Loading
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Artykuły. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Artykuły. Pokaż wszystkie posty

Danina publiczno prawna - skandal w ZUS

złodzieje z ZUSDotarł do nas artykuł, opublikowany na stronie pox.pl w dniu 15.05.2013 (kin 91, 13 Małpa/Fala Wichru):
zus.pox.pl/zus/sad-najwyzszy-skladki-zus-nie-sa-nasza-wlasnoscia.htm

SĄD NAJWYŻSZY: Składki ZUS nie są naszą własnością

Pan Edward H. osiągnął wiek emerytalny, jednak ZUS odmówił mu wypłaty emerytury. Odnowę ZUS uzasadnił faktem, iż Pan Edward wykazał łącznie tylko 16 lat okresów składkowych. Zgodnie zaś z przepisami, przyznanie emerytury uzależnione jest od spełnienia dwóch przesłanek:
● osiągnięcia wieku emerytalnego
oraz
● istnienia okresu składkowego wynoszącego co najmniej 20 lat dla kobiet i 25 lat dla mężczyzn.

Pomimo odprowadzania składek przez 16 lat, Pan Edward nie spełnił drugiej przesłanki, w związku z czym, ZUS odmówił mu wypłaty emerytury. Zgodnie ze stanowiskiem ZUS, pieniądze odprowadzane przez całe 16 lat do ZUS, całkowicie przepadają i Panu Edwardowi nie przysługuje żadne świadczenie.

Pan Edward odwołał się od decyzji, powołując się na artykuł 67 ust. 1 Konstytucji, stanowiący, iż:
Obywatel ma prawo do zabezpieczenia społecznego w razie niezdolności do pracy ze względu na chorobę lub inwalidztwo oraz po osiągnięciu wieku emerytalnego. Zakres i formy zabezpieczenia społecznego określa ustawa.

Sąd Najwyższy stwierdził jednoznacznie, że składki ZUS nie są własnością obywateli i nie podlegają przepisom o ochronie własności. Zgodnie z wyrokiem Sądu Najwyższego, składki ZUS są jedynie daniną publiczno-prawną, która nie podlega zwrotowi. W tym samym czasie, rząd robi wszystko, aby nasze pieniądze zgromadzone w OFE przenieść do... ZUS.

Zgodnie z ww. artykułem, Konstytucja RP formułuje tylko jedną przesłankę przysługiwania prawa do emerytury (osiągnięcie wieku emerytalnego), podczas gdy Ustawa o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych zawiera, niezgodnie z Konstytucją, jeszcze drugą przesłankę – wymaganego okresu składkowego.

Jak wiemy, akt niższego rzędu (ustawa) musi być zgodny z aktem wyższego rzędu (Konstytucja). Pan Edward wykazywał zatem, że w tym przypadku ustawa jest niezgodna z Konstytucją, gdyż nie może uzależniać wypłaty emerytury dodatkowo od istnienia okresu składkowego.

Pan Edward powołał się również na artykuł 64 Konstytucji RP stanowiący, iż:
Każdy ma prawo do własności, innych praw majątkowych oraz prawo dziedziczenia. Własność, inne prawa majątkowe oraz prawo dziedziczenia podlegają równej dla wszystkich ochronie prawnej.
oraz
art. 410 Kodeksu Cywilnego:
Świadczenie jest nienależne, jeżeli (...) podstawa świadczenia odpadła lub zamierzony cel świadczenia nie został osiągnięty.

W przypadku ubezpieczeń społecznych, świadczenie na rzecz ZUS (składki) płacone jest w określonym celu, jakim jest uzyskanie emerytury. W odniesieniu do Pana Edwarda cel świadczenia (emerytura) nie został osiągnięty. Zatem świadczenie w postaci zapłaconych składek ZUS można uznać za nienależne. W takim przypadku podmiot uzyskujący nienależną korzyść (ZUS) powinien ją zwrócić.

Pan Edward wziął do ręki kalkulator i wyliczył, iż aktualna wartość składek odprowadzonych za niego w ciągu 16 lat, wyniosła aż 200 tys. zł plus odsetki. Skoro zaś ZUS stoi na stanowisku, iż emerytura w tym przypadku się Panu Edwardowi nie należy, to również zapłacone na rzecz ZUS składki musiały być nienależne. W związku z tym, Pan Edward zażądał wypłaty nienależnie wpłaconych składek z w kwocie 200 tys. zł powiększonych o odsetki.

Jak można się domyślać, ZUS odmówił wypłaty pieniędzy, a sądy pierwszej i drugiej instancji potwierdziły stanowisko ZUS. Pan Edward wniósł jednak kasację do Sądu Najwyższego. Sąd Najwyższy w swoim wyroku (sygn. V CSK 63/12, zob. zus.pox.pl/zus/skladki-zus-nie-sa-wlasnoscia-obywateli.htm) oddalił skargę, twierdząc m.in., iż:

Składki na ubezpieczenie emerytalne (...) nie są prywatną własnością, a przepisy o ochronie własności nie mają zastosowania, bowiem wpłacone fundusze nie stanowią własności powoda.

Wyrok Sądu Najwyższego brzmi szczególnie ciekawie w kontekście toczącej się właśnie dyskusji nad przeniesieniem do ZUS środków zgromadzonych w OFE. Należy bowiem pamiętać, iż środki zgromadzone na kontach w OFE, pomimo wielu wad i ułomności oraz horrendalnych prowizji, stanowią jednak naszą własność i są dziedziczne. Natomiast środki zgromadzone w ZUS „nie są naszą własnością”, „nie podlegają przepisom o ochronie własności” i nie są dziedziczne. SKANDAL!!!

W tym kontekście zadziwiająca może się wydawać niedawna wypowiedź premiera, uzasadniająca konieczność przeniesienia środków z OFE do ZUS. Premier Tusk zdumiewająco lekko stwierdził, iż: Gwarancją bezpiecznej emerytury, co ktokolwiek na ten temat powie (...) jest ZUS i państwo, i dobrze o tym wiemy.

Pan Edward przekonał się o tym na własnej skórze. Wpłacone przez niego 200 tys. zł, ZUS zabezpieczył mocno. Bardzo mocno. [Koniec artykułu] Przekaż to dalej.

GDZIE ODPŁYNĘŁY NASZE PIENIĄDZE?

Gmach supercentrali ZUS w Warszawie kosztował 189 mln zł – o 70 mln więcej niż planowano. Granit, szkło, stal. Gabinet prezesa razem z przynależnym zapleczem ma 120 m², sala konferencyjna – 400 m². Oto instytucja, która nie ma pieniędzy... [źródło” „Przekrój”, 2004].






Czytaj więcej...!

Koniec świata 2012

koniec świata 2012, kalendarz majów, 21.12.2012
Zależnie od tego, kiedy czytasz ten tekst, koniec nadejdzie 21 maja 2012 o szóstej po południu czasu amerykańskiego... lub ten czas już przeminął i nic się nie wydarzyło. Dajmy na to. Teraz zapewne myślisz sobie "Cóż, oczywiście nic się nie stało, świat skończy się w grudniu 2012", istnieje jednak pewien szczegół dotyczący owego końca: nie wiemy i nigdy się nie dowiemy, kiedy to nastąpi, a najlepszym przypuszczeniem jest prawdopodobnie to, że nastąpi to za miliony lat, gdy nasze słońce eksploduje.

Dlaczego więc jesteśmy tak zdeterminowani, by określić, kiedy nadejdzie koniec czasów? Dlaczego tak wielu ludzi dochodzi do wniosku, że coś się stanie? Spójrzmy najpierw na historię końca świata.

Teksty religijne

Koniec świata, lub też strach przed nim, przypuszczalnie narodził się w tekstach religijnych. Koniec świata można znaleźć praktycznie w każdej religii: chrześcijanie wierzą w powtórne przyjście Jezusa i koniec czasów, protestanci wierzą we wniebowstąpienie, przywódcy mormonów twierdzą, że zbliżamy się do końca naszego czasu, świadkowie Jehowy głoszą, że zobaczymy nie koniec świata ale tego, w jaki sposób on funkcjonuje, w Islamie odnajdujemy ślady Dnia Sądu Ostatecznego, Hindusi głoszą, że świat obróci się w chaos, Grecy mieli zdetronizowanego Zeusa - Żydzi, Katolicy, prawie wszystkie religie posiadają jakiś element odnoszący się do końca świata. I każda z tych religii posiada znaki, które można interpretować różnie, zależnie od tego, kto jaką religię wyznaje - znaki, które mogą oznaczać, że koniec już nastąpił, jak te głoszone przez wyznawców Preteryzmu, którzy wierzą, że czasy ostateczne nadeszły w 70. roku p. n. e., gdy Rzymianie zburzyli Świątynię Żydowską.

Czasy ostateczne tak naprawdę zaczęły się około roku 500 p. n. e. wraz z Zaratusztrianizmem, który mówił o czasie podobnym do tego w tekstach żydowskich, chrześcijańskich i muzułmańskich. Na koniec świata czekamy już więc od tysięcy lat, bierzemy liczby z Biblii i innych tekstów, robimy obliczenia, i oto mamy datę końca świata, czyż nie tak? Źle. Skąd więc tylu ludzi może być pewnych nadchodzącego wkrótce zniweczenia?

Wpływ mediów

Spójrzmy teraz na obraz Johna Martina "The Great Day of His Wrath" (Wielki Dzień Jego Gniewu). To dzieło z 1853 roku ukazujące koniec świata za sprawą wydarzeń naturalnych, jest to też jedno z pierwszych mediów ukazujących czasy ostateczne.

Następnie mamy "Doomsday" (Dzień zagłady) Warwicka Deepinga z 1927 roku, do tego masę filmów pokazujących koniec świata. Ach, i czyż zapomniałem wspomnieć o powstających w XX wieku mediach ukazujących problemy świata w sposób bardziej czytelny i łatwy w odbiorze?

Wojny światowe ukazywane w teatrach, następnie telewizja w Twoim salonie - jak mógłbyś nie dojść do wniosku, że nie mieliśmy umrzeć? Szczególnie uwzględniając strach przed tym, że ZSRR zaatakuje nas bronią atomową (ale jest OK, ukrywanie się między czterema ścianami uchroni Cię przed tym całym promieniowaniem!). Trwało to do lat osiemdziesiątych. A czym musimy się martwić teraz?

Jeśli sprawdzasz wiadomości lub wchodzisz do Internetu (choć nie mam pomysłu, jak mógłbyś znaleźć ten artykuł, nie zaglądając do Sieci... chyba że nauczyciel wydrukował to i rozdał w klasie, jeśli tak - mam nadzieję, że zdałeś z tego quiz dzisiejszego ranka), zobaczysz, że wszędzie mamy jakiś kryzys: tu wysokie ceny ropy, tu następnego dnia wybucha wojna, rewolucja w jakimś innym kraju, wydaje się też, że w Twoim najbliższym sąsiedztwie ktoś ginie przez coś co kilka godzin, albo strach przed "groźną pogodą" trzyma nas w pogotowiu. Zostaliśmy wrzuceni do świata, w którym obawiamy się ptaków spadających z nieba, globalnego ocieplenia szaleńczo podnoszącego temperaturę, i tego sympatycznego młodego człowieka, który idąc ulicą odwraca się i wbija nam nóż, który dostał od jakiegoś ćpuna.

Dodaj do tego sieci telewizyjne, które muszą mieć o czym robić programy, miliony ludzi oglądających ujawniane proroctwa - i już tylko czekasz na czasy ostateczne. Wszyscy wiemy, że w Ziemię uderzy kometa, albo że sztuczna inteligencja przejmie nas i zniszczy, lub że znikąd pojawi się jakaś choroba i wszystkich nas zabije (siedziałem przez tydzień obok osoby chorej na świńską grypę i nigdy się nie zaraziłem), albo że Superwulkan, Megatsunami lub ogromne trzęsienie ziemi zniszczy wszystko. A może po prostu będziemy mieli ogromny kryzys ekonomiczny z powodu nieurodzaju, nasza populacja za bardzo się rozrośnie, antybiotyki przestaną działać, albo Wielki Zderzacz Hadronów wytworzy czarną dziurę i wszyscy zostaniemy do niej wessani.

Zapomnijmy o filmie zatytułowanym "2012" i o tym, że wokalista R&V Jay Sean napisał piosenkę o tym, że rok 2012 będzie końcem jego miłości do Ciebie, dziewczyny (czy coś podobnego). Mamy ważniejsze rzeczy do zrobienia z mediami, które umieściły koniec czasów w naszych umysłach i mają nas od lat.

Cyfry? Kto potrzebuje cyfr?

OK, mamy więc wszystkie te rzeczy, które mówią nam, że to koniec - ale co z proroctwami, które się sprawdzają! Mamy wszystkie te cyfry, które coś przecież znaczą! Zgadnij, co? One nie znaczą tyle, co nic.

