną miałby być, jak się uważa wirus, również u zwierząt, które szybko, czy też jednocześnie mogą wystąpić u wielu osobników, są już dawno znane. Więcej: Dla wirusów wywołujących choroby w biologii po prostu nie ma miejsca.
Tylko jeżeli będę ignorował przekonania Nowej Medycyny dr Hamera, według której wydarzenia wywołujące szok są powodem wielu chorób, a także dociekania chemii na temat następstw zatruć i niedoborów i jeżeli będę ignorował uparcie dociekania fizyki na temat następstw promieniowania, wówczas znajdzie się miejsce na urojenia takie jak istnienie wirusów wywołujących choroby.

Dlaczego zatem stwierdza się ciągle chorobotwórcze wirusy?

-Lekarze medycyny szkolnej potrzebują wręcz paraliżujących wirusów, powodujących paraliżujący strach przed ich fantomami jako centralne podłoże swojej egzystencji: Po pierwsze po to, by masowo zaszkodzić ludziom poprzez szczepienia, by w rezultacie stworzyć sobie krąg pacjentów chronicznie chorych i chorowitych, którzy wszystko pozwalają sobie ze sobą zrobić. Po drugie zaś po to, by nie musieć się przyznać przed sobą, że przy chorobach chronicznych całkowicie wysiadają i jeszcze więcej pacjentów uśmierciły i uśmiercają niż wszystkie wojny razem wzięte. Każdy lekarz medycyny szkolnej jest tego świadomy, jednak tylko niektórzy mają odwagę o tym rozmawiać. Dlatego też nie ma się co dziwić, że najwyższa ilość samobójców biorąc pod uwagę grupy zawodowe to lekarze medycyny szkolnej. Po trzecie, lekarze medycyny szkolnej potrzebują paraliżującego i ogłupiającego strachu przed diabelską mocą wirusów, by zatuszować swoje pochodzenie jako instrument ucisku i śmierci przed wyniosłym Watykanem, który rozwijał się na drodze puczu z armii zachodnio – rzymskiej.
Medycyna szkolna była i jest największą podporą wszystkich dyktatur i rządów, które nie chciały się poddać przyjętemu prawu, konstytucjom, prawom człowieka, tzn. demokratycznie uznanej umowie społecznej. Wyjaśnia to również, dlaczego medycyna szkolna rzeczywiście może i potrafi zrobić wszystko i nie podlega przy tym absolutnie żadnej kontroli. Jeżeli tego nie przezwyciężymy, wszyscy pod jej wpływem zginiemy.

Czy Pan czasem trochę nie przesadza?

- Niestety nie! Każdy, kto ma otwarte oczy będzie patrzył na ten problem tak, jak ja. Ivan Illich ostrzegał już przed tym w 1975 r. w swojej analizie “Wywłaszczenie zdrowia”. Również dzisiaj można znaleźć tę książkę pod tytułem “Arogancja medycyny”. Goethe opisał niniejszy stan medycyny szkolnej jako bardzo trafny w Doktorze Fauscie i przyznał: “Tutaj była medycyna, pacjenci zmarli i nikt nie zapytał, kto wyzdrowiał, …”
Tutaj muszę jednak wskazać na nasze publikacje, gdyż to my zadaliśmy medycynie jako pierwsi podstępne pytanie dokumentując i komentując wypowiedzi.

W jaki sposób akurat Pan doszedł do tego, tysiąc lat trwającego oszustwa?

- Studiowałem biologię molekularną. Podczas moich studiów udowodniłem pierwszy wirus w morzu, w aldze morskiej. Ten dowód na istnienie wirusa odpowiednio do standardów nauk przyrodniczych, wydano po raz pierwszy w roku 1990 w publikacji naukowej. Udowodniony przeze mnie wirus rozmnaża się w aldze, może ją opuścić i rozmnażać się w innych algach tego samego rodzaju, bez negatywnego oddziaływania. Wirus ten nie stoi w powiązaniu z jakąkolwiek chorobą. W ten sposób w jednym litrze wody morskiej znajduje się np. ponad 100 milionów różnego rodzaju wirusów. Na szczęście nie zauważyła tego jeszcze żadna z wszelakich organizacji zdrowia, ani lekarze, gdyż przeciwnym razie powstałoby już dawno jakieś prawo zezwalające na kąpiel w morzu pod warunkiem nałożenia kondomu na całe ciało. Struktur biologicznych natomiast, które wywołać mogłyby coś negatywnego, nie stwierdzono. Podstawą życia biologicznego jest wspólnota, symbioza, a tam nie ma miejsca na wojny i zniszczenia. Wojna i zniszczenie w życiu biologicznym jest domeną chorego, albo kryminalnego umysłu. Podczas moich studiów, nie mogliśmy znaleźć nigdzie dowodu na istnienie wirusów powodujących choroby. Później przedstawiliśmy to publicznie i zmusiliśmy wręcz ludzi do tego, by również nam nie wierzyli, by po prostu sami przekonali się, czy istnieją wirusy powodujące choroby. W ten sposób powstała akcja klein-klein, która ponad 5 lat domagała się od placówek zdrowia istnienia dowodów, aż wreszcie otrzymała stwierdzenie i pewność, że nie ma dowodu na
istnienie wirusów powodujących choroby, ani też dowodu na pożytek ze szczepień. Aby te rezultaty móc bez zakłamania opublikować, założyliśmy przed trzema laty wydawnictwo klein-klein.

Jakie wirusy w ogóle istnieją i jak działają?

- Struktury, które można określić jako wirusy stwierdzone zostały w wielu rodzajach bakterii oraz w wielu podobnych formach życia. Są one samodzielnie pozostającymi elementami wspólnoty różnych komórek w jednym wspólnym typie komórki. Nazwane to zostaje symbiozą, wewnętrzną symbiozą, która powstała w wyniku procesu zbieżności różnorodnych typów komórek i struktur, z których wyniknął aktualny typ komórki, z których składa się człowiek, zwierzę i roślina. Tak, jak bakterie we wszystkich naszych komórkach, które zabierają nam tlen, mitochondrie, czy bakterie we wszystkich roślinach, które produkują tlen, chloroplasty, są częściami składowymi wirusów komórek.
Bardzo istotne: Wirusy są częściami składowymi bardzo ważnych organizmów, jak np. alg niciowatych, czyli określonego rodzaju algi jednokomórkowej i wielu bakterii. Te wirusowe części składowe nazywane są fagami. W kompleksowych organizmach, szczególnie w człowieku, zwierzęciu czy roślinie, nie dostrzeżono nigdy takich struktur, które można by było nazwać wirusami.
W przeciwieństwie do bakterii w naszych komórkach, mitochondrii, czy bakterii w każdej roślinie, chloroplastów, które nie mogą opuścić wspólnej komórki, gdyż zdane są na przemianę materii wspólnej komórki, wirusy mogą opuścić komórki, gdyż nie mają do spełnienia żadnego ważnego do przeżycia zadania w obrębie komórki. Wirusy są zatem częściami składowymi komórki, które całą swą przemianę
materii oddały wspólnej komórce i dlatego mogą opuścić tę komórkę. Pomagają one poza wspólną komórką innym komórkom, podczas gdy przekazują substancje budujące i energetyczne. Niczego innego nigdy nie zaobserwowano. Rzeczywiste, naukowo stwierdzone wirusy spełniają w obrębie całościowych funkcji komórek między sobą funkcje wspomagającą, wspierającą, ale żadnym przypadku niszczącą. Wirusów nie dopatrzono się ani w chorych organizmach, ani w płynie ustrojowym podczas chorób. Stwierdzenie istnienia jakiegoś wirusa powodującego choroby jest czystym oszustwem, fatalnym kłamstwem z dramatycznymi następstwami.

Chyba nie twierdzi Pan, że niebezpieczny wirus AIDS jest wirtualny? (zobacz również: co mówi dr Hamer na temat HIV)

- Nie tylko ja twierdzę, że ten tzw. AIDS – wirus “HIV” nigdy nie został stwierdzony naukowo, tylko stwierdzono go na podstawie konsensu. Minister zdrowia Niemiec, Ulla Schmidt napisała dnia 5.1.2004 do posła federalnego, Rudolfa Kraus: “Oczywiście ten ludzki niezdolny odpornościowo – wirus uważany jest w międzynarodowym naukowym konsensie jako naukowo stwierdzony”.
W obecnym czasie, kiedy obywatele domagają się naukowych dowodów na istnienie domniemanych, odpowiedzialnych za choroby wirusów, placówki zdrowia nie twierdzą już, że jakikolwiek wirus powodujący choroby zostałby naukowo stwierdzony. W toczącym się procesie petycyjnym przed niemieckim Bundestagiem, ministerstwo zdrowia odsunęło całkowitą odpowiedzialność na federalne ministerstwo ds. badań naukowo badawczych. Ministerstwo to reprezentuje teraz absurdalne stanowisko, iż generalnie zapewniona wolność nauki zabrania państwu zrewidować twierdzenia naukowców. To przecież absurd. Znaczyłoby to bowiem, że państwo wydaje nas na pastwę niekontrolowanej nauki, która może robić i robi, co się jej podoba.