Ta cała gra z cyframi jest tak przesądna, jak przechodzenie pud drabiną lub otwieranie parasola do wewnątrz. Możemy dokonać tych wszystkich obliczeń, używając cyfr zawartych w księgach, tylko po co? Połączę wszystkie te cyfry aż do piątki, aby sprawdzić.

1: Do góry nogami wygląda jak "J", 10. litera alfabetu, i jest podzielna przez 5. 2: Obróć ją kilka razy... masz 5. 3: Odwróć ją poziomo, a otrzymasz literę E, która jest... piątą literą w alfabecie. 4: Z ilu części składa się czwórka? 5 części, całkowicie oddzielonych. 5: Wiadomo. 6: Obrócona daje 9, więc zignorujemy ją aż dojdziemy do tej cyfry. 7: Siódemka to T i T? Cóż, dwudziesta litera w alfabecie, podzielna przez 5! 8: Zupełnie wygląda jak B... druga litera. A jak działa dwójka, to już wiemy. 9: Musimy przerobić 9 na co? Na 5! Bum, zrobione. Każda cyfra połączona została z piątką (a jeśli potrzebujesz 0, mamy "O", i jest to 14. litera alfabetu... a 1+4 daje 5). Od tego momentu po prostu dodajesz do siebie cyfry aż osiągniesz liczbę jednocyfrową, i postępujesz zgodnie z powyższą mapą. Tak więc z całą pewnością to oznacza, że świat skończy się 5 maja 2005! O nie!

Zapominamy jednak o pewnym ważnym czynniku dotyczącym kalendarzy, dat i cyfr: one wszystkie są względne. Od tysięcy lat używaliśmy różnych kalendarzy, by określić daty. Obecnie używamy kalendarza gregoriańskiego, wcześniej jednak używaliśmy juliańskiego. Niektórzy ludzie używają kalendarza hinduskiego, lub hebrajskiego (w tym kalendarzu mamy obecnie rok 5771). Jak więc możemy przewidzieć te daty przy pomocy matematyki? Nie możemy. Wiem, o czym teraz myślisz: ale 21 maja został całkowicie przepowiedziany! A w 2012 kończy się kalendarz!

Złe wnioski z jeszcze gorszych argumentów

Zajmijmy się teraz rokiem 2012 i całą sprawą kalendarza Majów. Argument w uproszczeniu mówi: Majowie stworzyli kalendarz trwający do grudnia 2012 roku, co oznacza, że wierzyli, że wtedy nastąpi koniec świata. A ponieważ tak bardzo wybiegali w przyszłość, musieli mieć rację.

Źle. Po pierwsze, czy którykolwiek z Majów wyszedł i powiedział "Och, to koniec świata. Ostatni dzień. Po nim wszyscy umrzemy"? Nie, ponieważ oni sami zostali zabici, nim otrzymali ku temu szansę. Więc tak po prostu przyjmujemy? Oczywiście. Prawdopodobnie pojawi się pytanie: dlaczego taka data?

Wyobraź to sobie w taki sposób: tworzysz kalendarz, aby w przyszłości zaplanować żniwa. Tworzysz kalendarz ponownie, raz po raz... i uczysz innych tego samego. Dochodzisz do tego feralnego dnia w grudniu 2012 (kalendarza gregoriańskiego, oczywiście). Nagle ktoś przychodzi i zabija Cię i wszystkich, których nauczyłeś robić kalendarz. Przypuśćmy, że to znaczy, że coś ważnego wydarzy się w dniu, do którego dotarłeś, prawda? A może... po prostu nie skończyłeś? Och, przykro mi... czy chciałeś kontynuować i tworzyć kolejne kalendarze? Szkoda, ale jesteś martwy.

A to, że ktoś "wychodzi do przodu" poza swój czas, nie oznacza wcale, że we wszystkich sprawach ma rację. Gdybyś przeczytał, że ktoś, powiedzmy, Beethoven, powiedział, że pewnego dnia nastąpi koniec świata, uwierzyłbyś? Nie? Ale przecież on tak dalece wybiegał w przyszłość!

Powodem, dla którego na Majów spadają te wszystkie reprymendy, jest to, że rdzennoamerykańską kulturę otacza ogromna zasłona mistycyzmu, zaś samych Majów - którzy zostali tak szybko wybici - otacza wiele pytań. Z tak wieloma pytaniami, dochodzimy do wniosków, nie otrzymując tak naprawdę żadnych wiarygodnych informacji.

"A co z proroctwami?"

Właśnie. Gdybyśmy wierzyli każdej osobie podającej się za proroka, prawdopodobnie uwierzylibyśmy również w UFO chowające się za kometą Haleya. Może też uwierzylibyśmy Centro, organizacji religijnej, która głosiła, że świat skończy się w 1998 roku, lub też Edgarowi Cayce'owi, który przepowiedział przesunięcie biegunów (niszczycielskie w skutkach) w tym samym roku. A może uwierzylibyśmy Domowi Jahwe, ruchowi religijnemu, który wyznawał to samo i głosił, że ludzie w większości wyginą w 2001 roku w wyniku wojny atomowej.

Wciąż planuję, że będę posiadał samochód z bakiem pełnym benzyny, kij bejsbolowy, i wszystko inne, co może mi się przydać, gdyby w niedzielę nastąpił atak zombie. I wiesz, jeśli Jezus powróci, być może powiem mu "Jezu, mam koszulkę z napisem, że jestem z Twojej paczki. Znasz mnie, stary!"

Mam nadzieję, że będzie miał dobre poczucie humoru.

James Gabbard, Unexplained-Mysteries.com
Tłumaczenie i opracowanie: Ivellios
Źródło: http://paranormalium.pl/wiat-sie-nie-konczy,859,38,artykul.html
Czytaj więcej...!

Edukujmy ludzkość o przyczynach biedy, żeby rozumnie je zwalczyć i pokonać

Święty Michał, kredyt społeczny, Louis Even
Ojciec Kouassi Jean Marie N’Guessan

Abidżan, Wybrzeże Kości Słoniowej

Wystąpienie z okazji zakończenia seminarium
i otwarcia Kongresu Pielgrzymów św. Michała, niedziela
4 września 2011 r.

Wasze Ekscelencje

Wielebni Ojcowie

Pani Thérese Tardif, dyrektor generalna Domu św.
Michała, panie Marcelu Lefebvre, dyrektorze Pielgrzymów
św. Michała, pani Lucie Parenteau, sekretarz generalna
Domu św. Michała

Drodzy przyjaciele Pielgrzymi

Z wielką przyjemnością zwracam się do was w momencie,
w którym tydzień nauki zainicjowany przez Instytut
Louisa Evena kończy się, ustępując miejsca Kongresowi
Pielgrzymów św. Michała. Chciałbym razem z wami
spojrzeć retrospektywnie na to, czym był ten tydzień nauki,
aby podkreślić wartość, jaką stanowi dla nas, chrześcijan,
a zwłaszcza wskazać miejsce i rolę naszych krajów
i społeczeństw obecnej doby. Słowa które usłyszycie,
są krzykiem serca. Z góry przepraszam tych, którzy odczują
je zbyt mocno.

1. Spojrzenie retrospektywne na miniony tydzień
nauki

Przeglądając lekturę zajęć mienionego tygodnia,
chciałbym dokonać terminologicznej i semantycznej
analizy użytych zwrotów. Jeśli powiem PSD, PVD, PE
te terminy nie będą miały znaczenia dla wielu osób. Ale
zrozumieją je wszyscy gdy powiem: kraj zacofany gospodarczo
(PSD – pays sous-développé/economic underdevelopment),
czy kraj rozwijający się (PVD – pays
en voie de développement/developing country), czy rynki
wschodzące (PE – pays émergeant/emerging markets).
Te terminy różnią się jakościowo, ponieważ kraj zacofany
gospodarczo, to nie to samo, co kraj rozwijający się, czy
kraj wychodzący z biedy. Tak oto nasze kraje afrykańskie
są kwalifikowane przez tych, którzy przywłaszczyli sobie
prawo do oceniania naszych krajów. Ale niezależnie od
używanej terminologii, posiada ona też stopniowanie pozytywne,
co daje nadzieję na lepszą przyszłość. Ale na
jak długo? Oceńcie to sami.

Od pewnego czasu jest moda na nowy twór terminologiczny
PPTE – biedny kraj bardzo zadłużony (PPTE
– pays pauvres tres endettés/Heavily Indebted Poor Countries),
neologizm uwłaczający zarówno w fonetyce jak
i semantyce. PPTE to nie tylko kraje biedne, nie tylko
zadłużone, bo nie dość że biedne, są na swoje nieszczęście
zadłużone. Ażeby skorzystać z możliwości zredukowania
długów, muszą spełnić okrutne i nieludzkie wymagania
inwestorów.

Innymi słowy, musimy się upokorzyć. Czy my musimy
być nieludzko traktowani? Skądinąd ten dług został
już spłacony w formie procentów złożonych, a my wciąż
nie przestajemy go spłacać. Jeśli Duch Św. nam nie pomoże,
sami się tych długów nie pozbędziemy. Ale nie
można popadać w rozpacz. I tu jest miara wartości tego
tygodnia nauki, która mówi nam: nie rozpaczajcie, nie ma
czasu na pesymizm. Czy nie słyszycie śpiewu nadziei?
To Białe Berety nucą tę nadzieję, że najlepsze jest przed
nami.

2. Przyszłość będzie taka, o jakiej zadecydujemy

Sobór Watykański II postuluje, że świeccy powinni
brać czynny udział w budowaniu Kościoła, gdyż księża
nie mogą sprostać mnożącym się wołaniom o pomoc.

Drodzy Pielgrzymi św. Michała! Podobnie jak Chrystus
powołał swoich apostołów, tak powołał was, wyznaczając
wam misję: „Pójdźcie za mną, a uczynię was rybakami
ludzi”. Nie pozwólcie, żeby trud, jaki wiąże się z
przyjściem z pomocą naszemu bratu w potrzebie, nie stał
się waszym alibi do nieudzielenia mu pomocy. Jeśli czujecie
się słabi, Bóg doda wam sił.

Zauważyliście, że brak pokory, brak akceptacji różnic,
egoizm, pycha są powodem niechęci, nienawiści i
konfliktów sprytnie podtrzymywanych przez pieniądze,
których nam brak do budowy naszych krajów, a które płyną
rzeką, gdy chodzi o wojnę. Pewnego dnia pozbędziemy
się tego systemu, bo niezależnie jak długa jest noc,
zawsze kończy się porankiem.

Jego Ekscelencja Basile Mvé Engone

Arcybiskup Libreville, Gabon, Afryka

Przewodniczący Caritas

Przemówienie wygłoszone podczas Kongresu
Pielgrzymów św. Michała

Gabon jest zaszczycony możliwością wzięcia udziału
w debatach na temat walki z ubóstwem. Ten kraj bogaty
w tropikalne lasy i niezliczone minerały jest eksploatowany,
jak większość krajów Afryki, przez korporacje międzynarodowe.


Przyjechaliśmy tu, aby zdobyć wiedzę o Kredycie
Społecznym i sposobie jego zastosowania w praktyce.
Co więc zrobimy po powrocie do Gabonu? Przeprowadzimy
kampanię uwrażliwienia ludzi na istniejący problem
– będziemy głosić, to czego nauczyliśmy się podczas
pobytu w Rougemont. Rozważymy ten problem
wraz z profesorami w dziedzinie finansów, ekonomistami
z uniwersytetu, którzy są naszymi przyjaciółmi i braćmi.
Będziemy z wami w kontakcie. W przypadku trudności,
będziemy was pytać o radę...

Jego Ekscelencja Philippe Ouédraogo

Arcybiskup Ouagadougou w Burkina Faso

Wasze Ekscelencje, Arcybiskupi i Biskupi

Drodzy Bracia w Kapłaństwie

Drodzy Bracia i Siostry w Chrystusie

Łaska i pokój naszego Pana Jezusa Chrystusa niech
będzie zawsze z wami!

Według świętej Teresy od Dzieciątka Jezus: „Wszystko
jest łaską” oraz „Sam Bóg wystarczy”. Sprawmy więc,
aby ta celebracja Eucharystii była dziękczynieniem i
hymnem pochwalnym dla Boga, Źródła i Sprawcy wszelkiego
dobra.

To za Jego przyzwoleniem przyjechaliśmy do Instytutu
Louisa Evena dla Sprawiedliwości Społecznej na tygodniowe
wykłady z ekonomii demokratycznej w świetle
nauki społecznej Kościoła.

Drodzy Bracia i Siostry. Myślą przewodnią dzisiejszej
Ewangelii jest cierpienie, które musi poznać każdy uczeń
Chrystusa.

W czytaniu pierwszym, prorok Jeremiasz cierpi dla
Pana. Gorzko stwierdza, że słowa Pana sprawiają, iż ludzie
go krzywdzą i z niego szydzą. Jest bliski załamania
i myśli nawet o opuszczeniu „swego Boga”, który mu jest
tak bliski.