Jesteście Państwo rzeczywiście zdania, ze państwo nam to powierzyło?

- Na ten temat nie mam jednoznacznego zdania. Mogę w tym miejscu wyliczyć fakty i je nazwać. Przy aktualnie panoszącej się panice ptasiej grypy przeżywamy to, w jaki sposób państwo zdaje społeczeństwo na wiedzę osób, które maskują się tylko jako naukowcy. Przewiduje się przymusową chemioterapię a na wiosnę całe społeczeństwo Niemiec ma się poddać przymusowo szczepieniu przeciwko stwierdzonemu fantomowi – grypy ptasiej. Jednakże wirus ptasiej grypy nie został kiedykolwiek stwierdzony, ani też jakikolwiek wirus, który mógłby występować w jakimkolwiek związku z chorobą. Takie wirusy po prostu nie istnieją. Są one stwierdzone na podstawie międzynarodowych naukowych konsensów uznane jako stwierdzone i na tej podstawie tylko uznane jako istniejące, co wynika z wypowiedzi Pani Minister na temat wirusa AIDS. Jednak niebezpieczny dla człowieka wirus ptasiej grypy H5N1 został przecież przed kilkoma dniami w jednym z angielskich laboratoriów stwierdzony! Jeżeli jakiś wirus stwierdzony został w jakimś konkretnym ciele czy płynie, na przykład u ptaków, wówczas każdy nawet mierny naukowiec może w najbardziej miernym laboratorium sprawdzić, czy wirus ten istnieje w organizmie umarłego zwierzęcia.
Do takiego doświadczenia jednak nigdy nie doszło, wprost przeciwnie. Rozpowszechnia się wręcz pośrednie, całkowicie bezpodstawne, o niczym nie mówiące informacje o procesach testów. Na przykład stwierdza się, że istnieje przeciwciało, które łączy się tylko w określony sposób z ciałem rzekomego wirusa. Podczas udowadniania zakończonego sukcesem połączenia ciała i przeciwciała udowodniono rzekome istnienie domniemanego wirusa. W rzeczywistości jednak przy rzekomych przeciwciałach chodzi o rozpuszczalne białka krwi, które odgrywają znaczącą rolę podczas uszczelniania rosnących i dzielących się komórek oraz podczas gojenia się ran. Te białka krwi, nazywane również globulinami wiążą się dowolnie w probówce odpowiedniej koncentracji z kwasami i zasadami, minerałami i rozpuszczalnikami do innych białek. W ten sposób można dowolnie pozytywnie, lub negatywnie przetestować każdą próbkę (ze zwierzęcia czy człowieka). Dlatego jest to po prostu czysta, wręcz kryminalna samowola. Również gdy twierdzi się, że za pomocą biochemicznej techniki rozmnażania, nazywanej polimerazą – reakcją łańcuchową (PCR), która rozmnaża tak zwaną plazmę zarodkową wirusa, udowodnia się, że jest to oszustwo, gdyż po pierwsze: nigdzie nie istnieje plazma zarodkowa wirusa wywołującego choroby, z która można by było porównać rozmnożone cząstki plazmy zarodkowej, po drugie: rozmnażane są tylko cząstki przy plazmie zarodkowej, które już wcześniej znajdowały się w płynach, które używane zostają do pośredniego udowodnienia rzekomego wirusa. Przy tym jest to całkiem proste: Tysiąc pośrednich dowodów, jak np. kręgi w zbożu, które nie są dowodem na istnienie UFO.
Nie trzeba świetnie władać angielskim, żeby publikacje, na które powołują się wirusowi oszuści, można było czytać, żeby samemu wpaść na to, że nie występują w nich nigdzie wirusy: jeżeli pyta się naukowców o udowodnienie istnienia domniemanych wirusów, np. H5N1, można otrzymać ogólną, jednak nigdy konkretną odpowiedź. W telewizji można ciągle usłyszeć, że badania przeprowadzone w jednym z angielskich laboratoriów wykazały… to i to. Nazwa tego angielskiego laboratorium nigdy jednak nie została podana publicznie. Chodzi tutaj o Referenzlabor ds. ptasiej grypy, należące do UE i mieszczące się w Weybridge. Pytałem wielokrotnie naukowców o dowody istnienia wirusa H5N1. Odpowiedzieli tylko raz, że nie zrozumieli mojego pytania i po tym już nigdy więcej mi nie odpisali.
Wielokrotnie zwracałem się do Światowej Organizacji Zdrowia, a w szczególności do koordynatora ds. ptasiej gryp, Niemieca, Klausa Stöhr, prosząc o dowody istnienia ptasiej grypy. Nie zareagowała ani WHO, ani Klaus Stöhr.

Co jednak znaczy skrót H5N1, przed którym trzęsie się cały świat?

- “H” w H5N1 oznacza hemaglutynina, “N” natomiast oznacza neuraminidaza. Pseudowirolodzy uważają, że we wnętrzu wirusa grypy znajdują się białka typu hemaglutyniny oraz białka typu enzymu neuraminidazy. Jako hemaglutyninę oznacza się w biochemii różne substancje, nie tylko białka, które spajają ze sobą czerwone ciałka krwi. Pseudowirolodzy zgodni są co do tego, że we wnętrzu wirusa znajduje się 15 różnych rodzajów białka o własnościach hemaglutyniny. “5″ oznacza tutaj liczbę przypuszczalnych białek, które są udowodnione tylko pośrednio.
Aby tylko udowodnić istnienie wirusa ptasiej grypy, miesza się w laboratorium czerwone ciałka krwi z próbkami, w których przypuszczalnie powinien znajdować się wirus. Jeżeli czerwone ciałka
krwi połączyły się, należy przypuszczać, że powodem tego jest hemoglutynina znajdująca się w wirusie grypy, niezależnie od tego czy komuś udało się wyizolować wirusa z takiej próby lub takiej mieszanki, nie mówiąc już o tym, że ktoś go tam zobaczył. Tak więc ze sposobu zespolenia wnioskuje się, (tak samo, jak czynili to wróżbici Asterix i Obelix) o jaki typ hemaglutyniny chodzi. Do
dyspozycji naukowców stoi duża liczba przeprowadzonych testów, które są podstawą do stwierdzenia, że oznaczony zostaje ten typ hemaglutyniny, którą sugerował już przeprowadzający wcześniejsze
badania naukowiec. Tak samo jest w przypadku neuraminidazy, która uważana jest za cześć wewnętrzną powłoki wirusa grypy. Tutaj pseudowirolodzy przyjmują istnienie 9 różnych typów. W rzeczywistości neuraminidaza jest enzymem, który przez odłączenie się od części aminocukrów o nazwie kwas neuraminowy reguluje napięciami w górnych obszarach komórki, które są decydujące dla funkcjonowania danej przemiany materii. Analogicznie do “wirusowej” hemaglutyniny istnieje duża liczba kupnych badań testowych, które udowodnią dokładnie rezultat, tzn, dokładnie wykażą typ neuraminidazy, tak jak przypuszczali to przewidujący wirolodzy.
Tak więc nic dziwnego, że padły przypuszczalnie na H5N1 indyk 73 letniego rolnika Dimitris Kominaris z położonej we wschodniej części Morza Egejskiego wyspy Inousses znikł bez śladu. Nie napłynęły też żadne będące dowodem materiały z osławionego laboratorium w Grecji. Jednakże prorocze media zdążyły poinformować, że pierwsza próba potwierdziła przypuszczenia. Aby udowodnić H5N1 nie potrzeba w rzeczywistości żadnych prób, ponieważ jak w przypadku wszystkich innych podejrzeń o epidemie chodzi o zaplanowaną z politycznych powodów akcję mającą wywołać strach. W mediach pokazywane są ustawicznie zdjęcia na temat ptasiej grypy – oraz wirusy grypy. Niektóre z tych zdjęć ukazują okrągłe wytwory. Czy to nie wirusy? Nie! Po pierwsze te okrągłe wytwory, które mają być rzekomo wirusami grypy są rozpoznawalne dla każdego biologa molekularnego, to sztucznie wytworzone cząsteczki składające się z tłuszczu i białka. Laicy mogą to sprawdzić, pytając o publikację naukową w której ukazały się te zdjęcia, czy zostały opisane a ich skład został udokumentowany. Taka publikacja nie istnieje. Po drugie zdjęcia mające pokazywać wirusy ptasiej grypy są dla każdego
biologa czytelne i pokazują części składowe komórek lub całe komórki znajdujące się właśnie trakcie eksportu lub importu części składowych komórki lub przemiany materii.
Laik może to bardzo łatwo sprawdzić, pytając o publikacje z których pochodzą te zdjęcia: nigdy nie o trzyma takich publikacji. Klika wywołująca strach niechętnie zdradza podstawy swoich interesów, czyli oszustwa na próbach laboratoryjnych i doświadczeniach ze zwierzętami. W przypadku zadawania pytań w agencjach fotograficznych lub w dpa o źródła pochodzenia zdjęć, wszyscy powołują się na amerykański urząd epidemiologiczny CDC należący do Pentagonu. Z tego miejsca pochodzi też jedyne zdjęcie domniemanego H5N1. Zdjęcie pokazuje przekrój poddłużny i jednocześnie poprzeczny rurek i komórek, które są uśmiercane w próbówce. Rureczki zwane są w języku fachowym mikrotubuli i służą do transportu, a także komunikacji w komórce oraz przy podziale komórki. Pokazano jednak, że H5N1 zabija embriony kur i można go hodować w jajkach.
Gdzie jest więc pies pogrzebany? Takie eksperymenty stosowane są już od ponad 100 lat, w celu udowodnienia istnienia różnych “wirusów”, np. także dla “udowodnienia” wirusa ospy. Wstrzykuje się przy tym przez skorupę jajka ekstrakty do embrionu. Zależnie od tego jaka dawka zostanie podana i w które miejsce embriona trafi rzekomo zainfekowany ekstrakt, embrion umrze odpowiednio wcześniej lub później. Umarłby tak samo w przypadku, gdyby ekstrakty byłyby wcześniej wysterylizowane. Takie zabijanie podawane jest przez wirologów po pierwsze jako bezpośredni dowód istnienia danego wirusa, po drugie jako dowód zdolności jego rozmnażania i po trzecie jako dowód jego izolacji. W ten sposób z unicestwionych kurzych embrionów, które w ciszy i w milionach giną u producentów szczepionek, produkowane są różnorodne szczepionki. Poza kurzymi embrionami zabija się też komórki w probówkach, aby obumieranie tych komórek wykorzystać jako dowód na istnienie, rozmnażanie się i izolację chorobotwórczego wirusa. Nigdzie jednak nie zostaje wyizolowany, sfotografowany pod mikroskopem elektronowym, a jego części składowe przedstawione w procesie zwanym elektroforezą.