W tej perspektywie wiele osób nie odróżnia dobra od
zła, prawdy od kłamstwa. W imię prawdy można usprawiedliwić
brak tolerancji i okrucieństwo. Przykłady są
liczne.

W świecie relatywizmu rozkwita pogaństwo: „nowa
religia”, „religia społeczeństwa laickiego”, czy „wielka bitwa
wypowiedziana chrześcijaństwu przez laików”, jak to
określił były prezydent włoskiego Senatu. Zdejmują krzyże
w budynkach publicznych, wywierają presję na Kościół
katolicki do zmiany stanowiska w sprawach homoseksualizmu,
aborcji, eutanazji, antykoncepcji, ordynacji
kobiet, czy chcą zniszczyć chrześcijańskie wartości moralne.
Ta tyrania skierowana przeciwko wolności zarówno
indywidualnej jak i zbiorowej jest źródłem cierpienia.
Należy energicznie sprzeciwiać się temu niebezpieczeństwu,
które zagraża całej ludzkości. Trzeba wałczyć o
prawdę. Nikt nie jest zmuszany do bycia chrześcijaninem,
ale nie wolno też nikogo zmuszać
do praktykowania „nowej religii”.

Kościół Katolicki jest zdolny ożywić i krzewić
nowy porządek społeczny, ekonomiczny i
polityczny oparty na godności i wolności każdego
człowieka, i zapewnić pokój i sprawiedliwość.
Na tych samych wartościach oparta jest
doktryna Kredytu Społecznego.

W konkluzji przytoczę słowa św. Augustyna:
„Historia świata jest walką dwóch miłości:

. miłości własnej, aż do zniszczenia świata,


. miłości do bliźniego, aż do zaparcia się
samego siebie”.

I taki był wybór Jezusa: cierpienie… męka… ofiara
ze swego życia. Taki też powinien być nasz wybór
– naśladowanie Jezusa. I z Jego błogosławieństwem
staniemy się twórcami nowej ludzkości. Amen.

Jego Ekscelencja Philibert Tembo Mamaba

Biskup Budjala, Demokratyczna Republika

Kongo

W tę 23. niedzielę okresu zwykłego mam zaszczyt
celebrować Mszę św. Eucharystia jest najważniejszym
momentem tego Kongresu.

W dzisiejszej Ewangelii słuchaliśmy słów Jezusa,
który głosił nam dobrą nowinę: „Jeśli dwoje lub troje zbiorą
się w Moim imieniu, jestem z wami”.

Żywa obecność Chrystusa nie zależy więc od nas,
ani od naszej wartości czy liczby obecnych mężczyzn i
kobiet, ani od naszej rasy czy kultury, ani od języka którym
mówimy, ani od żadnych innych kryteriów oceny
człowieka. Esencją jest wiara w Jezusa Chrystusa.

Sobór Watykański II uczy nas, że podczas Mszy św.
Chrystus jest obecny w konsekrowanej Hostii, a także
w Słowie Bożym. Chrystus jest wśród nas przez obecność
wyświęconego Kapłana, a także w zgromadzeniu
wiernych biorących udział w Eucharystii. Oto bogactwo
Eucharystii.

Dodajmy od siebie, że Chrystus jest z nami, gdy pozyskamy
brata lub siostrę dla dobrej sprawy. Jako chrześcijanie
jesteśmy odpowiedzialni za naszych braci i siostry,
zwłaszcza za tych, którzy błądzą, żyją w grzechu
lichwy, wyzysku, za tych, którzy tworzą pieniądze w formie
długu, za tych, którzy są dyktatorami systemu ekonomiczno-
finansowego.

Dzisiejsza Ewangelia wskazała nam tych, za których
jesteśmy odpowiedzialni. O nich też dawali świadectwo
biskupi, księża i Pielgrzymi św. Michała podczas trwania
Kongresu.

Prośmy Matkę Bożą o pośrednictwo w naszej walce
z ubóstwem. Błagajmy Ją, aby nawróciła serca bankierów,
lichwiarzy, ateistów i wszystkich tych braci i sióstr,
którzy żyją w błędzie i grzechu. Tylko Bóg może zmienić
ich serca. A my musimy prosić Boga o łaskę dla nich.

Błagajmy Pana, aby kapłanów Kościoła, którymi my
jesteśmy i Pielgrzymów św. Michała, którymi wy jesteście,
wraz z całą rodziną tu zgromadzoną, uczynił narzędziem
Swojej łaski o lepsze jutro.


Jego Ekscelencja Jean Zerbo

Arcybiskup Bamako, Mali

Przewodniczący Komisji Episkopalnej
Sprawiedliwości i Prawa.
Przewodniczący Caritas

...Jako rezolucję podejmuję walkę z

ignorancją. Zdaję sobie sprawę, że
wiele błędów, które my, księża, popełniamy,
a dotyczy to też polityków, jest
spowodowanych naszą ignorancją.

Św. Paweł powiedział: „Korzeniem wszelkiego zła
jest miłość do pieniędzy”. A Jezus pyta: „Co da człowiekowi
zdobycie wszechświata, jeśli straci swoją duszę?”.
Więc moją personalną rezolucją jest walka z ignorancją
wśród naszych braci, to, co właśnie robimy teraz.


Jego Ekscelencja Jean Pierre Kutwa

Arcybiskup Abidżanu, Wybrzeże Kości Słoniowej

Dziękuję za zaproszenie pani Thérese Tardif, panu Marcelowi
Lefebvre i wszystkim Pielgrzymom św. Michała.

Dziękuję wam za pomoc. Wiecie, że Kościół Afryki jest
Kościołem żebraczym. Czeka, jak pisklęta w gniazdku, z
otwartymi dzióbkami, aż matka im przyniesie pożywienie.
Teraz my sami zaczniemy szukać pożywienia.
Po powrocie do kraju utworzymy
z grupą katolików BANK.

Finanse to bardzo niebezpieczny
teren. Choć na planie materialnym
jesteście słabi, nie przeraża was, że
walczycie z silnymi. Ale walka jest nierówna
także na planie duchowym. Tu
macie dużą przewagę, bo oni są demonami,
szatanem, mamoną. Walczycie z
Goliatem! Ale Bóg jest po waszej stronie
i Goliat będzie pokonany. Jeśli Bóg jest
z wami, kto może was zwyciężyć? Nikt.
Życzę wam, Pielgrzymi św. Michała, pomyślnych
wiatrów.


Jego Ekscelencja Pierre-Célestin Tshitoko Mamba

Biskup Luebo, Demokratyczna Republika Kongo

Członek Komisji Episkopalnej ds. Apostolstwa
Świeckich

Dziękuję za zaproszenie do Rougemont. Dziękuję za
zorganizowanie tego tygodniowego kursu Kredytu Społecznego.


Chociaż czytuję wasze czasopismo „MICHAEL” i
czytałem opowiadanie „Wyspa rozbitków”, wciąż nie rozumiałem
dlaczego, kiedy bankier pożyczył rozbitkom
pieniądze i żądał ich zwrotu wraz z odsetkami, ci zbuntowali
się. Czyż nie jest to normalne, że pożyczamy pieniądze
na procent?

U was zrozumiałem dlaczego rozbitkowie zbuntowali
się, i nie bez racji. Dzięki wam zrozumiałem istotę problemu.
Teoria, którą propagujecie, to pomoc człowiekowi,
aby stał się tym, kim w zamyśle Boga powinien być:
obrazem Boga. My, w Kongo, szukamy sposobu, aby wyciągnąć
naszych ludzi z nędzy.

Utworzyliśmy specjalną komisję do kontrolowania
kontraktów zawieranych między naszym rządem a międzynarodowymi
spółkami eksploatującymi nasze minerały.
Okazje się, że z transakcji 80% dochodów otrzymują
międzynarodowe korporacje, Kongo dostaje 18%. Żądaliśmy
zmiany kontraktu. Powiedziano: „Nie! Nie będzie
żadnych zmian”.

Kredyt Społeczny nauczył nas, jak rozwiązać ten problem.
Kredyt Społeczny to sposób na humanizację naszej
planety. To nie będzie łatwe, gdyż mamy niejednakowe
kryteria wartości. I ci o innych poglądach są silniejsi
od nas. To jest walka ze smokiem. Więc powtarzam słowa
Jana Pawła II: „Nie lękajcie się”. Nie lękajcie się, bo
Chrystus jest z wami.

Jego Ekscelencja Louis Portela Mbuyu

Biskup Kinkala, Kongo

Przewodniczący Konferencji Episkopatu Konga
i ACERAC (Stowarzyszenie Episkopalne Regionu Afryki Centralnej)

Kongo, to kraj bogaty w minerały i ropę naftową, których
eksploatacja jest okryta tajemnicą. Z pomocą Komisji
Sprawiedliwości i Pokoju walczymy o jej ujawnienie.
Wiemy już, że dzisiejszy świat jest rządzony przez międzynarodową
finansjerę, której celem jest zdominowanie
świata i zniewolenie ludzi.

Gratuluję wam, że zdecydowaliście się prowadzić tę
walkę, bo to nie dotyczy izolowanej grupy ludzi, ale całej
ludzkości.

Czytałem rewelacyjne relacje Johna Perkinsa, który
został wysłany do Indonezji, aby zorientować się, w
jaki sposób finansiści Stanów Zjednoczonych mogą w
tym kraju inwestować. Perkins został poinformowany, że
oczywiście będzie zbudowana infrastruktura, kraj zostanie
zelektryfikowany, czym zadłuży się po uszy pozostając
na łasce wybranej grupy ludzi. I o to właściwie chodzi.

Dziękujemy więc Bogu za Louisa Evena, Panią Gilberte
Côté-Mercier, pana Gerarda Mercier, za wszystkich
założycieli waszego ośrodka i dziękuję wam wszystkim
za zaangażowanie się w sprawę sprawiedliwości.

Z radością wysłuchałem, że np. w Stanach Zjednoczonych
i Polsce są uniwersytety, które oferują kursy
Kredytu Społecznego. To bardzo ważne. Wiedzę tę należy
propagować wśród całego społeczeństwa, aby poznało
zło obecnego systemu ekonomicznego. To jest zgubny
system, który trzeba zwalczać. Niech nastanie światłość!

opr. redakcyjne

Czytaj więcej...!

Kredyt społeczny - artykuł Louisa Evena

„Wyspa rozbitków” była jednym z pierwszych artykułów Louisa Evena i pozostaje jednym z naj­bardziej popularnych wyjaśnień tworzenia pienię­dzy jako długu przez prywatne banki. Została prze­tłumaczona na wiele języków: angielski, hiszpański, włoski, niemiecki, polski, portugalski, arabski i mal­gaski.

1. Uratowani z tonącego okrętu

Statek uległ katastrofie wskutek eksplozji. Ludzie szukając ratunku chwytali się jego szczątków. Kiedy było już po wszystkim pięciorgu z nich udało się uratować. Dryfowali na prowizorycznej tratwie.

Rozbitkowie od wielu godzin obserwowali horyzont w nadziei, że może spostrzeże ich jakiś okręt. Czy tą prowizoryczną tratwą dopłyną do jakiegoś gościnnego wybrzeża?

Wtem jeden z nich krzyknął: -Ziemia! Spójrzcie, ziemia! Właśnie tam dokąd spychają nas fale!

W miarę zbliżania się do brzegu ich twarze rozpogadzały się.

Rozbitków było pięciu. Pięciu Polaków.

Franciszek jest cieślą. To on pierwszy zawołał: ziemia! Paweł jest rolnikiem. Jakub, doświadczony hodowca bydła. Henryk, ogrodnik i Tomasz, mineralog.

2. Opatrznościowa wyspa

Nasi rozbitkowie poczuli, że wracają do życia, kiedy postawili stopy na lądzie.

Po osuszeniu się i rozgrzaniu zapragnęli poznać wyspę, na którą wyrzuciły ich fale z dala od cywilizacji. Nazwali ją „Wyspą rozbitków".

Po odbyciu krótkiego spaceru przekonali się, że wyspa nie jest pustynnym ugorem. Nie spotkali jednak żadnych ludzi. Natrafili natomiast na nieliczne stado zdziczałego bydła, z czego mogli wnosić, że dawniej mieszkali tu ludzie.

Jakub zapewnił, że będzie tu można rozwinąć hodowlę bydła.

Paweł stwierdził, że wyspa w większej części nadaje się pod uprawę.

Henryk oczekiwał obfitych zbiorów z licznych drzew owocowych rosnących na wyspie.

Franciszka zainteresował przede wszystkim las z różnorodnym drzewostanem - jak dobrze byłoby ściąć drzewa i zbudować domy dla małej kolonii.

Tomasza najbardziej zainteresowała skalista część wyspy. Dostrzegł tu oznaki, które wskazywały na podłoże bogate w minerały. Tomasz był pewien, że mimo braku ulepszonych narzędzi uda mu się wydobyć z rudy użyteczne metale.