Co więc zabija zwierzęta w doświadczeniach ze zwierzętami, jeżeli nie H5N1?

- Także tutaj trzeba przyjrzeć się publikacjom, w którym opisane są owe próby na zwierzętach. Kury w ciągu trzech dni zostają powoli uduszone poprzez podanie płynu przez tubus w tchawicy. W podbrzusze małych małpek na 30 dni przed przypuszczalną infekcją zostaje implantowany nadajnik temperatury, 5 dni przed spodziewaną infekcją umieszczane są w komorze z podciśnieniem powietrza i w przypadku tzw. infekcji wtłacza się młodym zwierzętom poprzez tubus do krtani w przeliczeniu na człowieka 8 kieliszków płynu. Dawki tego samego ekstraktu z obumierających, a więc zepsutych komórek, wstrzykiwane są zwierzętom do obydwu oczu i do migdałów. Wielokrotnym płukaniem oskrzeli wywołuje się u zwierząt duszenie itp. Wynikające z tego uszkodzenia i okaleczenia podawane są także jako rezultat H5N1. Informowałem o tym poprzez osobistych referentów wcześniejszą minister ds. obrony konsumentów Panią Künast oraz obecnego ministra Trittin, podających się za obrońców zwierząt. Bez jakiejkolwiek reakcji. Zrekonstruowano jednak wirus grypy hiszpańskiej i stwierdzono również, że jest to wirus ptasiej grypy! To co zostało jakby genetycznie zrekonstruowane, jest niczym innym jak modelem plazmy zarodkowej wirusa grypy. Wirus grypy nigdy nie został wyizolowany, nigdy też nie została wyizolowana genetyczna substancja wirusa grypy. Wszystko, co zostało zrobione, jest do wykonania przy pomocy biochemicznej metody rozmnożeniowej “polimeraza – reakcja łańcuchowa” substancji dziedzicznej. Przy pomocy tej metody jest też możliwe rozmnożenie, nigdy wcześniej nieistniejącej plazmy zarodkowej. Przy pomocy tej techniki możliwe jest także manipulowanie genetycznym odciskiem palca, to znaczy sprawdzanie kogoś w sposób identyczny lub różny co do “znalezionej” próby. Tylko jeśli znaleziona zostanie bardzo duża ilość plazmy zarodkowej do porównania, genetyczny odcisk palca daje pewne prawdopodobieństwo zgodności, pod warunkiem, że próba
zostanie przeprowadzona prawidłowo. Dr Jeffery Taubenberger, któremu przepisuje się przypuszczenia dotyczące rekonstrukcji wirusa, który wywołał pandemię w 1918 roku, pracuje dla Armii Stanów Zjednoczonych i poświęcił tej pracy ponad 10 lat, aby na podstawie próbek pobranych z wielu zwłok ludzkich stworzyć krótkie odcinki plazmy zarodkowej, posługując się w tym celu biochemiczną techniką rozmnażania PCR. Z wielu stworzonych kawałków wyszukał sobie te, które najbardziej były zbliżone do substancji genetycznej modelu wirusa grypy, a następnie opublikował wyniki swoich badań. W żadnych zwłokach nie widziano wirusa, nie został też on udowodniony ani też nie została wyizolowana niewielka ilość plazmy zarodkowej. Przy użyciu techniki PCR stworzono z niczego fragmenty plazmy zarodkowej, która była nie do udowodnienia. Gdyby wirusy istniały i były w posiadaniu, można byłoby wyizolować z nich plazmę zarodkową, a nie zmuszać się przy pomocy PCR z trudem – w oczywistym oszukańczym zamiarze – do stworzenia tkanego dywanu będącego modelem substancji genetycznej wyobrażającej wirus grypy.

Jak laik może to sprawdzić?

- Istnieją przypuszczenia na temat tych krótkich odcinków, które w rozumieniu genetyki nie są kompletne i które nie odpowiadają nawet definicji genu. Przypuszcza się, że być może razem tworzą całą plazmę zarodkową wirusa. Aby przejrzeć to oszustwo, trzeba tylko umieć dodać publikowane długości, aby stwierdzić, że suma długości poszczególnych kawałków, które razem powinny wykazywać całą wirusową plazmę zarodkową spodziewanego wirusa, nie odpowiada zamysłowi genomu modelu wirusa grypy. Jeszcze prościej jest zapytać, w jakiej publikacji można znaleźć zdjęcie wykonane mikroskopem elektronowym owego niby zrekonstruowanego wirusa. Taka publikacja nie istnieje. Przypuszcza się, że jak wykazały próby, ten pochodzący z roku 1918 wirus zabijałby bardzo efektywnie.
Co się w tym nie zgadza? Jeżeli embrionowi kurczaka wstrzyknę mieszankę składającą się ze sztucznie wytworzonych kawałków plazmy zarodkowej i białka prosto w serce, to wówczas umrze on wcześniej aniżeli po wstrzyknięciu obwodowym. Jeżeli komórki w probówce wystawione zostaną na działanie sztucznie wytworzonych cząsteczek plazmy zarodkowej i białka, wówczas zginą one wcześniej aniżeli zginęłyby w standardowych warunkach w próbówce, normalnie wykorzystywane jako dowód na istnienie, jako dowód na izolację i jako dowód na rozmnażanie przypuszczalnych wirusów. Na podstawie tej sztucznie wytworzonej substancji podawanej za wirusową, tworzone są w komputerze modele białek. Z tych modeli białek rekonstruuje się w komputerze wygląd całego wirusa.
To wszystko, ale cały świat wierzy, że można w laboratorium rekonstruować wirusy. Tak więc nie dziwi, że w odniesieniu do oświadczeń CIA i brytyjskich służb specjalnych M16 twierdzi się, że w Północnej Korei reżim północnokoreański może wytworzyć jeszcze bardziej śmiercionośne wirusy grypy niż H5N1.
Jakie wnioski można z tego wyciągnąć? Ponieważ nie znaleziono domniemanego szefa El Kaidy, Bin Ladena, po arabsku El Kaida oznacza tylko drogę i przed nagłą modernizacją zagrożonych zawaleniem nowojorskich wieżowców nie było słychać o tej organizacji, u Saddama nie znaleziono żadnej masowej broni takiej jak spodziewane wirusy ospy, które były powodem drugiej wojny irackiej i ponownie przypuszcza się istnienie śmiertelnych wirusów, jest w końcu jasne, kto w rzeczywistości jest terrorystą, a kto w rzeczywistości zamachowcem samobójcą: wszyscy, wzniecający wirusową panikę i biorący w niej czynny udział! Podczas ogłoszenia przez WHO pandemii wirusa grypy w planach pandemii przewidziano możliwość załamania się opieki i porządku publicznego. Szacowane liczby mówiące o około 100 milionach zabitych należy brać poważnie. Wśród zagrożonych widzę wszystkich mieszkańców domów starców, którzy w całym chaosie i załamaniu się systemu opieki, a tym samym porządku publicznego, będą pierwszymi oprócz małych bezbronnych, pozbawionych opieki dzieci. Trudno sobie wyobrazić, jeżeli twórcy epidemii ogłosiliby alarm podczas zimy.