A więc każdy z nich mógłby oddać się swoim ulubionym zajęciom na rzecz wspólnego dobra. Wszyscy dziękowali Opatrzności za uratowanie ich z wielkiego niebezpieczeństwa.

3. Prawdziwe bogactwo

I nasi przyjaciele wzięli się do pracy.

Domy i meble są dziełem cieśli. Z początku zadowalali się skromnym pożywieniem. Lecz wkrótce mogli zebrać plony z uprawianych przez siebie pól.

Z upływem czasu posiadłość rozbitków na wyspie wzbogacała się. Nie w złoto ani w banknoty lecz w realne bogactwo: w pożywienie, ubranie, mieszkania - w rzeczy odpowiadające ich potrzebom.

Każdy z nich pracował w swojej dziedzinie. Wszelką nadwyżkę jaką ktoś wyprodukował wymieniał za nadwyżki produktów wytworzone przez pozostałych.

Życie na wyspie nie zawsze było łatwe, gdyż brakowało im wielu rzeczy, do których byli przyzwyczajem w cywilizowanym świecie. Ale los ich mógłby być o wiele gorszy.

Zresztą już w Polsce poznali kryzys. Pamiętają jak musieli się ograniczać, podczas gdy sklepy w odległości dziesięciu kroków od ich domów były przepełnione towarami. Tutaj przynajmniej nie muszą patrzeć jak się psują produkty potrzebne do życia. I nie muszą obawiać się licytacji. Tutaj mają prawo do korzystania z owoców swojej ciężkiej pracy.

A więc nasi rozbitkowie eksploatują wyspę i wielbią Boga spodziewając się, że pewnego dnia odnajdą swoich krewnych zachowawszy dwa wielkie dobra: życie i zdrowie.

4. Wielka trudność

Nasi przyjaciele często zbierali sję dla omówienia wielu spraw.

W bardzo uproszczonym systemie gospodarczym, w jakim żyli i pracowali, jedno ich niepokoiło: że nie mają pieniędzy.

Prosta wymiana produktów za produkty jest niedogodna. Nie zawsze produkty do wymiany są równocześnie do dyspozycji.

Na przykład za drzewo dostarczone rolnikowi zimą można zapłacić warzywami dopiero za sześć miesięcy.

Niejednokrotnie również zdarzało się, że jeden z nich dostarczał produktu dużych rozmiarów, za który chciałby otrzymać zapłatę drogą wymiany na szereg mniejszych artykułów wyprodukowanych przez różnych producentów w różnym czasie.

To wszystko komplikowało sprawy biznesu i bardzo obciążało pamięć. Gdyby w obiegu były pieniądze, każdy z nich sprzedawałby swoje towary za pieniądze. Po ich otrzymaniu kupowałby rzeczy jakie chce, kiedy chce i gdy są do kupienia.

Wszyscy zgodzili się, że system pieniężny byłby dogodny. Ale żaden z nich nie wiedział, jak go ustanowić. Nauczyli się produkować realne bogactwo: rzeczy. Ale zupełnie nie wiedzieli jak wyprodukować pieniądz, odzwierciedlenie tego bogactwa.

Nie wiedzieli, w jaki sposób pieniądz powstaje i jak go stworzyć, gdy go nie ma i gdy zdecydowali się, że chcą go mieć. W ich sytuacji na pewno wielu wykształconych ludzi byłoby też w kłopocie podobnie jak wszystkie rządy były zakłopotane w okresie dziesięciu lat poprzedzających wojnę. Brakowało wówczas jedynie pieniędzy i rządy były wobec tego zagadnienia bezradne.

5. Przybycie jeszcze jednego rozbitka

Pewnego dnia wieczorem, gdy nasi przyjaciele siedząc na wybrzeżu roztrząsali ten problem po raz chyba setny, spostrzegli na morzu szalupę z samotnym wioślarzem.

Pospieszyli mu na ratunek. Z jego mowy wywnioskowali, że jest Polakiem. Wyjawił im, że jest Europejczykiem, który jako jedyny uratował się z rozbitego statku. Podał swoje nazwisko: Marcin Golden.

Opisali mu swoje położenie na wyspie mówiąc: - Chociaż żyjemy z dala od cywilizacji, nie możemy się skarżyć. Ziemia daje dobre plony, las również przynosi nam korzyści.

Jednego nam tylko brakuje: pieniędzy, które by nam ułatwiły wymianę naszych produktów.

- A więc błogosławcie przypadek, który mnie do was sprowadził - odrzekł Marcin.

- Jestem bankierem i pieniądz nie stanowi dla mnie żadnej tajemnicy. W krótkim czasie mogę ustanowić dla was system pieniężny, z którego będziecie zadowoleni. Będziecie mieli wtedy wszystko to, co mają cywilizowani ludzie.

Bankier!... Bankier!... Anioł, który by przybył prosto z Nieba nie wzbudziłby w nich większego szacunku. Czyż w krajach cywilizowanych nie przyzwyczaili się kłaniać bankierom, którzy sprawują kontrolę nad ruchem finansów?

6. Bóg cywilizacji

- Panie Marcinie, jako bankier nie będzie pan na naszej wyspie pracował. Zajmie się pan wyłącznie naszymi pieniędzmi i finansami.

- Z przyjemnością, z jaką by to zrobił każdy bankier, żeby się przyczynić do wspólnego dobra.

- Zbudujemy panu odpowiednie mieszkanie, które będzie odpowiadało godności bankiera. Czy w międzyczasie możemy pana ulokować w pomieszczeniu służącym nam do zebrań?

- Oczywiście, moi przyjaciele. Ale najpierw wynieśmy z łodzi ocalone przedmioty: prasę drukarską, papier i inne akcesoria, a przede wszystkim baryłkę, z którą zechciejcie obchodzić się ze szczególną ostrożnością.

Wyładowali wszystko, przy czym baryłka ich zaintrygowała.

- Ta baryłka - oświadczył Marcin - jest skarbem nie mającym sobie równego. Jest pełna ... złota!

Pełna złota! Zdawało się, że z pięciu ciał uleci pięć dusz! Na Wyspę Rozbitków wkroczył bóg cywilizacji. Bóg żółty, zawsze ukryty ale potężny, straszny, którego obecność czy nieobecność, albo najmniejsze kaprysy mogą decydować o losie wszystkich narodów!

- Złoto! Panie Marcinie, pan jest prawdziwym, wielkim bankierem. O, wasza wysokość!

O, czcigodny Marcinie! Najwyższy kapłanie boga, złota! A więc zechce pan przyjąć nasz hołd i przysięgę wierności!

- Tego złota starczyłoby dla całego kontynentu, moi przyjaciele. Ale złoto nie będzie krążyć. Trzeba je schować, gdyż jest ono duszą wszelkiego zdrowego pieniądza, a dusza zawsze jest niewidzialna. Wytłumaczę wam to wszystko przy wręczaniu pieniędzy.

7. Zakopywanie bez świadków

Zanim się wszyscy rozeszli na spoczynek Marcin rzucił pytanie: - Ile pieniędzy potrzebowalibyście na początek dla przeprowadzania waszych transakcji?

Spojrzeli po sobie i z pokorą poradzili się Marcina. Pod wpływem sugestii dobrego bankiera doszli do wniosku, że każdemu z nich na początek wystarczy po 200 zł.

Rozchodząc się wymieniali entuzjastyczne komentarze. I pomimo późnej pory spędzili większość nocy nie śpiąc, a ich wyobrażenia ekscytował obraz złota. Udało im się zasnąć dopiero nad ranem. Marcin nie tracił czasu. Zapomniał o zmęczeniu, pamiętając o swojej przyszłości na wyspie w charakterze bankiera. Pod osłoną ciemności nocy wykopał dół, zatoczył do niego baryłkę i zasypał ją ziemią. Dla zatarcia wszelkich śladów przykrył to miejsce starannie ułożoną darnią i posadził tam mały krzew.

Następnie na swojej małej prasie wydrukował 1000 jednozłotowych banknotów. Przy czym rozważał:

- Jak te banknoty jest łatwo zrobici Ich wartość opiera się na produktach, do których sprzedaży będą one służyć.

Bez nich banknoty te nie miałyby żadnej wartości. Ale moich pięciu naiwnych klientów o tym nie wie.

Sądzą, że gwarancją pieniędzy jest złoto. Dzięki ich niewiedzy i nieświadomości trzymam ich w ręku.

8. Do kogo należy nowy pieniądz?

Nazajutrz wieczorem rozbitkowie zebrali się u Marcina. Na stole leżało pięć plików banknotów.

- Zanim te pieniądze rozdzielę pomiędzy was - powiedział bankier - musimy się porozumieć.

- Podstawą pieniądza jest złoto. Złoto, umieszczone w moim banku jest moją własnością. Och! Nie martwcie się! Pożyczę wam tych pieniędzy i użyjecie ich na swoje potrzeby. Ale obciążę was odsetkami. Ponieważ na tej wyspie jest mało pieniędzy, a raczej wcale ich nie ma, sądzę, że będzie słuszne, jeśli zażądam od was niewielkiego procentu: ośmiu od stu (8%).

- Istotnie, panie Marcinie, jest pan wspaniałomyślny.

- Jeszcze jedno zastrzeżenie: interesy interesami, nawet wśród najlepszych przyjaciół. A więc zanim wręczę wam pieniądze, musicie mi podpisać zobowiązanie do zwrotu kapitału wraz z odsetkami. W wypadku waszej niewypłacalności będę zmuszony skonfiskować waszą własność. Och, to jest zwykła formalność. Bynajmniej nie pragnę waszych własności, zadowolę się swoimi pieniędzmi, co do których jestem pewien, że mi je zwrócicie. A wy zatrzymacie swoją własność.

- To jest słuszne i zgodne ze zdrowym rozsądkiem, panie Marcinie. Przyłożymy się do pracy ze zdwojoną gorliwością i wszystko panu spłacimy.

- Właśnie o to chodzi.

Gdy wyłonią się jakieś nowe problemy zawsze przychodźcie do mnie po radę. Jako bankier jestem waszym najlepszym przyjacielem. A oto dla każdego z was po 200 złotych.

I pięciu przyjaciół odeszło zachwyconych, z rękoma pełnymi pieniędzy i głowami zatopionymi w ekstazie z ich posiadania.

9. Zagadnienie arytmetyczne

Pieniądz Marcina zaczął kursować na wyspie. Wymiany się ożywiły i jednocześnie uprościły. Wszyscy byli zadowoleni i z szacunkiem i respektem kłaniali się Marcinowi.

Jednak Tomasz, mineralog, był zatroskany siedząc pracowicie z ołówkiem nad kartką papieru. Tomasz, jak inni, podpisał urnowy, że spłaci Marcinowi w ciągu roku 200 zł plus 16 zł odsetek. Przecież jego produkty są jeszcze w ziemi, a w kieszeni ma już tylko kilka złotych. W jaki sposób zdoła spłacić swój dług w nadchodzącym terminie płatności?

Długi czas łamał sobie głowę nad tym indywidualnym problemem, bez sukcesu. W koócu zaczął rozpatrywać go ze społecznego punktu widzenia.

- Jeżeli weźmiemy pod uwagę całą naszą społeczność na wyspie, czy będziemy w stanie wywiązać się z naszych zobowiązań? Marcin wyprodukował banknoty na sumę 1000 zł, a żąda od nas zwrotu 1080 zł. Nawet jeżeli zbierzemy wszystkie pieniądze, jakie są na wyspie chcąc mu je oddać będzie ich tylko 1000 zł, a nie 1080 zł. Nikt nie ma tych dodatkowych 80 zł. Produkujemy rzeczy, a nie złotówki.

Tak więc Marcin będzie mógł zawładnąć całą wyspą, ponieważ nie możemy mu zwrócić kapitału wraz z odsetkami (procentem).

Jeżeli są nawet tacy, którzy są w stanie spłacić cały swój dług nie troszcząc się o drugich, to niektórzy z nich zbankrutują od razu, inni przetrwają. Ale w końcu i na tych ostatnich przyjdzie kolej! Wtedy bankier stanie się właścicielem całej wyspy. Chcąc temu zapobiec musimy się zorganizować i wspólnie uregulować nasze sprawy.

Tomasz bez trudu przekonał swoich towarzyszy, że Marcin ich oszukał. Dlatego postanowili powtórnie się z nim spotkać.

10. Dobroczynność bankiera

Marcin wyczytał z ich twarzy, co się dzieje w ich duszach. Zachował jednak dobrą minę. Impulsywny Franciszek przedstawił mu sprawę:

- W jaki sposób mamy panu oddać 1080 zł, skoro na całej wyspie jest tylko 1000 zł?

- Te dodatkowe 80 zł stanowią procent, moi przyjaciele. Czy wasza produkcja nie powiększyła się?

- Tak, ale pieniądz się nie powiększył. Pan domaga się pieniędzy, a nie towarów. Tylko pan robi pieniądze. Otóż pan wydrukował tylko 1000 zł, a żąda pan zwrotu 1080 zł. Nie możemy panu tyle oddać!

Chwileczkę, moi przyjaciele. Bankier zawsze się dostosowuje do okoliczności, dla większego dobra ogółu...

A więc spłaćcie mi tylko procent: nie więcej niż 80 zł. Kapitał zatrzymajcie.

- Czy pan umarza cały nasz dług, 200 zł każdemu z nas?

- O, nie! Przykro mi, ale bankier nigdy nie rezygnuje ze spłaty długu. W końcu oddacie mi wszystkie pieniądze, które wam pożyczyłem, ale co roku będziecie mi spłacać tylko odsetki. Nie będę się domagał zwrotu kapitału. Być może niektórzy z was nie będą mogli płacić nawet samych odsetek, gdyż pieniądze krążą od jednych do drugich. Ale zorganizujcie się jako państwo i przyjmijcie system dobrowolnej składki, co nazywa się podatkiem.

Tych, którzy mają więcej pieniędzy obciążycie większym podatkiem, biednych - mniejszym. Byleście spłacili mi w całości sumę odsetek, to ja będę zadowolony, a wasze małe państwo będzie się pomyślnie rozwijać.

Nasi przyjaciele wyszli trochę uspokojeni, ale wciąż wątpiący.

11. Ekstaza Marcina Golden

Po odejściu towarzyszy Marcin skupia się i myśli:

"Mój interes jest dobry. Ci ludzie są pracowici, ale nie znają się na rzeczy. Ich ignorancja i łatwowierność stanowi moją siłę. Poprosili mnie o pieniądze, a ja zakułem ich w kajdany niewoli. Podczas gdy ich oszukałem, obsypali mnie kwiatami".

"Istotnie, mogli się zbuntować i wrzucić mnie do morza. Ale... Mam ich podpisy. Są uczciwi. Dotrzymają swoich umów. Uczciwi i ciężko pracujący ludzie zostali stworzeni na tym świecie, żeby służyć bankierom i finansistom".

"O, wielki bankierze! O, światły mistrzu, słuszne jest stwierdzenie: 'Dajcie mi kontrolę nad finansami narodu, a zagrarn na nosie tym, którzy tworzą jego prawa.

Ja, Marcin Golden, jestem panem Wyspy Rozbitków, ponieważ kontroluję jej system pieniężny".

"Moja dusza jest przepełniona entuzjazmem i ambicją. Czuję, że mógłbym rządzić całym światem. To, co zrobiłem tutaj mógłbym przeprowadzić na całej Ziemi. Niech tylko wydobędę się z tej wysepki: wiem, jak rządzić światem, nie dzierżąc berła".

"Z największą rozkoszą wpajałbym swoją filozofię w głowy tych, którzy kierują społeczeństwem : bankierów, przemysłowców, polityków, reformatorów, profesorów, dziennikarzy - a staliby się moimi sługami. Masy są stworzone do życia w niewolnictwie, podczas gdy elita jest ustanowiona jako ich nadzorcy".

I w olśnionym umyśle Marcina powstaje cała struktura systemu bankowego.

12. Nieznośny koszt życia

Tymczasem sytuacja na wyspie się pogarsza. Wprawdzie produkcja wyraźnie wzrosła, ale spadła ilość wymiany towarów (transkcji).

Marcin pilnuje swoich interesów, ściągając odsetki regularnie. Pozostali muszą myśleć o odłożeniu pieniędzy dla niego.

Pieniądz zakrzepł - zamiast krążyć swobodnie. Ci, którzy płacą najwyższe podatki, występują przeciw tym, którzy płacą mniej.

Podnoszą ceny, żeby w ten sposób zrekompensować swoje straty. A najbiedniejsi, którzy nie płacą podatków, narzekają na drożyznę i kupują coraz mniej.

Nawet gdyby jeden z drugim podjęli pracę zarobkową zaczęliby nieustannie domagać się podwyżek płac, żeby dostosować się do coraz wyższych kosztów życia, do drożyzny.

Obniża się moralność, zanika radość życia, praca nie sprawia już zadowolenia. Bo po co pracować? Produkty trudno jest sprzedać, a jeżeli się je sprzeda, trzeba płacić Marcinowi podatki. A więc trzeba się ograniczać. To jest prawdziwy kryzys. I jeden drugiego oskarża o brak miłosierdzia i o to, że jest powodem drożyzny.

Pewnego dnia Henryk, siedząc w swoim sadzie, doszedł do wniosku, że „postęp", jaki przypisują systemowi pieniężnemu ustanowionemu przez bankiera wszystko na wyspie popsuł.

Z pewnością oni sami mają wady, ale system Marcina podsyca w nich to, co w ludzkiej naturze jest najgorsze.

I Henryk postanowił przekonać swoich przyjaciół i zjednoczyć ich do akcji. Zaczął od Jakuba. Z nim poszło mu łatwo.

-Och, nie jestem uczony - powiedział Jakub - ale już od dłuższego czasu czuję, że system tego bankiera jest bardziej zepsuty niż nawóz w mojej oborze ubiegłej wiosny.

Wszyscy po kolei zrozumieli to i postanowili ponownie spotkać się z Marcinem.

13. U kowala kajdanów

U bankiera rozpętała się burza.

- Na naszej wyspie brakuje pieniędzy, bo pan nam je zabiera. Płacimy i płacimy i jesteśmy panu jeszcze tyle winni, ile byliśmy na początku. Pracujemy, uprawiamy ziemię i powodzi się nam gorzej niż przed pana przybyciem. Długi! Długi! Jesteśmy aż po, szyję w długach.

- Och! Bądźcie chłopcy rozsądni! Wasze interesy kwitną i to wszystko dzięki mnie. Dobry system bankowy jest największym skarbem kraju. Ale żeby ten system działał korzystnie musicie mieć wiarę w bankiera. Przychodźcie do mnie jakbyście przychodzili do swojego ojca ... czy chcecie więcej pieniędzy? Bardzo dobrze. Moja baryłka złota jest warta o wiele tysięcy złotych więcej. Obciążając waszą własność długiem (hipoteką) pożyczę wam nowych tysiąc złotych.

- Tak! Teraz nasz dług podskoczy do 2000 zł! I mamy panu płacić dwukrotnie, większy procent, latami, do końca naszego życia?

- Tak, ale w miarę, jak będzie wzrastać wartość waszych nieruchomości będziecie mogli zaciągać nowe pożyczki, a spłacać będziecie mi zawsze tylko odsetki. Zsumujcie wasze wszystkie długi w jeden - to się nazywa długiem skonsolidowanym.

I możecie dodawać go do długu rok po roku.

- I zwiększać podatki rok po roku?

- Oczywiście. Ale jednocześnie każdego roku będzie się powiększać wasz dochód.

- A więc w miarę, jak wskutek naszej pracy wyspa będzie się rozwijać, będzie się powiększać nasz zbiorowy dług!

- Owszem, tak jak się to dzieje we wszystkich cywilizowanych państwach. Obecnie dług publiczny jest jak gdyby miernikiem dobrobytu kraju.

14. Wilk pożera owce

- Czy pan, panie Marcinie, nazywa to zdrowym systemem pieniężnym? Dług publiczny, gdy staje się nieunikniony i niespłacalny, nie jest zdrowy, lecz szkodliwy.

- Wszelki zdrowy system monetarny, moi panowie, jest opany na złocie i wychodzi z banku w postaci długów.

Dług narodowy jest dobrą rzeczą, nie pozwala ludziom na zbytnie zadowolenie. Rządy ujarzmiane są przez najwyższą i ostateczną mądrość ucieleśnioną w bankierach. Ponieważ jestem bankierem, jestem na waszej wyspie pochodnią cywilizacji. Będę dyktował waszą politykę i regulował wasz standard życia.

- Panie Marcinie jesteśmy tylko prostymi ludźmi, ale bynajmniej nie chcemy takiej cywilizacji. Nie pożyczymy już od pana ani jednego grosza. Niech lo będzie pieniądz zdrowy czy niezdrowy, ale nie chcemy więcej mieć z panem do czynienia.

- Współczuję wam, panowie, z powodu waszej niemądrej decyzji. Ale skoro ze mną zrywacie, przypominam o waszych zobowiązaniach. A więc oddajcie mi wszystko: kapitał i odsetki (procent).

- Ależ to jest niemożliwe! Nawet gdybyśmy oddali panu wszystkie pieniądze, jakie są na wyspie, jeszcze bylibyśmy panu dłużni.

- Nic na to nie poradzę. Czyście nie zagwarantowali mi na piśmie? Tak, czy nie? A więc na mocy świętości umów przejmuję wszystkie wasze zadłużone własności stanowiące gwarancje, jak to ustaliliśmy wówczas, gdy byliście tak uszczęśliwieni z mego przybycia. Ponieważ nie chcecie służyć potędze pieniądza dobrowolnie, zmuszę was do tego siłą. Nadal będziecie eksploatować wyspę, ale już dla mnie i na moich warunkach. Odejdźcie, jutro wydam wam rozkazy.

15. Kontrola prasy

Jak prawdziwy bankier, Marcin wiedział, że kto sprawuje kontrolę nad systemem pieniężnym jakiegoś narodu, sprawuje kontrolę nad samym narodem. Ale Marcin zdawał sobie sprawę, że dla osiągnięcia tego celu trzeba się postarać, by naród żył w nieświadomości. Dlatego należy go zainteresować innymi sprawami.

Marcin zaobserwował, że spośród pięciu rozbitków dwóch było konserwatystami, a trzech liberałami. Rozwinęło się to w trakcie ich wieczornych rozmów, szczególnie po tym, jak popadli w niewolnictwo. Pomiędzy konserwatystami i liberałami zaczęły narastać stałe tarcia i niezgoda.

Toteż pomógł on zorganizować dwa ugrupowania polityczne: partię konserwatystów i liberałów. Finansuje obie partie, zyskując w ten sposób pewność, że ten, kto zostanie wybrany pozostanie na jego usługach, zamiast służyć ludowi.

Henryk, który był najmniej stronniczy, uważając, że wszyscy mają takie same potrzeby i aspiracje, zasugerował utworzenie związku wszystkich ludzi, żeby wywarli nacisk na władze. Takiego związku Marcin nie mógłby uznać, ponieważ położyłoby to kres jego rządów. Żaden dyktator, bankier, finansista czy ktokolwiek nie mógłby stanąć przed wykształconymi i zjednoczonymi ludźmi.

Marcin starał się rozjątrzyć te ich polityczne dysputy do najwyższego stopnia. Przy pomocy swojej małej prasy drukarskiej wydawał dwa tygodniki: „Trybunę" dla liberałów i „Głos" dla konserwatystów.

„Trybuna" w skrócie mówiła:

„Jeżeli nie jesteście już panami u siebie, to z powodu tych zdradzieckich konserwatystów, którzy zawsze są przyklejeni do wielkich interesów".

„ Głos" w skrócie mówił: „Wasza zrujnowana gospodarka i dług państwowy jest dziełem tych przeklętych liberałów, którzy zawsze są gotowi do politycznych awantur".

I nasze dwa polityczne ugrupowania kłóciły się w najlepsze zapominając, że głównym sprawcą ich niezgody jest kontroler i władca pieniędzy, bankier Marcin.

16. Cenne znalezisko

Pewnego dnia Tomasz, mineralog, odkrył w głębi małej zatoki, wśród sitowia, opuszczoną łódź. Brakowało w niej wioseł i jakichkolwiek śladów, że ją ktoś używał. Tomasz znalazł w łodzi skrzynię w dość dobrym stanie, z kilkoma sztukami bielizny, z paroma drobnymi przedmiotami i pierwszym tomem publikacji Kredytu Społecznego z Kanady pt.: Pierwszy rok 'Michael' /'Vers Demain'.

Zasiadł do czytania. Treść książki pochłonęła go, a twarz mu się rozjaśniła.

- Ależ - zawołał - powinniśmy to wiedzieć od dawna! Wartość pieniądza w żadnym wypadku nie opiera się na złocie, lecz na produktach, które za pieniądze można kupić.

Krótko mówiąc, pieniądz powinien być rodzajem księgowości, kredytem przechodzącym z jednego konta na drugie, w zależności od kupna i sprzedaży. Ogólna suma pieniędzy zależy od ogólnej ilości produktów.

Wzrostowi produkcji zawsze musi towarzyszyć odpowiedni wzrost ilości pieniędzy.

Nigdy w żadnym czasie nie należy płacic odsetek od nowego pieniądza (pieniądz nie może być oprocentowany). Postęp nie jest reprezentowany przez wzrost długu publicznego, lecz przez dywidendę równą dla wszystkich... Ceny dostosowane są do ogólnej siły nabywczej przez współczynnik cen. Kredyt Społeczny...

Tomasz nie mógł się dłużej opanowć. Wstał i ruszył pędem, z książką w ręką, żeby podzielić się z tym wspaniałym odkryciem ze swoimi czterema towarzyszami.