Czy środek Tamiflu, zakupiony obecnie z pieniędzy podatników i przechowywany w zapasach dla ludzi chroni przeciwko ptasiej grypie?

- W to, że środek ten chroni przeciwko grypie, nie wierzy nikt. Tamiflu ma działać jako hamulec dla neuramidazy. Hamuje w organizmie funkcje cukru kwasu neuraminowego, który jest współodpowiedzialny za napięcia w górnych obszarach komórki. Wymienione w ulotce Tamiflu działania uboczne są nieomal identyczne z symptomami ciężkiej grypy. Masowo więc robi się zapasy z lekarstw wywołujących te same symptomy, co występujące przy rzeczywistej grypie – ustępujące po siedmiu dniach leczenia lub po tygodniu bez leczenia. Jeżeli Tamiflu podane zostanie chorym osobom, należy liczyć się z dużo cięższymi objawami, niż te, które występują przy normalnej grypie. Jeżeli pandemia ogłoszona zostanie wśród ludzi, wiele ludzi przyjmie to lekarstwo w tym samym czasie. Wówczas będziemy mieli rzeczywiście jednoznaczne symptomy epidemii Tamiflu. Należy się także spodziewać ofiar Tamiflu i zostanie to zaliczone do zagrożenia ptasią grypą oraz największej troski państwa o zdrowie jego obywateli. Tutaj odegrany zostanie wypróbowany wzór AIDS. W Hiszpanii na ulotkach do leków przeciwko AIDS napisano, że nie wiadomo, czy symptomy wywołane zostają wirusem czy lekiem.

Czy nie będą zalecane żadne ogólne szczepienia lub specjalne przygotowane szczepienia przeciwko ptasiej grypie?

- Nie zalecam szaleństwa. Każda szczepionka zawiera toksyny, działające ustawicznie z bardziej lub mniej trwałymi szkodami. Ustawa ochrony przed infekcją wymaga spełnienia wymogu uzasadnienia, czyli potwierdzenia faktu istnienia zarazku chorobotwórczego, np. wirusa. Ponieważ żaden z tzw. wywołujących chorobę wirusów nie może zostać potwierdzony jako istniejący, nie może dojść na podstawie prawa do szczepień przeciwko grypie, jak również przeciwko grypie ptasiej. W przypadku każdego szczepienia, które przeprowadzono po wejściu w życie z dniem 1.1.2001 w Niemczech prawa o ochronie przeciwko infekcjom, chodzi o czyn karalny ciężkiego okaleczenia ciała. Oczywiście nie zalecam podawania się za ofiarę przestępstw i zbrodni.

Kto według Was stoi za tym wszystkim, co obecnie przeżywamy?

- Na ten temat można tylko spekulować. Oczywiście przemysł farmaceutyczny cieszy się z dobrego interesu robionego na ptasiej grypie. W rzeczywistości każdy jeden stoi za tym szaleństwem. Sytuacja jest taka jaka jest. Mogło do tego dojść, ponieważ jako obywatele dopuściliśmy do tego, że nasze Państwo działa w ten sposób przeciwko ludziom, mimo, iż jest formalnie demokratycznym państwem prawa. Kto czeka na to, że przemysł farmaceutyczny zmieni tutaj coś dla dobra ludzi, czeka na próżno. Kto teraz się nie broni, żyje w błędzie. Każdy może pytać o dowody naukowe w ministerstwie zajmującym się sprawami konsumentów, ministerstwie zdrowia itd., które uzasadnią panikę związaną z ptasią grypą. Kto czeka na to, że zrobią to inni, nie powinien się dziwić, jeżeli ci inni nic nie zrobią, a sytuacja nie zostanie taka, jaka jest, lecz znacznie się pogorszy. W końcu my, obywatele, jesteśmy za to odpowiedzialni, my, którzy przez lata bezczynnie przyglądaliśmy się temu panującemu wokół nas szaleństwu i tolerowaliśmy je. Tutaj należy zacząć traktować poważnie odpowiedzialność społeczną, jeżeli nie chcemy ofiarować się i poddać się totalnemu panowaniu i chaosowi niekontrolowanej pseudonauki. Daj go do wypełnienia lekarzowi, który napiera na przeprowadzenie szczepionki. Dokument ten będzie Ci z pewnością pomocny. Zdobywajcie wiedzę zawczasu…

Czujesz się zdrowy? Tym lepiej!! Dowiaduj się właśnie teraz! Tylko w porę zdobyta wiedza umożliwia korzystanie z GNM.
Jak zostaniesz postawiony przed groźnie brzmiącą diagnozą, będzie Ci ciężko zacząć się uczyć…

(c)2007-2009 Germańska Nowa Medycyna
VIVA LA MEDICINA SAGRADA!
wszystkie prawa zastrzeżone, Amici di Dirk, dr med. mgr teol. Ryke Geerd Hamer
Czytaj więcej...!

CIA i Terroryzm

polityka, wiadomości, nwoNA CZYM POLEGA OSZUSTWO

autor: darfr

THIS IS CIA TEXTBOOK OPERATION:

CEL: SCHWYTANIE "TERRORYSTÓW"! I dzięki temu upodobanie sobie opinii publicznej i wzrost poparcia słuszności wojny z terroryzmem.

SPOSÓB:
1. Znalezienie młodych PODJARANYCH islamskich chłopaków w UK przez agentów CIA i MI5 w Pakistanie, podających się za przedstawicieli Alkaidy(Pakistan jest zaprzyjaźniony z USA i pełno tam CIA i MI5).

2. Korespondencja na tematy bomb i sposobów ataków, które można przeprowadzić oraz inna korespondencja, która mogłaby stanowić DOWÓD rzeczowy.

FINALIZACJA:
1. Wkroczenie oddziałów antyterrorystycznych do mieszkań islamskich chłopaków w UK i aresztowanie ich.
2. Odnalezienie DOWODÓW planu zamachu w postaci maili do funkcjonariuszy CIA podających się za kleryków.
3. Skazanie przez sąd i aplaus opinii publicznej i mediów
OPINIA PUBLICZNA PEŁNA PODZIWU DLA SŁUŻB BEZPIECZEŃSTWA.

Pomyślcie logicznie. Chcecie podłożyć bombę z dwoma kumplami. Nikt nie jest w stanie wam przeszkodzić. Nie ma sposobu żeby was powstrzymać, chyba, że dopiero na lotnisku. Schwytanie winnych NA TYDZIEŃ PRZED ZAMACHEM, to książkowa operacja mająca na celu potwierdzenie słuszności ograniczenia swobód obywatelskich w tym kraju. Nie bądźcie ślepi.

Dodam jeszcze ze Administracja Hitlera szybko odnalazła winnych podpalenia Raichstagu, który sama podpaliła. Wszystkich rozstrzelano i wprowadzono prawo, pozwalające bez nakazu sądu wchodzić na teren prywatnych osób, jeśli podejżewa się ich o terroryzm bolszewicki.

TO CO NAZYWASZ TEORIAMI SPOSKOWYMI TAK NA PRAWDE OPARTE SA NA FAKTACH.

OFICJALNA WOJNA Z TERRORYZMEM JEST NAJWIEKSZA TEORA SPISKOWA BO OPIERA SIE NA WYZNANIACH SLOZB SPECJALNYCH (BO ONI ICH NAMIERZYLI SUPERTECNOLOGIA I METODAMI OPERACYJNYMI) A NIE NA DOWODACH.
Czytaj więcej...!

W jaki sposób zniewalany jest Świat

Zobacz w jaki sposób działa współczesne Imperium - film przedstawia metody i sposoby na przejmowanie kontroli nad gospodarkami niezależnych dotąd państw, nad ich systemami bankowymi, szkolnictwem, systemem świadczeń socjalnych.


Część 1


Część 2


Czytaj więcej...!

FEMA - amerykańska Agencja Zarządzania Krysyowego buduje Obozy Koncentracyjne!

Fema obozy zagłady, FEMA concentration camps, NWOPrzedstawiamy kilka ciekawych filmów na temat FEMA (z ang. Fedaral Emergency Management Agency - Federalna Agencja Zarządzania Krysysowego). Czy wiesz, że podczas ogólnonarodowego kryzysu w USA, FEMA może przejąć władzę nad krajem, a prawa konstytucji są zawieszane na czas walki z kryzysem. W ciągu kilku ostatnich lat na terenie Stanów Zjednoczonych powstało, a także odremontowanych zostało kilkadziesiąt ogromnych obozów/więzień, za cenę przekraczającą wyobrażenia, idąca w setki milionów dolarów. Obiekty te, ogrodzone wysokimi płotami z drutami kolczastymi na szczycie, do złudzenia przypominającymi dzieła Hitlerowców, pozostają na razie zamknięte i opustoszałe. Na jak długo? Co wydarzy się, aby władze wydały rozkazy ich uaktywnienia?

FEAM Camps

Obóz FEMA od środka






Czytaj więcej...!

Nowe prawo: Śledzą nasze maile. CO Z NASZĄ PRYWATNOŚCIĄ?

Operatorzy już zapowiadają, że zmiany odczują klienci, bo nowe serwery będą kosztować setki milionów złotych. Nasze maile, internetowe kontakty i rozmowy pod ścisłą kontrolą. Jak informuje "Dziennik" od poniedziałku, na podstawie nowej unijnej dyrektywy, dostawcy internetu muszą rejestrować kontakty swoich klientów w sieci. Wszystko w ramach walki z terroryzmem. Eksperci alarmują jednak, że nowe rozwiązania otwierają furtkę do wycieku informacji. Dostawcy mają obowiązek przygotowania nowych serwerów, które będą w stanie archiwizować dane od milionów użytkowników internetu w Polsce. Polska nowe przepisy wprowadzi jednak z nieznacznym opóźnieniem. Żeby zaczęły obowiązywać, potrzebna jest nowelizacja prawa telekomunikacyjnego, a nad tą w pośpiechu pracują już władze.

- Nowelizacja trafiła z Sejmu do Senatu. Jeśli proces legislacyjny będzie przebiegał sprawnie, zostanie przyjęta w najbliższym czasie - zapewnia w rozmowie z dziennikiem Mikołaj Karpiński, rzecznik Ministerstwa Infrastruktury.

Broń w walce z terroryzmem

Nowe prawo ma być skuteczną bronią w walce z terroryzmem. Na specjalne żądanie, służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo, dostaną dostęp do zarchiwizowanych kontaktów. A nakazem sądowym będą mogły wymusić na operatorach składowanie nie tylko treści e-maili, ale też do nagrywania rozmów przez Skype'a. Dostawcy będą też musieli archiwizować te dane przez 12 miesięcy.

Kto zapłaci za unijne wytyczne?

Unijne zmiany odczujemy na własnej kieszeni, bo wprowadzenie dyrektywy podniesie koszty pracy operatorów. Nowe bazy będą kosztować setki milionów złotych. - Potrzebne będą dodatkowe serwery, trzeba będzie rozbudować pomieszczenia i stworzyć odpowiednie zabezpieczenia - wyjaśnia "Dziennikowi" rzecznik Grupy TP Wojciech Jabczyński.

Prywatność zagrożona
Dyrektywa jest bardzo niebezpieczna dla prywatności nas wszystkich.
Michał Serzycki, generalny inspektor ochrony danych osobowych


Właśnie niezbędne zabezpieczenia budzą najwięcej wątpliwości. Chodzi głównie o groźbę wycieku informacji. - Dyrektywa jest bardzo niebezpieczna dla prywatności nas wszystkich - przyznaje Michał Serzycki, generalny inspektor ochrony danych osobowych.

Nie tylko w Polsce pojawiają się wątpliwości co do nowych przepisów. Szwecja przecina jest dyrektywie a w Niemczech legalność jej wytycznych sprawdzi sąd.

źródło: tvn24.pl
Czytaj więcej...!

Wywiad z Marcelem Messingiem - cz. 3 - "Musimy się przebudzić"

Marcel Messing wywiad, nwo, rozwój świadomości,2012, nibiru

Trzecia, ostatnia część rozmowy z holenderskim pisarzem, mistykiem, filozofem i

religioznawcą, autorem ponad dwudziestu książek, Marcelem Messingiem

Skąd wzięło się powiedzenie: „Jesteś światłem w świetle”?

- Słowo „Chrystus” było i jest często używane i nadużywane do różnych celów. Zostało ono

zawłaszczone przez różne grupy, kościoły i instytuty. Dla mnie Chrystus to Światło przenikające

całe Uniwersum (Wszechświat). Przekazy dotyczące początku stworzenia mówią: na początku

było Światło, Słowo - w Indiach znane jako pradźwięk AUM.

Ewangelia wg św. Jana mówi, iż na początku było Słowo, a początkiem jego była Cisza.

Słowo znaczy też, że w momencie, kiedy pradźwięk tworzy Uniwersum, uczestniczy w tym

Światło.

Kiedy z chaosu, jeszcze czegoś niewidzianego, co nie ujrzało Światła, powstaje Kosmos,

wtedy rodzi się też porządek. Światło. Chrystusem chciałbym nazwać Światło, które jest

inteligencją przenikającą cały Kosmos. Bywa ono także nazywane Synem.

Ojciec jest prasiłą objawiającą się przez Światło, poprzez Chrystusa, Syna nazywanego też

Synem Człowieczym. Każdy jest tym Światłem, każdy jest więc tym synem lub córką, bo nie

chodzi tu o płeć, lecz o ukazanie pokrewieństwa, pochodzenia. Ojciec jest siłą dającą życie, a

Syn, Światło to manifestacja stworzenia.

Matka, niekiedy zwana Sofią lub Mater, to materia. Materia jest więc siłą żeńską. Lao Tsy

określił ją jako Matkę tysiąca rzeczy, poprzez którą objawia się Tao.

Mamy więc Ojca, Syna i Matkę, mówi się także o Duchu Świętym. Pojęcie to też jest

nadużywane i niewłaściwie rozumiane. Często myśli się o gołębicy, która sobie gdzieś tam

fruwa. Przyznaję, że to piękny symbol, gdyż ta latająca gołębica uosabia wszechobecność

duchowej energii w materii.

Weźmy na przykład słowo informacja, które zawiera człony in i forma. W formie zawarte jest

światło, inteligencja, świadomość, siła duszy. Całe stworzenie opiera się na sile energii

duchowej, inteligencji i Świetle, na Miłości.

W momencie, kiedy znajdujemy się w chaosie, lub kiedy mamy do czynienia z Upadłymi

Stróżami, kiedy jesteśmy w coś wciągani, nadal ponosimy odpowiedzialność za nas samych.

Zawsze możemy powiedzieć naszym żądzom dosyć! W momencie, gdy gubimy się i dajemy się

wciągnąć w wir, zapominamy, kim jesteśmy.

Od pradawnych czasów gnoza zadaje następujące pytania: Skąd pochodzisz? Gdzie jesteś?

Dokąd podążasz? Pytania te stawia nie tylko zachodnia, czy wschodnia gnoza. Są one obecne we

wszystkich kulturach - u Indian, u aborygenów, u Tybetańczyków, w islamie...

Pochodzimy od światła

Stare mądrości mówią: pochodzisz od Światła, jesteś księżniczką, księciem, jesteś dzieckiem

gwiazd i zapomniałeś, dlaczego się tutaj znalazłeś. Jesteś w drodze, odkrywasz, zostajesz

wtajemniczany. Napotykasz też na przeszkody. Na przykład, na działanie Upadłych Stróżów.

Ponieważ nie znamy i nie mamy wglądu w całość istnienia, nie wiemy, jaka jest ich ostateczna

rola. Być może okaże się w końcu, że sygnowane przez nie działanie było pomocną siłą w

uczynieniu tego ważnego kroku.

Jesteśmy ograniczeni i nie możemy widzieć całości. Powinniśmy więc uważać z dzieleniem

ludzi na absolutnie dobrych i absolutnie złych. Wszystko pozostaje we wzajemnej zależności,

należy zatem szukać złotego środka, drogi, która poprowadzi nas z powrotem do Światła.

W filozofii chrześcijańskiej - nie mam tu na myśli tradycji Kościoła - w gnozie centralne

miejsce zajmuje Światło, nazywane też Chrystusem w nas. Wiadomo, że w naszym ciele,

precyzyjniej: w naszym sercu, a mówiąc jeszcze dokładniej: u szczytu prawej komory obecne jest

skoncentrowane światło. Można by powiedzieć, że serce jest czakramem słońca. To

skoncentrowane światło czeka na to, aby ogarnąć sobą całe ciało, rozpłynąć się po nim. Bardzo

ważną rolę w tym procesie odgrywają hormony. W momencie, gdy nasza grasica (thymus)

uaktywnia się, może ona przekazywać, transportować światło po całym ciele. Jeśli proces ten

napotyka na przeszkody, np. wskutek działania HAARP, niewłaściwego odżywiania się lub

istnienia siatki elektromagnetycznej, wtedy hormon - nie mogą służyć Światłu. Pierwiastek

Chrystusa w nas, w prawej komorze serca, nazwany też wewnętrznym Betlejem (w języku

hebrajskim bethellehem dosłownie oznacza miejsce, gdzie otrzymuje się pokarm), jest Światłem i

rozprowadza go. Wszystko to dzieje się po to, aby w sposób naturalny, przy pomocy Światła,

Chrystusa w nas, nasze ciało fizyczne przetransformować na ciało świetlne.