17. Pieniądz - elementarna księgowość

Tomasz zmienił się w profesora. Uczył innych tego, czego sam się nauczył z przesłanej przez Boga publikacji Kredytu Społecznego.

- Oto - rzekł - co można by zrobić bez bankiera, bez jego złota, bez zaciągania długów.

- Otwieram konto na nazwisko każdego z nas. W kolumnie po prawej stronie zapisujęwpływy (kredyt), które powiększają konto; po lewej stronie zapisuję wydatki (debet), które zmniejszają konto.

Każdy z nas na początek chciał po 200 zł. Wpisujemy 200 zł jako wpływy dla każdego. I w tym momencie każdy ma natychmiast 200 zł.

Franciszek kupuje od Pawła produktów za 10 zł. Z konta Franciszka odejmuję wiec 10, zostaje mu 190. Dodaję 10 Pawłowi, który ma teraz 210.

Jakub kupuje u Pawła za 8 zł. Odejmuję 8 Jakubowi, któremu zostaje 192. Konto Pawła wzrosło do 218.

Paweł kupuje drzewo od Franciszka za 15 zł. Pawłowi odejmuję 15, ma on teraz 203. 15 dodaje Franciszkowi, który ma teraz 205.

I tak dalej, z jednego konta na drugie, całkiem tak samo, jak papierowe złotówki przechodzą z jednej kieszeni do drugiej.

Jeżeli ktoś z nas potrzebuje pieniedzy na powiększenie swojej produkcji udziela mu się nowego potrzebnego kredytu, bez oprocentowania, który odda on do funduszu kredytowego po dokonaniu sprzedaży. To samo odnosi się do nowych inwestycji publicznych, które są finansowane (odzwierciedlane) nowym kredytem.

Konto każdego powiększa się również okresowo o dodatkową sumę, w zależności od postępu społecznego, bez zabierania innym. I to jest dywidenda narodowa. W ten sposób pieniądz staje się narzędziem służącym.

18. Rozpacz bankiera

Wszyscy dobrze to zrozumieli. Mała społeczność wyspy stała się społecznością systemu Kredytu Społecznego. Nazajutrz Marcin otrzymał list opatrzony pięcioma podpisami.

„Szanowny Panie, Pan nas zadłużył, opodatkował i wykorzystał całkiem niepotrzebnie. Nie potrzebujemy, żeby Pan nadal kierował naszym systemem pieniężnym.

Odtąd bęcziemy mieć wszystkie potrzebne nam pieniądze bez złota, bez długów, bez złodzieja. Od dziś ustanawiamy na Wyspie Rozbitków system Kredytu Społecznego. Dywidenda narodowa zastąpi dług narodowy (dług publiczny).

Jeżeli Pan domaga się zwrotu kapitału, możemy Panu oddać wszystkie pieniądze, jakie Pan dla nas wyprodukował, ale nic ponadto. Nie może się Pan domagać" zwrotu tego, czego Pan nie wytworzył".

Marcin jest zrozpaczony. Jego imperium się wali. Jego marzenia rozpadły się. Co ma teraz zrobić? Wszelkie argumenty będą daremne.

Pięciu ludzi odkryło prawdę i stało się kredytowcami. Pieniądz i kredyt nie stanowią już dla nich żadnej tajemnicy, tak samo jak dla Marcina.

- Och, co robić? Ci ludzie zostali oświeceni i pozyskani przez Kredyt Społeczny. Ich doktryna rozszerzy się znacznie szybciej niż moja. Czy powinienem prosie ich o przebaczenie? Stać się jednym z nich? Mam uczynić to ja, finansista i bankier? Nigdy! Raczej odejdę i spróbuję żyć na uboczu.

19. Wykryte oszustwo

W celu zabezpieczenia się przed wszelkimi pretensjami bankiera, jakie mógłby w przyszłości sobie rościć, nasi przyjaciele postanowili wystawić mu dokument, stwierdzający, że posiada on to wszystko, co przywiózł na wyspę.

Dlatego sporządzili ogólny inwentarz:

łódź, mała prasa drukarska i ... osławiona baryłka złota.

Marcin musiał wskazać miejsce, gdzie ją ukrył. Przy wykopywaniu jej nasi przyjaciele odnieśli się do niej już z o wiele mniejszym respektem. Pod wpływem Kredytu Społecznego nauczyli się gardzić fetyszem złota.

Tomasz, mineralog, kiedy pomagał podnosić baryłkę spostrzegł, że jest zbyt lekka jak na złoto.

Porywczy Franciszek długo się nie wahając uderzył siekierą: oczom ich ukazało się wnętrze baryłki. Ani grama złota! Kamienie, nic więcej, tylko zwykłe kamienie, bez żadnej wartości!...

Nasi przyjaciele nie mogli ze zdumienoa przyjść do siebe.

- Pomyśleć, że całą swoją własnością zagwarantowaliśmy za kawałki papieru opartego na czterech szuflach kamieni. To jest grabież pomnożona przez kłamstwo!

- Pomyśleć, że w ciągu wielu miesięcy kłociliłmy się i nienawidziliśmy z powodu takiego oszustawa! Diabeł!

Gdy tylko Franciszek podniósł siekierę, bankier puścił się pędem w stronę lasu.

20. Pożegnanie Wyspy Rozbitków

Po otwarciu baryłki i ujawnieniu obłudy i dwulicowości nikt więcej nie słyszał o bankierze Marcinie.

Wkrótce po tym przepływający w pobliżu wyspy statek zauważył na niej oznaki życia i zarzucił kotwicę niedaleko brzegu. Nasi rozbilkowie dowiedzieli się, że statek płynie do Ameryki i postanowili powrócić nim do Kanady.

Najważniejsze dla nich było to, żeby zabrać ze sobą album "Pierwszy rok Kredytu Społecznego", który ocalił ich z rąk bankiera Marcina i klóry oświecił ich umysły nieuga-szonym światłem.

Kiedy wrócili do Kanady wszyscy poważnie zaangażował i się we współpracę z czasopismem "Michael" i stali się oddanymi i zagorzałymi apostołami idei Kredytu Społecznego.

(Historia ta nie ma na celu krytyki personelu zatrudnionego w banku, ani tez krytyki dyrektorów lub inspektorów bankowych. Oni sa po prostu pracownikami. Od nich pracodawca wymaga odpowiedniej "postawy", uprzejmosci, uczciwosci, dokladnego wykonywania polecen i absolutnego posluszenstwa. To system jest wadliwy, a my wszyscy jako pierwsi jestesmy z jego powodu poszkodowani.)



Od przypowiesci do rzeczywistosci

System pieniądza zadłużającego


Louis Even


System pieniądza zadłużającego zaprowadzony przez Marcina na Wyspie Rozbitków sprawiał, że mała społeczność wyspy zadłużała się w miarę, jak wyspa rozwijała się i wzbogacała dzięki pracy ich wszystkich.

Czy dokładnie tak samo nie dzieje się dzisiaj w naszych cywilizowanych państewkach?

Dzisiejsza Polska jest obecnie z pewnością bogatsza pod wzgledem rzeczywistego majątku niż była przed 50 lub 100 laty. Otóż porównajcie dług narodowy, sumę wszystkich długów publicznych, jakie Polska ma obecnie z długami przed 50, 100 lat, sprzed trzech wieków!

A przecież to bogactwo wyprodukowała w ciągu wielu lat sama ludność polska! Dlaczego więc zadłużać ją za rezultat jej własnej pracy?

Dla przykładu rozważcie przypadek szkół, wodociągów, mostów, dróg i innych budów o charakterze publicznym. Kto tego wszystkiego dokonał? - budowniczowie kraju. Kto dostarczył materiałów? - fabryki kraju. A dłaczego budowniczowie moga się zajmować robotami publicznymi? Ponieważ są inni pracownicy, którzy produkują zywność, odzież, obuwie i inne dobra lub zapewniają usługi, z których mogą korzystać konstruktorzy i przemysłowcy.

A więc to cała ludność dzięki swojej różnorodnej pracy wytwarza te dobra. Jeżeli nawet pewne rzeczy sprowadza się z zagranicy, to w zamian za produkty, które się tam wyeksportowało.

A co obecnie stwierdzamy? Wszędzie obywateli obciąża się podatkami: za szkoły, szpitale, mosty, drogi i inne roboty publiczne. A więc każe się płacić ludności za to, co sama wyprodukowala.

Płacić więcej niż wynosi cena

Ale na tym nie koniec. Ludności każe się płacić więcej niż wynosi cena tego, co ludność sama wyprodukowała. Jej własna produkcja będąca rzeczywistym bogactwem staje się dla niej długiem obciążonym procentem. Z biegiem lat suma procentów może się zrównać z wielkością długu nalożonego przez system albo moze ją nawet przewyższyć. W końcu dochodzi do tego, że ludności każe się płacić dwukrotnie, trzykrotnie cenę tego, co sama wyprodukowała.

Oprócz długów publicznych są też długi przemysłowe, również obciążone procentem. Zmuszają one przemysłowca, przedsiebiorcę do podnoszenia cen powyżej kosztu produkcji, tak, by mógł on zwrócić pożyczony kapitał wraz z odsetkami, bez narażania sie na bankructwo.

W obecnym systemie finansowym długi publiczne, długi przemysłowe i odsetki zawsze musi płacić ludność. Płacić w formie podatków, jeśli chodzi o długi publiczne; jesli chodzi o dlugi przemyslowe - płacić w formie cen, gdzie długi te są zawarte. Ceny rosną, podczas gdy podatki wyciagają pieniądze z kieszeni.

Tyrański system

To wszystko i jeszcze wiele innych rzeczy wskazuje na system monetarny, system finansowy, który obecnie rządzi zamiast służyć i który panuje nad ludnością, jak panował Marcin nad mieszkańcami wyspy, zanim się zbuntowali.

Ale co się dzieje, gdy władcy pieniądza odmawiają udzielenia pożyczki albo stawiają instytucjom publicznym lub przemysłowcom warunki za trudne do spełnienia?

Wówczas instytucje państwowe zaprzestają wykonywania projektów, które skądinąd są naglące; przemysłowcy zaprzestają starania się o rozwój produkcji, która odpowiadałaby potrzebom. I własnie z tego rodzi się bezrobocie. A żeby bezrobotni nie umarli z głodu trzeba obciążyć podatkami tych, którzy jeszcze cokolwiek posiadają, albo którzy pobierają pensje.

Czy możemy wyobrazić sobie bardziej tyrański system, z tak wieloma zgrubnymi skutkami!

Przeszkoda w dystrybucji

I to jeszcze nie wszystko. Oprócz zadłużania producentów albo paraliżowania produkcji, której finansowania się odmawia, taki system pienięzny jest złym narzędziem finansowania zbytu produktów.

Chociaż sklepy i magazyny są pełne, chociaż jest wszystko co potrzebne do produkcji jeszcze obfitszej, zbyt produktów jest ograniczony.

Istotnie, można nabyć tyle produktów, ile jest się w stanie za nie zapłacić. Przy obfitości produkcji powinna być zapewniona obfitość sily nabywczej w portfelach. Ale tak nie jest. Obecny system nakłada na produkty ceny zawsze wyższe, niż wynosi suma pieniędzy wkładana jako siła nabywcza do portfeli ludności. Ten system nie posiada żadnego mechanizmu wyrównujacego tę lukę.

Zdolność płatnicza nie odpowiada zdolności produkcyjnej. Finanse nie odpowiadają rzeczywistości, nie są na tym samym poziomie. Rzeczywistość oznacza obfitość dóbr łatwych do wyprodukowania. Finanse oznaczają pieniądz racjonowany i trudny do zdobycia.

Poprawić to co jest wadliwe

Obecny system finansowy jest w rzeczywistości systemem karzącym, zamiast być systemem służącym.

To nie znaczy, że trzeba go znieść, ale trzeba go poprawić. Można by to doskonale zrobić stosując zasady finansowe Kredytu Społecznego.

Wprowadzenie zasad Kredytu Społecznego stworzyłoby system, który by służył zamiast panować.

Idea Kredytu Społecznego

Pieniądz odpowiadający rzeczywistości

Pieniądz Marcina na Wyspie Rozbitków nie miałby żadnej wartości, gdyby na wyspie nie było produktów. Nawet jeśliby jego baryłka była rzeczywiście pełna złota, czy można by było za nie coś kupić, gdyby nie było produktów? Otóż ani pieniądz papierowy, ani jakakolwiek suma cyfr w księdze Marcina nie mogłaby nikogo wyzywić, gdyby nie było żywności. To samo odnosi się do ubrania. To samo odnosi się do wszystkiego.

Ale na wyspie były produkty. Pochodziły z bogactw naturalnych wyspy oraz z pracy małej społecznosci, która ją zamieszkiwala. Te bogactwa naturalne, które jedynie nadają wartość pieniądzom, były własnością wszystkich mieszkanców wyspy, a nie wyłaczną własnoscią Marcina, bankiera.

Marcin zadłużał ich za to, co było ich własnościa. Zrozumieli to po zapoznaniu się z zasadami Kredytu Społecznego. Zrozumieli, że wszystkie pieniadze, cały kredyt finansowy opiera się na realnym kredycie społeczeństwa, a nie na operacjach finansowych bankiera. Pieniądz powinien stać się ich własnoscią w chwili jego powstania, a więc powinien być im oddany, rozdzielony pomiędzy nich bez względu na to, w jaki sposób będzie potem przechodzić od jednych do drugich, zależnie od przepływu produkcji.

Odtad kwestia pieniądza stała się dla nich tym, czym jest w istocie: kwestią prostej rachunkowości.

Pierwszą rzeczą jakiej się wymaga od rachunkowości jest to, żeby była dokładna, zgodna z rzeczywistościa, która odzwierciedla. Pieniądz powinien odpowiadać produkcji bogactwa albo jego niszczeniu. Powinien postępowac za ruchem bogactwa: obfita produkcja - obfity pieniądz; produkcja łatwa - łatwy pieniżdz; produkcja automatyczna - automatyczny pieniądz; produkcja darmowa darmowy pieniądz.

Pieniądz na produkcję

Pieniądz powinien być do dyspozycji producentów, w miare jak go potrzebują do uruchomienia środków produkcji.

Jest to możliwe, ponieważ stało się tak z dnia na dzień w chwili wypowiedzenia wojny, w roku 1939. Pieniądz, którego brakowało wszędzie od dziesięciu lat, nagle się pojawił i w ciągu sześciu lat wojny nie było żadnego problemu braku pieniedzy na sfinansowanie całej możliwej i wymaganej produkcji.

A więc pieniądz może i powinien słuzyć produkcji publicznej i produkcji prywatnej tak samo wiernie, jak słuzył produkcji wojennej. Wszystko, co jest możliwe do zrealizowania w celu zaspokojenia slusznych potrzeb ludności powinno być możliwe do sfinansowania.

Byłby to koniec koszmarów dla organów państwowych i samych obywateli. Skończyłoby się bezrobocie i zwiazane z nim ograniczenia, dopóki istnieją rzeczy i zadania, które należy wykonać, żeby zaspokoić publiczne czy prywatne potrzeby ludności.

Wszyscy kapitalistami. Dywidenda dla każdego

Kredyt Społeczny zaleca rozdział okresowej dywidendy dla wszystkich. Powiedzmy, sumy pieniężnej przekazywanej co miesiąc każdemu, niezależnie od jego zajęcia - całkiem tak samo, jak dywidenda przekazywana kapitaliście, nawet gdy nie jest osobiście zatrudniony w produkcji.

Uznaje się, że kapitalista, który inwestuje swoje pieniądze w jakimś przedsiębiorstwie, ma prawo do dochodu ze swego kapitału, dochodu, który nazywa się dywidendą. Tak inni uzywają jego kapitału i ci inni są za to wynagradzani w postaci pensji. Ale kapitalista ciągnie korzyści z samego faktu obecności jego kapitału w przedsiębiorstwie. Jeżeli pracuje w nim osobiście, czerpie dochody z dwóch źródeł: w postaci wynagrodzenia za swoją pracę i w postaci dywidendy za swój kapitał (inwestycje).

Otóż Kredyt Społeczny uważa, że wszyscy członkowie społeczeństwa są kapitalistami. Wszyscy są włascicielami wspólnego kapitału realnego, który ma o wiele większy udział w nowoczesnej produkcji, niż kapitał w postaci pieniędzy czy indywidualny wkład pracowników.

Co stanowi ten wspólny kapitał?

Przede wszystkim zasoby naturalne kraju, których nikt nie wytworzył, które są darem Bożym dla mieszkańców danego kraju.

Następnie suma wiedzy, wynalazków, odkryć, ulepszeń techniki produkcji - tego całego postępu przyjętego, nagromadzonego, zwiększanego i przekazywanego z pokolenia na pokolenie. Jest to dziedzictwo wytworzone przez minione pokolenia, którego nasze pokolenie używa i które powiększa, by je przekazać następnemu. Nie jest to niczyja wyłączna własność, ale wspólne dobro w całym tego słowa znaczeniu.

I własnie to stanowi największy czynnik nowoczesnej produkcji. Zalóżmy, że nie znamy siły napędowej pary, elektryczności, ropy - które są wynalazkami trzech ostatnich wieków - i zastanówmy się, czym byłaby całkowita produkcją, nawet gdyby robotnicy rzeczywiście zwiększyli wydajność pracy i to w ciągu wielu dodatkowych godzin.

Niewątpliwie potrzeba jeszcze producentów, aby ten kapitał przyniósł dochód. Producenci są wynagradzani za swoją pracę. Ale sam kapitał powinien przynosić dywidendę swoim właścicielom, a więc wszystkim obywatelom, gdyż wszyscy na równi są współdziedzicami minionych pokoleń.

Z uwagi na to, że ten wspólny kapitał stanowi największy czynnik nowoczesnej produkcji, dywidenda powinna być na tyle wysoka, by każdy mógł dzięki niej zaspokoić przynajmniej niezbędne potrzeby egzystencji. Następnie w miarę jako mechanizacja, motoryzacja, automatyzacja zaczynają odgrywać coraz wiekszą role w produkcji przy coraz mniejszym udziale pracy ludzkiej, część rozdzielana w postaci dywidendy powinna być coraz to większa.

Jest to zupełnie inny sposób pojmowania rozdziału bogactw niz obecny. Zamiast pozostawić osoby i rodziny na dnie nedzy albo opodatkowywac tych którzy jeszcze biorą udział w produkcji, wszyscy mieli by mieć zapewniony dochód oparty na dywidendzie. Byłby to lepszy rozdział u źródła.

Zarazem byłby to sposób bardzo dostosowany do wielkich możliwości nowoczesnej produkcji, sposób realizowania prawa każdego człowieka do używania dóbr materialnych. Prawa, które każda osoba ludzka posiada z samego faktu, że istnieje. Prawa fundamentalnego i nie ulegającego przedawnieniu, o którym Pius XII przypomniał w swoim historycznym przemówieniu radiowym z 1 czerwca 1949 r.:

"Dobra materialne zostały przez Boga stworzone dla wszystkich ludzi i powinno sie je udostępnić wszystkim, zgodnie z zasadami sprawiedliwości i miłości. Każdy człowiek, jako istota rozumna z natury posiada podstawowe prawo do używania ziemskich dóbr materialnych... to indywidualne prawo w żaden sposób nie może być zniesione, nawet przez zastosowanie innych pewnych i uznanych praw odnoszących się do dóbr materialnych".

Dywidenda dla wszystkich i dla każdego: oto najświatlejsza formuła ekonomiczna i społeczna, jaką kiedykolwiek zaproponowano światu, który nie stoi przed zagadnieniem produkcji, ale przed zagadnieniem rozdziału produktów (konsumpcji).

Nie przez partie polityczne

Jest wielu ludzi na całym świecie, którzy w Kredycie Społecznym Douglasa widzą najdoskonalszą propozycję obsłużenia nowoczesnej ekonomii obfitości, prowadzącą do tego, by produkty można było oddać do dyspozycji wszystkich.

Trzeba się jeszcze postarać, żeby ta koncepcja została zastosowana w praktyce.

Niestety, na przykład w Kanadzie politycy skompromitowali słowa Kredyt Spoleczny, nazywając nimi partię polityczną. Jest to największe zafałszowanie doktryny Douglasa. Doprowadziło to do zamieszania i braku zaufania do tej idei. Wielu z góry nie chce słyszeć o Kredycie Społecznym, gdyż uważają go za partię polityczną, a są już członkami innej partii.

Jednakże Kredyt Społeczny, właściwie pojęty, nie jest partią polityczną. Jest czymś przeciwnym. Sam założyciel szkoły kredytowej C.H. Douglas z pewnością znał swoją doktrynę lepiej, niż ktokolwiek inny (przede wszystkim nieskończenie lepiej od pyszałków, którzy chcą się posługiwać powierzchownym pojęciem, jakie mają o Kredycie Społecznym w celu zaspokojenia swych politycznych ambicji). Otóż Douglas stanowczo oświadczył, że pomiędzy Kredytem Społecznym, a polityką wyborczą zachodzi sprzeczność.

Partia polityczna i Kredyt Spoleczny są to dwie nazwy, z których jedna wyklucza drugą, ze względu na samą ich naturę, cel, siłę napędową, ducha.

Zasady Kredytu Społecznego opierają się na filozofii. I ta filozofia daje pierwszeństwo osobie przed grupą, przed instytucjami, nawet przed samym rządem. Wszelka działalność dokonywana w imie prawdziwego Kredytu Społecznego powinna odbywać się w służbie osoby.

A jeśli chodzi o partię polityczną, to jej działalność jest ożywiona i kierowana całkiem innym duchem.

Każda partia polityczna (stara czy nowa), ma przede wszystkim na celu zdobyć lub utrzymać władzę, stać się lub pozostać grupą, która będzie rządzić państwem. Jest to zdobywanie władzy dla pewnego stronnictwa.

Kredyt Społeczny, przeciwnie, uważa, że władza powinna być rozdzielona pomiędzy wszystkich: władza ekonomiczna - za pośrednictwem okresowej dywidendy umożliwiającej każdemu kierowanie produkcją swego kraju; władza polityczna - czyniąc Państwo, rządy na wszystkich szczeblach, rzeczą osób, a nie osoby rzeczą Państwa.

Partie polityczne są zainteresowane rządzeniem. Natomiast prawdziwy Kredyt Społeczny zainteresowany jest rozwojem indywidualnym i rozwojem narodu.

Polityka partii doprowadza do tego, że obywatele rezygnują z osobistej odpowiedzialności, gdyż partia całą wagę przywiązuje do głosu wyborczego, do aktu trwającego zaledwie kilka sekund, dokonywanego przez obywatela za parawanem, po spożyciu potrawki wyborczej przyprawionej wszystkimi sosami w ciągu kampanii wyborczej.

Natomiast Kredyt Społeczny uczy obywateli ponosić odpowiedzialność samemu, zarówno w polityce, jak w innych dziedzinach, i o każdym czasie, biorąc na siebie nadzorczą rolę rządów i ich odpowiedzialność, głosząc prawdę i ujawniając niesprawiedliwość, bez wytchnienia i wszędzie, gdzie się ją napotka.

Wszystkie partie polityczne przyczyniają się do wytworzenia w narodzie podziałów, gdyż jedne walczą z drugimi w pogoni za władzą. Otóż wszelkie podziały osłabiają. Naród podzielony, osłabiony, źle się rządzi.

Doktryna Kredytu Społecznego, w przeciwieństwie do partii, sprawia, że obywatele stają się świadomi podstawowych dążeń, wspólnych dla wszystkich. Autentyczny ruch kredytowy poucza obywateli, jak mają się zjednoczyć dążąc do zaspokojenia swoich wymagań, co do których wszyscy są zgodni. A w razie potrzeby jak mają wywrzeć zorganizowany nacisk na rząd, niezależnie od tego jaka grupa byłaby u władzy. I dlatego miesięcznik "Michael"/"Vers Demain" zaleca w polityce presję narodu zgrupowanego poza parlamentem, lecz oddziaływującego na rządy, tak aby delegaci narodu mogli ustanowić prawa w duchu Kredytu Społecznego.

Aby mogły zatryumfować tak wielkie idee, jak piękna kredytowa koncepcja ekonomiczna, potrzebni są nie politycy żądni sławy i chciwi pieniędzy, lecz apostołowie oddający się dla sprawy bezinteresownie, mający jedynie na celu tryumf prawdy i świata lepszego dla wszystkich; apostołowie pozbawieni tu, na ziemi, jakiegokolwiek wynagrodzenia, robiący dla wytkniętego celu wszystko co możliwe, a co do reszty - zdający się na Boga.

Pismo “Michael”/“Vers Demain” pracuje nad ukstałtowaniem takich właśnie apostołów, przedstawia ich zadania, działność i wyniki.

Louis Even

Źródło: http://www.michaeljournal.org/wyspa.htm
Czytaj więcej...!

Czy stać nas na GMO?

Nadszedł rok 2010. Obyśmy zdrowi byli, szczęśliwi i bogaci również, ale zdrowi przede wszystkim.
Takie życzenia słyszymy zewsząd. Bo ludzie coraz bardziej uświadamiają sobie, jakie znaczenie dla każdego z nas ma zdrowy styl życia, wolny od toksyn chemicznych, psychicznych i emocjonalnych.

Czy propagowanie zatem zdrowego stylu życia i odżywiania oraz harmonia z naturą, to tylko moda, czy mądrość, o której przez wieki zapomnieliśmy? A może wreszcie zauważamy relacje między jakością produktów, które spożywamy, a naszym stanem zdrowia. I nie chcemy już pożywienia i substancji, które wywołują wszelkiego rodzaju dysfunkcje, jak: alergie, brak odporności, ciągłe zmęczenie, złą przemianę materii i wiele innych.