Nasze ciało świetlne, nasz boski potencjał jest ponad czasem i przestrzenią śmierć go nie

dotknie. Możemy wznieść się ponad nią. By to odkryć, zbędne jest laboratorium, gdyż ta

wiedza tkwi w naszym wnętrzu i musimy z niej korzystać. Mamy więc pełne ręce roboty.

Nawet w bajkach jest o tym mowa. Czerwony Kapturek musi najpierw przejść przez skórę

zwierzęcia, wilka, aby na nowo, na innym poziomie powrócić do życia. Królewna Śnieżka

została uśpiona w materii, w szklanej skrzyni, w języku greckim kibotos, tzn. w ciele. Spisz, aby

zostać obudzonym przez pierwiastek Światła, księcia w tobie, przebudzić się dzięki

pocałunkowi i podążać dalszą drogą ku gwiazdom. W opowieściach pewnej gnostyckiej grupy

z Bliskiego Wschodu, jest mowa o księciu i księżniczce. Podróżują oni w materii i zapomnieli

skąd pochodzą. Żyją w przekonaniu, że to, co widzą, to jest wszystko, aż do momentu, gdy

dociera do nich przekazana przez matkę wiadomość od ojca: - Człowieku, przebudź się i

przypomnij sobie kim jesteś. To samo słyszymy w przypowieści o synu marnotrawnym. Jego

pobyt wśród świń doskonale wyraził Hieronim Bosch. Na obrazie tego malarza syn

marnotrawny ma na jednej nodze but, tzn. jedną nogą stoi, jest jeszcze w świecie, w materii, a na

drugiej pantofel, co oznacza chęć powrotu do domu. Obecność świń uzmysławia nam, jak

głęboko jesteśmy związani ze światem materialnym.

Największym misterium, o którym mówi gnoza, jest to, że człowiek - bez jakiejkolwiek

ingerencji z zewnątrz poprzez klonowanie czy też zmiany dokonywane w DNA w laboratoriach -

nosi w sobie, w szczycie prawej komory serca, najwyższą tajemnicę. W Mundaka Upaniszad z

Indii powiedziane jest dosłownie: w komorze serca mieszka Brahman, Absolut.

W momencie uaktywnienia tej energii ulegają zmianie wszystkie procesy hormonalne i cała

nasza świadomość. Prawa i lewa półkula mózgu krzyżują się i łączą w czaszce, miejscu

nazywanym Golgotą (Gulgulta znaczy w języku aramejskim czaszka i miejsce czaszki). Tam

dochodzi do integracji, scalenia w świadomość Chrystusa. Z grobu starego ciała powstaje wtedy

nowy człowiek pełen światła. Ten nowy człowiek nosi, według filozofii hermetycznej, kaduceusz

z dwoma wężami, gdyż przez kanał kręgowy przechodzi układ nerwowy w kształcie podobnym

do dwóch wężów, który łączy kość krzyżową (sacrum) z częścią międzymózgowia (thayamus),

zwaną komnatą nowożeńców. Ta część mózgu spełnia niezmiernie ważną funkcję i ma wpływ

m.in. na rytm serca i temperaturę ciała. W tradycji Katarów wyrażano ten proces porównaniem

przeobrażenia gąsienicy w motyla. Święty Paweł, który też był wtajemniczonym, pisał do

Koryntian, iż zmiana ta zachodzi w jednym momencie.

Proszę to sobie wyobrazić. Częstotliwość Ziemi wzrasta, częstotliwość pasa fotonowego

Plejad wzrasta i wysyła ogromne prądy świetlne w naszym kierunku, erupcje Słońca przekazują

nam ogromne ilości energii duchowej, człowiek żyje zdrowo, próbuje nie jeść mięsa, żyć

świadomie, w równowadze emocjonalnej, stara się jak najmniej myśleć negatywnie. Wszystko to

ma ogromne konsekwencje dla ciała i ducha. Odkrywamy fundament naszego bytu, o którym

mówił Jezus, Budda oraz wielu innych świętych i proroków. Ja nazywam to najczęściej

pierwiastkiem Chrystusa w skali makro, czyli kosmicznej i w skali mikro - w naszym sercu.

Katarowie, nazywani także tkaczami, gdyż w okresie prześladowań ukrywali się u tych

rzemieślników, tłumaczyli znaczenie tkania ciała świetlnego. Ciało to nazywali świetlistą lub

gwiezdną szatą. Przepowiedzieli oni, że powrócą za 700 lat i że nie tylko na nowo zazieleni się

drzewo laurowe, lecz powróci też gnoza i wiedza o pochodzeniu człowieka, o możliwości

postawienia tego najważniejszego kroku i wzniesienia się ponad biologiczną ewolucję. Człowiek

z gąsienicy stanie się motylem.

Proszę przyjrzeć się gąsienicy. Kiedy komuś, kto nigdy nie widział motyla, powie się, że

powstanie on właśnie z „tego czegoś”, trudno mu będzie w to uwierzyć. Tak samo trudno nam

uwierzyć, kim jesteśmy, a ja całym sobą wiem, że to nasz prawdziwy cel. Różne siły próbują ten

proces zahamować, bo jeżeli zakończy się on sukcesem, nie będą już miały wpływu na nas,

będziemy ponad nimi. Nie ma tu jednak mowy o żadnej hierarchii. Takie myślenie jest błędne.

Dla żyjącego Miłością hierarchia, a tym samym schemat piramidalny, nie istnieje. Nikt więc

niczego nie musi się obawiać. W czasie tego programu mówiłem o pewnych wydarzeniach i

osobach, ale nie w celu zaszkodzenia komukolwiek, lecz po to, aby uświadomić, ujawnić, co się

obecnie dzieje na Ziemi.

Optymalnie i najpiękniej byłoby, gdybyśmy stawiając ważny krok w ewolucji, wykonali go

wspólnie z tymi, którzy dotychczas chcą temu zapobiec. Jest to możliwe tylko wtedy, gdy

będziemy próbowali to uczynić prawdziwie i szczerze oraz żyjąc Światłem. Światło przyciąga

światło, a ciemność przyciąga ciemność. Światło ma to do siebie, że zakorzenia się w

ciemności i rozjaśnia ją od środka.

Ewangelia wg św. Jana mówi, że Światło przyszło do ciemności, lecz ciemność jeszcze go nie

pojęła. Ciemność nie widzi jeszcze, co się dzieje, nie widzi, że Światło mówi: Chodź za mną.

Każdy ma jednak wolność wyboru. Może powiedzieć: nie.

Życzyłbym każdemu, aby powiedział: tak. To umożliwia transformację, która jest przed nami

wszystkimi. W historii ludzkości pojawia się więc wyjątkowa możliwość: dojrzeć i zrozumieć, że

mamy cel i możliwość realizacji tego, kim jesteśmy - istotami Światła.

Chrystus mówił: Nie lękaj się. Nie lękaj się. Wcześniej czy później musimy pożegnać się z

ciałem, z powodu choroby czy też starości. Idźmy więc drogą Światła. Chciałbym jeszcze dodać,

że nasz krok ma także wielkie znaczenie dla zwierząt, które obecnie tak bardzo cierpią. Wszystko

nosi w sobie potencjał Światła-Miłości. My, istoty ludzkie, jesteśmy zdolni do refleksji,

uświadomienia sobie tego. Zwierzęta znajdują się pomiędzy człowiekiem a światem minerałów,

który też nosi w sobie ten potencjał. Możemy go doświadczyć dotykając ich.

Mind Control - kontrola umysłu

Wróćmy raz jeszcze do przemysłu farmaceutycznego. Przyglądając się bliżej grze, o jakiej

mówiłem wcześniej, napotyka się ciągle te same nazwiska. Pewne rodziny mają wszystko w

swoich rękach. Spotykamy je zarówno w przemyśle farmaceutycznym, jak i zbrojeniowym.

Budda mówił o głodnych duchach. Jeśli ktoś marzy o milionie, być może stanie się milionerem.

Ale często jest to niewystarczające i pragnie się zostać multimilionerem, potem miliarderem i tak

bez końca. Prawdziwy pokój nastaje wtedy, gdy stajemy się szczęśliwi z racji tego, kim jesteśmy,

a nie ile posiadamy. Widzimy więc, że wszystkie te ogromne i wpływowe koncerny

farmaceutyczne, przemysł zbrojeniowy czy przemysł spożywczy są zdominowane przez kilka

rodzin, które próbują osłabiać człowieka szkodliwymi produktami żywnościowymi czy też

ideami, albo praniem mózgu. Docierają one do nas przez media, bo i media coraz częściej są

własnością paru ciągle tych samych ludzi. Wszystko po to, aby uniemożliwić ludzkości

przebudzenie się.

Mówi Pan o kontroli umysłu (Mind contro/)?

- Tak, jest to kontrola umysłu. Jeśli zbada się media w Stanach Zjednoczonych, to okaże się,

że są one w rękach trzech -czterech nazwisk. W Holandii istnieje jeszcze trochę więcej wolności,

są też odważni dziennikarze, którzy nie dają się przekupić. Europa jednak zaczyna upodabniać

się do Stanów Zjednoczonych czy Rosji, gdzie media prawie całkowicie znalazły się w rękach

wielkich magnatów. Tak powstaje kontrola umysłu.

Proszę sobie wyobrazić sytuację, kiedy człowiek uświadomi sobie, kim i czym jest oraz po co

istnieje. Można temu zapobiec za pomocą kontroli umysłu i materialistycznej nauki o ewolucji

człowieka. Naucza się go wtedy: Pochodzisz od małpy, nie masz żadnego celu. Naucza się go o

big bangu i czarnych dziurach w Kosmosie. Przemilcza się w tym wszystkim obecność Twórczej

Energii Miłości, albo dawkuje mu egzystencjalną filozofię absurdyzmu, Jean-Paula Sartre'a,

czy też Proudhona. Proudhon powiedział otwarcie: Usuń Boga z tronu, gdyż jest to twój

największy wróg. Czyniąc to jednak, zatracasz siebie, gdyż Boskość jest twoim prawdziwym

fundamentem, twoim istnieniem. Zwalczać Boga to zwalczać siebie.

Mind control, pranie mózgu działa nie tylko poprzez idee, ale także żywność. Jest coraz

więcej ustaw utrudniających produkcję naturalnych środków leczniczych. Wpływ na to mają

właściciele ogromnych koncernów i firm finansowych. Ich nazwiska są powszechnie znane. Robi

się wszystko, aby uniemożliwić nam dostęp do zdrowej żywności i niekonwencjonalnych

sposobów leczenia. Drwi się np. z wegeterianizmu, homeopatii, wykorzystując do tego tytuły i

prestiż naukowy. To wszystko są zagrywki, aby zniweczyć czystość obecną w człowieku i nie

pozwolić się jej rozwijać. Tabletki mogłyby okazać się zbędne w naszym życiu. Budda nauczał,

że kiedy podążamy drogą dharmy życia, owocuje to dobrym zdrowiem, siłą ciała, ducha i duszy.

A, jako że Upadli Stróże przeszczepili się na człowieka, osłabiło go to bardzo. Jedynym

ratunkiem jest więc szybkie przebudzenie się i przejrzenie wspomnianej gry. Dla mnie oznacza to

walkę bez broni w ręku i pokazanie tego, co się obecnie dzieje na Ziemi. Wszelką inną walkę

odrzucam, odrzucam z całą stanowczością. Nie chodzi tu o kreowanie wroga, lecz właśnie o

ukazanie rzeczywistej sytuacji, ujawnienie faktów. Jest to jedyna szansa, aby zapobiec

ogromnemu cierpieniu.

Atlantyda

Co Pan może powiedzieć o Atlantydzie?

- Atlantyda to temat dość delikatny. Zauważyłem, że nawet w kręgach naukowych mówi się o

tym z drwiną. Przypominam wówczas, że pisał o niej jeden z najbardziej znanych filozofów -

Platon. Na Atlantydzie odbywała się niesamowita walka, która obecnie powtarza się, a może jest

nawet spotęgowana. Platon opisuje, że istoty żyjące na tym kontynencie w ostatnim okresie jego

istnienia uważały się za piękne, a w rzeczywistości były bardzo brzydkie, nie tylko z wyglądu,

ale przede wszystkim duchowo. Bogowie więc - nie Bóg, lecz bogowie, w Biblii nazwani Elohim

- postanowili zniszczyć całą Atlantydę. Kultury Tolteków i Majów, jak też inne źródła,

przekazały nam o niej wiele informacji. Nie wspominam już o możliwości odkrycia tych

wiadomości w nas samych, gdyż dla większości naukowców stanowi to jeszcze wielkie tabu.

Powracam jednak do starych źródeł. We wszystkich kulturach znajdujemy temat potopu - w

Indiach, u Majów, u aborygenów, w Biblii, w Iranie - wszędzie wspominana jest Atlantyda.

Także tam doszło do ścierania się sił Światła i Ciemności. Dzisiaj można by powiedzieć, że jest

to walka Upadłych Stróżów, którzy dążą do opanowania całej planety przeciw istotom

rozwijającym się, skierowanym ku Światłu.

Był to ogromny konflikt. Nauka stała wtedy na niewyobrażalnie wysokim poziomie, podobnie

zresztą jak w dzisiejszych czasach. Wspomnę tu o fizyku Nikoli Tesli. Był on zaprzyjaźniony z

Einsteinem i opatentował wspaniałe wynalazki w dziedzinie medycyny. Niestety zostały one

zakazane, gdyż pilnująca swych interesów elita nie mogła dopuścić, by ujrzały światło dzienne.

(Ludzie, o jakich mowa - przyp. NŚ) nie mogliby już robić interesów, kiedy znane byłyby

metody leczenia Światłem lub niezmiernym źródłem Miłości. Rozpadłaby się wtedy potęga

koncernów farmaceutycznych, nie można by też zbijać fortuny na manipulowanej żywności.

Tesla miał dostęp do technik znanych na Atlantydzie, a niewielu ludzi wie, że jest on faktycznym

współtwórcą projektu HAARP, demonicznego instrumentu, który został ulokowany na Alasce.

HAARP

Jaki jest jego cel?

- HAARP to bodaj najbardziej demoniczna broń, jaką kiedykolwiek stworzono na Ziemi. Tak

demoniczna, że przekracza wszelkie ludzkie wyobrażenie. Zbudowano ją na podstawie osiągnięć

Tesli i paru innych wybitnych naukowców w miejscowości Gakona na Alasce. Składa się z 360

anten ustawionych w rzędach i widocznych na zdjęciach z satelity.

Jest to pole?

- Pole usłane antenami. W przeszłości przez wiele krajów został podpisany pakt o jonosferze -

z wyjątkiem Stanów Zjednoczonych. Podobnie zresztą stało się w Kioto.

Jonosfera ma duży wpływ na klimat, jest też bardzo ważna dla komunikacji! Wszystko

związane z nowoczesnymi mediami: telewizja, telefon, specjalna łączność, którą posługuje się

armia, odbywa się właśnie w jonosferze. Należy ona do najważniejszych warstw

atmosferycznych. 360 anten służy do tego, by wysyłać do jonosfery wibracje, energie z mocą 10

miliardów megawatów (przechodzi to nasze ludzkie wyobrażenie!) nazywane falami ELF. Są to

fale o ekstremalnie niskiej częstotliwości. Oficjalnie mówi się, że HAARP to projekt naukowy,

stworzony w celu dokładniejszego zbadania klimatu itp. Nie zdajemy sobie jednak sprawy, że

służy on także innym celom. HAARP znaczy High frequency Active Auroral Research Project,

co sugeruje badanie sfer atmosferycznych i ich oddziaływanie na Ziemię. Przyglądając się jednak

patentom i poważnym publikacjom dochodzi się do wniosku, iż mamy tu do czynienia z

demoniczną bronią, która za jednym zamachem może zniszczyć całe elektromagnetyczne

pole naszej planety, albo jest w stanie umieścić stożek nad jakimś krajem. Jonosfera służy

jako zwierciadło i maszt nadawczy zarazem. Wybiera się kraj i, bombardując pewnymi

częstotliwościami fal, można wyciąć kawałek jonosfery.

Dotyczy to takie miast?

- Oczywiście.

Z jak dużą dokładnością działa HAARP?

- Tak precyzyjnie, że można w ten sposób mieć wpływ nawet na rdzeń kręgowy konkretnego

człowieka. Możliwe jest też połączenie HAARPa z internetem. Bill Gates jest zaprzyjaźniony z

Billem Clintonem. Znane są jego ścisłe relacje z Białym Domem. Na kongresie w Davos

proponował on nawet internet darmowy, aby objąć jego siecią cały świat. Ten sam internet

można zastosować jako instrument projektu HAARP do wysyłania pewnych tonów, których nie

będziemy w stanie odebrać naszym słuchem.

Jak już powiedziałem, jedną z możliwości HAARP jest wpływ na nasz rdzeń kręgowy, tak

ważny w procesie transformacji. Przez kanał kręgowy nazywany też Kaduceuszem Merkurego

lub Hermesa, w Indiach - Kaduceuszem Bramanandy, przemieszczają się bardzo ważne wibracje,

mające wpływ na nasz układ hormonalny, na czakramy (koła światła), które oddziałują na rozwój

ludzkiej świadomości. Tak więc przy pomocy HAARPa można mieć wpływ na umysł człowieka,

kontrolować go, jak też oddziaływać na pole elektromagnetyczne i cały Układ Słoneczny.

Co się wtedy dzieje z człowiekiem?

- Prowadzi to do całkowitej dysharmonii. W sąsiedztwie instalacji HAARP w Gakonie u

mieszkańców zarejestrowano wzrost zachorowań na nowotwory, depresje, utratę orientacji.

Dotychczas HAARPa nie wykorzystywano aktywnie, ale jeśli do tego dojdzie, jest się wtedy

całkowicie w ich rękach. Gdy prześle się pewne wibracje przez chipa, którego nosi w sobie

człowiek, uzyskuje się nad nim całkowitą kontrolę. Staje się on niewolnikiem. Jednak w pewnym

momencie rozwoju człowieka, w pewnej fazie ewolucji świadomości, można te wpływy w sobie

rozpoznać i uniknąć zniewolenia. Niestety, większość ludzi, którzy nic na ten temat nie wiedzą i

tego nie odczują, znajdzie się w pułapce.

Prof. Petit mówi, że taki nano-chip może się umiejscowić w naczynku krwionośnym. Podaje

też przykład, w jaki sposób HAARP może mieć wpływ na człowieka. Taka jednostka czuje się

kompletnie zdezorientowana. Przeprowadzono już próby na zwierzętach i okazuje się, że traciły

one nad sobą kontrolę. W Wietnamie, kiedy jeszcze HAARP nie istniał, stosowano tzw. Rambochip,

który pobudzał reakcje agresywne, seksualne i lękowe. W ten sposób człowiek był

całkowicie kontrolowany. Dawniej nikt nie odważyłby się o tym mówić, żeby nie straszyć ludzi.

Mam nadzieję, że zostanę należycie zrozumiany, bo nie chodzi tu o zastraszanie ludzi, lecz o

uświadomienie, co się dzieje. Musimy o tym wiedzieć. Rządy krajów powinny stawiać pytania na

ten temat, dociekać. Musimy rozmawiać z naszymi amerykańskimi współobywatelami i pytać:

Co robicie? Powinniśmy też prosić o wyjaśnienie spraw i o dostęp do dokumentów. Ludzie,

którzy w przeszłości zadawali takie pytania, narazili się na wiele przykrości, grożono im nawet

śmiercią. Oznacza to, że naprawdę coś się ukrywa.

W ezoteryce znana jest książka Patrycji Cori, która ukazuje wszystkie kłamstwa serwowane

ludzkości. Chciałbym zaznaczyć, że należycie wykorzystana ezoteryka może być godna

zaufania. Wszystko, co opisuje autorka, pokrywa się z faktami naukowymi i uzmysławia nam, w

jaki sposób tego typu narzędzia zagrażają ewolucji ludzkości. Patrycja Cori także apeluje do

ludzkości, odwołując się do wyższych sfer Światła: Pozostało wam tylko parę lat, powstańcie,

macie wszelkie możliwości, aby odnieść sukces. Używa ona słowa wy, co dla mnie oznacza, że

sama jest już uwolniona. Ja też jestem przekonany, że potrafimy, że nam się uda. To tylko

kwestia organizacji, zaufania, wiary, i zadawania pytań. Dlaczego, w jakim celu chip w moim

paszporcie? Czemu ma służyć scan tęczówki? Skąd pan/pani o mnie tyle wie? Dlaczego dzieje

się tak, a nie inaczej? Najlepiej występować jako grupa, nie indywidualnie. Przy czym należy

zawsze czynić to uprzejmie, bez arogancji, i nigdy nie prowokować. Wtedy oświecimy od

wewnątrz całą tę organizację, to wszechwidzące oko, o którym tak doskonale pisał Tolkien w

swej książce, która została sfilmowana.

We „Władcy Pierścieni"?

- Tak. Widzimy tam wszechwidzące oko kontrolujące cały świat. Tolkien był

wtajemniczonym i wiedział. Napisał tę powieść jako przestrogę: człowieku, popatrz, co cię

czeka. My jesteśmy hobbitami. Nie dosłownie, ale jeśli nabierzemy odwagi i zjednoczymy się, a

każdy z nas stanie się Gandalfem, odniesiemy sukces. Zresztą nie mamy innego wyjścia, gdyż

alternatywa nie wróży nic dobrego. Jednoczmy więc siły i przebudźmy się.

Medytacja

W jaki sposób powinniśmy się więc zachowywać?

- W swojej książce podałem parę przykładów. Każdy, według swoich możliwości, może

codziennie lub parę razy w tygodniu zarezerwować czas na wyciszenie, na medytację.

Niekoniecznie w pozycji lotosu, lecz tak, jak to komuś odpowiada, w dowolnym miejscu, w

domu, na krześle, na łonie natury. W każdą niedzielę i środę około 19-ej tysiące ludzi na całym

świecie bierze udział w Medytacji Światła - Miłości. Wystarczy na to poświęcić parę minut -

samemu albo wspólnie. Oczy mogą być otwarte lub zamknięte. Koncentrując się tylko na

oddechu, robimy głęboki wdech aż do brzucha i wypowiadamy świadomie wewnątrz siebie

słowo: Światło. Kiedy to uczynimy, możemy odczuć energię światła nazywaną w Indiach praną.

Przy wydechu, z głębokości brzucha, wypowiadamy słowo Miłość. Może to trwać 5-10 minut.

Bez dogmatów i przymusu, każdy według własnych możliwości. Biorąc w tym udział można

dostrzec, że jest się podłączonym do ogromnego potencjału pola energetycznego - nie jakiegoś

ekskluzywnego pola, lecz wszechobecnego pola Światła - Miłości. To nas wspomaga, podobnie

jak prawidłowe odżywianie, pozytywne myślenie i zdrowe życie emocjonalne. Próbujmy

zachować równowagę w emocjach. Nie oznacza to jednak neutralności.

...czy obojętności, życia bez uczuć.

- Nie, nie o to chodzi. Wielu tzw. uduchowionych twierdzi, że nie mogą się rozzłościć, a złość

ich aż rozsadza; iż nie mogą powiedzieć złego słowa, a wewnątrz złorzeczą. Każdemu się to

przydarza. Kto twierdzi, że jemu nie - kłamie. Przecież można niekiedy być autentycznie

oburzonym, lecz - obserwując - można też zauważyć, że jest to proces odbywający się w nas i

jesteśmy wtedy świadomi tego, nie biorąc udziału w walce za i przeciw. Gdy to dostrzegamy,

stajemy się świadomi naszych myśli i emocji. W ten sposób powstaje równowaga, harmonia.

Należy dodać do tego zdrowe odżywianie i głębokie życzenie, aby wznieść się ponad codzienną

ewolucję. Choć wszelkie życzenia w pewnym momencie same wygasną, na początku są nam

pomocne w dążeniu do celu podobnie, jak czyni to pytanie: Kim jestem? Jaki jest cel mojego

życia?

Nasze ciało świetlne, nasz boski potencjał jest ponad czasem i przestrzenią, śmierć go nie

dotknie. Możemy wznieść się ponad śmierć. Aby to odkryć, zbędne okazuje się laboratorium.

Wiemy to w swoim wnętrzu i na tym powinniśmy koncentrować się. Posłużę się przykładem.

Jeżeli cała nasza uwaga w życiu będzie koncentrowała się na czerwonym porsche, gdy staniemy

przed salonem spragnieni tego samochodu i umrzemy na atak serca, zabierzemy tę myśl z sobą.

Natomiast jeśli skoncentrujemy się na pytaniach: Kim jestem? Jakie są moje możliwości? - żyjąc

i pracując nad tym - to, umierając, zabierzemy ze sobą tę myśl. Co siejemy, to zbieramy. Jeśli

nasze życie jest wypełnione czerwonym porsche, życie nas nim obdarzy. Kiedyś i to nam

zbrzydnie. Ważne jest więc, co spożywam, kim jestem, ważne są moje myśli i emocje,

umiejętność postrzegania, bycia uważnym, ćwiczenie cnót, uprzejmość, cierpliwość. Mamy

zatem pełne ręce roboty.

Są to reguły naszego życia?

- Tak, ale nie, jak w niektórych organizacjach i kościołach, na papierze. Dzieje się to w nas.

Sam oceń, co możesz, czego chcesz, bądź tego świadomy. Za każdym razem zauważymy postęp,

a jeśli powinie się nam noga, po prostu wstajemy i idziemy dalej. Każdemu się to przydarzy. Jeśli

się jednak postaramy, dostrzeżemy wtedy zmiany, transformację.

Tłumaczenie: Bożena Helfenrath-Porębska


Inne części wywiadu:

Wywiad z Marcelem Messingiem - cz. 1 - "Zostaliśmy oszukani"
Wywiad z Marcelem Messingiem - cz. 2
Czytaj więcej...!

Czy jesteś za wprowadzeniem Euro w Polsce?

Czy popierasz produkcję GMO - żywność modyfikowaną genetycznie?

Czy zaszczepisz się przeciw świńskiej grypie?

Czy weźmiesz udział w globalnej medytacji w danich 17-18 Lipca 2010?