Coraz bardziej smakuje nam ciemny chleb pieczony na tataraku, żur na zakwasie, miód z pasieki czy polski czosnek, który wielu uratował przed wirusem grypy. To niezaprzeczalne bogactwo naszej narodowej kuchni, a zdrowa żywność to największy polski atut na rynkach międzynarodowych.

Co jest przyczyną tego sukcesu ?

Nasze małe, bioróżnorodne gospodarstwa rolne, często ekologiczne lub używające mniej niż gdzie indziej pestycydów oraz opinia w świecie, że nasza żywność jest zdrowa i nie skażona GMO.
Ale ten stan może się zmienić, o ile zostaną wprowadzone zmiany dot. upraw roślin genetycznie zmodyfikowanych, popularnie zwanych GMO. Do tej pory nie było zgody na obrót nasionami tych roślin, jak choćby nie chcianej nigdzie w Europie Zachodniej kukurydzy MON 810, która jest rośliną transgeniczną. Oznacza to, że zawiera gen z innego gatunku, w tym przypadku jest to gen bakterii Cry, który sam w sobie jest toksyną i zabija nie tylko szkodniki, ale też pożyteczne owady, np. pszczoły, osy, trzmiele.
Żegnaj więc ulubiony miodku z pasieki, a witaj wielki, 3-metrowy superchwaście odporny na wszelkie herbicydy, z którym walczy Argentyna.
Żegnaj także bioróżnorodności, teraz trzeba przyzwyczaić się do ciągnących się pól kukurydzy GM, ogrodzonych drutem, z tabliczką „niebezpieczne”. Takie tabliczki stawiają Czesi. Czy u nas się przyjmą – czas pokaże.
Żegnajcie rynki zbytu, ponieważ konsumenci, o dziwo wolą żywność otrzymywaną tradycyjnymi metodami, a żadna z kuchni świata nie specjalizuje się jeszcze w potrawach z produktów modyfikowanych genetycznie.

Należy się zatem zastanowić:

Czy wprowadzając szeroką możliwość upraw genetycznie modyfikowanych i obrotu materiałem GM, obecnie kukurydzy MON 810, a w przyszłości również wszystkich innych, dopuszczonych na terenie Unii, jesteśmy w czołówce cywilizacyjnej, czy też w odległym zacofaniu lub co gorsza ignorujemy problem?
Inne kraje już przetestowały na ten sobie luksus, jak choćby USA i wiele krajów Ameryki Płd, Azji i Afryki.

Niestety, rezultaty są dalekie od oczekiwań:
● USA poniosło olbrzymie koszty społeczne,
● Argentyna przeżywa kryzys ekologiczny, związany z „superchwastami”, które wdzierają się na pola uprawne,
● w pozostałych krajach mnóstwo gospodarstw rolnych popadło w ruinę, ze względu na coroczne opłaty licencyjne za ziarno, dla koncernu-monopolisty.

Być może wymienione przykłady stały się podstawą do tego, że aż 9 państw w Europie: Niemcy, Francja, Włochy, Austria, Grecja, Węgry, Rumunia, Luksemburg i Szwajcaria zakazało upraw GMO na terenie swojego kraju i UE nie nałożyła na nie kar finansowych.


PYTANIA:

● Co zatem wiemy, jako społeczeństwo, o żywności modyfikowanej genetycznie?
● Czy jest zdrowa? Bezpieczna?
● A może żywość modyfikowana genetycznie jest tworzona w sposób krótkowzroczny i z zupełnym brakiem poszanowania ekologii?
● Czy inżynieria genetyczna służy ludziom, czy raczej wielkim korporacjom?
● Czy badania były prowadzone przez niezależne instytucje, czy na zlecenie koncernów biotechnologicznych?

Na wiele pytań nie znamy odpowiedzi, ponieważ czas obserwacji, zdaniem wielu naukowców, jest zbyt krótki. Pierwszy produkt został dopuszczony do spożycia w 1994 roku, ale nie ma możliwości porównania, bowiem w krajach pionierskich nie znakuje się tej żywności.
Nie można również wykluczyć, że rosnący odsetek chorób cywilizacyjnych jest częściowo związany z GM.
Nie ma zatem pewności, że żywność GM nie jest szkodliwa dla zdrowia człowieka.
Jednak często boimy się zadać w tej kwestii pytania, aby nie wyjść na ludzi zacofanych. Wydaje się, że zwolennicy biotechnologii mają lepsze argumenty, choć czujemy, że coś jest nie tak z tą żywością GM.
W XXI wieku, kiedy choroby cywilizacyjne coraz bardziej dają się we znaki, kwestia bezpiecznej żywności wydaje się być priorytetowa. Amerykanie przegapili swój czas, kiedy przemysł biotechnologiczny przejmował rynek żywności w USA. Na szczęście większość krajów europejskich przegoniła korporacje ze swoich terenów i zakazała upraw GMO.

● A jak historia upraw GMO potoczy się w naszym kraju?
● Czy stać nas na GMO?
●Czy stać na to naszą gospodarkę?
●Czy chcemy zamienić rozdrobnione rolnictwo na monokulturę, zdrową żywność na modyfikowaną?
● Jakie korzyści, a jakie straty wynikną z tego powodu?
● Czy zatem w roku 2010 wybierzemy dobre zdrowie, lepszą jakość życia i odpowiedzialność za przyszłe pokolenia i za Ziemię czy inne wartości?

Ja wybieram zdrowie, czego i Państwu życzę.
Aldona Młyńczak
Poseł na Sejm RP
[Koniec artykułu]


Nie bądźmy głusi. Piszmy listy z opiniami do Ministerstwa Środowiska, posłów, komisji sejmowych i gazet. Komisja Europejska nie prawa straszyć nas sankcjami i kosztownymi karami.

Źródło: maya.net.pl
Czytaj więcej...!

Żywność masowego rażenia

Polska jest dziś na etapie, na którym Amerykanie byli w latach 70. Biotechnologicznym gigantom zależy, aby nasze prawo było wprowadzaniu upraw modyfikowanych jak najbardziej przychylne. Potrzebna jest w tej sprawie otwarta, publiczna dyskusja, bo nie chodzi tylko o to, czy żywność GMO jest bezpieczna dla zdrowia. Chodzi o to, jak w przyszłości będziemy karmieni. Chodzi o to, czy oddamy całe nasze jedzenie w ręce monsantów, cargilli czy tysonów. Chodzi o to, czy chcemy być traktowani jak bydło.



Maciej Jarkowiec „Żywność masowego rażenia”

W amerykańskim przemyśle spożywczym liczą się dwie rzeczy – pokarm i konsument. Pierwszy jest przetworzony, więc tani, a drugi gruby, więc łasy. Oto prawdziwa sztuka tuczu.
(...)
Według danych rządu Stanów Zjednoczonych raczkujące dziś pokolenie Amerykanów będzie pierwszym od stulecia, które pożyje krócej od swoich rodziców. Powód: otyłość. Co trzecie amerykańskie dziecko ma chroniczną nadwagę, a co za tym idzie – jest skazane na nadciśnienie, cukrzycę, astmę albo raka.
(...)
„Jesteś tym, co jesz” – mawiają za oceanem. Jeśli popularne powiedzenie potraktować dosłownie, naród amerykański jest zaprojektowanym w laboratorium, genetycznie zmodyfikowanym i wielokrotnie przetworzonym produktem wielkiej korporacji.

Nasiona

Największym żywicielem Ameryki jest dziś Monsanto – firma, która przez dziesięciolecia produkowała trucizny, jak środek owadobójczy DDT czy zawierający dioksyny preparat niszczący roślinność, używany przez amerykańską armię w Wietnamie. W połowie lat 80. korporacja Monsanto z giganta chemicznego przepoczwarzyła się w giganta spożywczego. Oprócz środków do trucia naukowcy w jej laboratoriach zaczęli po prostu wymyślać środki do jedzenia. W 1982 roku jako pierwsi zmodyfikowali genetycznie komórkę roślinną. I to właśnie na nasionach Monsanto wyrósł wielomiliardowy przemysł żywności genetycznie modyfikowanej (GMO).

Rozkwit interesu umożliwiła decyzja Sądu Najwyższego USA, który w 1980 roku pięcioma głosami przeciw czterem zezwolił na patentowanie żywych organizmów. Sprawa nie dotyczyła wprawdzie nasion GMO, tylko bakterii stworzonej przez General Electric do pożerania wycieków ropy, ale ustanowiła precedens dający początek przejęciu produkcji rolnej przez korporacje. Prawo do zbóż daje przecież władzę nad tym, co ludzie jedzą i czy w ogóle jedzą.

Ludzie Monsanto (firma istnieje od 1901 roku, a kokosy zarabiała już w latach 30. na sprzedaży sacharyny dla Coca-Coli) wpadli na pomysł tak prosty, że aż genialny: produkujemy jednocześnie silny środek chwastobójczy i roślinę, która będzie na niego odporna. Tak powstał Roundup i zmodyfikowana kukurydza. Farmer kupuje oba produkty, obsiewa pole kukurydzą i pryska Roundupem. Roundup kosi wszystko, co żywe, poza kukurydzą. Ta zaś – pozbawiona konkurencji – rośnie wysoka i żółta jak nigdy.

Wszyscy są zadowoleni. Monsanto – bo uzależnił farmera od swoich produktów. Z kolei zadowolenie farmera z wysokiej i żółtej kukurydzy jest tak duże, że podpisuje umowę licencyjną, która zakazuje mu zbierania nasion z zeszłorocznej uprawy, skazując go na coroczną dostawę nasion z Monsanto. Dzięki temu farmer jest jeszcze bardziej uzależniony, a koncern – jeszcze bardziej zadowolony.

Monsanto ma własną policję i siatkę donosicieli. Prawie setka inspektorów wspierana przez informatorów sprawdza, czy producenci kukurydzy nie dopuszczają się – jak ujmuje to koncern – „nasiennego piractwa”.

Firma ma również sposoby na tych, którzy chcą zostać przy zwykłych uprawach.

● Metoda pierwsza: Monsanto systematycznie likwiduje rynek tradycyjnych nasion przez przejmowanie ich producentów... [Np. Seminis – producenta nasion warzywnych i Delta and Pine Land Company, producenta nasion bawełny]. Na rynku zaczyna więc brakować nasion niepozostających pod kontrolą monopolisty.

● Druga metoda: presja prawna. Niesione wiatrem nasiona Monsanto rozsiewają się na pola przypadkowych farmerów, a firma oskarża ich o kradzież. U Bogu ducha winnego delikwenta zjawia się inspektor Monsanto i informuje o dwóch możliwościach:
→ albo zawieramy ugodę i podpisujesz z nami umowę licencyjną,
→ albo mobilizujemy naszych prawników i rozpoczynamy długą batalię sądową. Zanim się skończy – będziesz zrujnowany... Większości farmerów nie stać na prawniczą wojnę i idą na układ z firmą. Ci niepokorni – jak 85-letni Vernon Gansebom z Nebraski – nazywają Monsanto rolniczym gestapo.
(...)
Monsanto jest dziś największym w USA właścicielem biotechnologicznych patentów. Ma ich prawie 700. Nie ma sobie równych na amerykańskim rynku genetycznie modyfikowanej kukurydzy, bawełny, buraków cukrowych, rzepaku, lucerny i soi. W przypadku tej ostatniej – odpowiada za 90 procent sprzedaży. Biorąc pod uwagę fakt, że prawie trzy czwarte żywności przetworzonej... jest genetycznie zmodyfikowane, można sobie wyobrazić, jak ogromny jest wpływ Monsanto na dietę.

[Por. 2012 - Początek końca czy radość początku? /"Przestrogi z Jukatanu", s. 57]

Zboża

(...) W przeciętnym amerykańskim supermarkecie na półkach leży ponad 40 tysięcy różnych produktów spożywczych. Ale to bogactwo wyboru jest pozorne. Większość asortymentu jest zrobiona z tych samych składników. (...) 90 procent przetworzonej żywności w supermarketach ma w składzie albo kukurydzę, albo soję. Do tego sól, cukier i cała gama środków chemicznych decydujących o tym, jak jedzenie smakuje, wygląda i jak długo zachowuje „świeżość”.
(...)
Za taki stan rzeczy odpowiada polityka rolna USA, która od połowy lat 70. zwiększa subsydiowanie uprawy czterech zbóż: kukurydzy, soi, ryżu i pszenicy. Ich zaletą, z punktu widzenia rządu, jest to, że można je składować latami. Dla farmerów najwygodniejsza jest kukurydza, bo najlepiej się sprzedaje. 30 procent ziemi uprawianej dzisiaj w Stanach Zjednoczonych jest obsiane kukurydzą. (...) Dzięki dopłatom kukurydza ląduje na rynku po cenach znacznie poniżej kosztów uprawy. Produkują z niej mączkę i – przede wszystkim – bogaty we fruktozę syrop i sprzedają dalej kilku gigantom kontrolującym rynek przetwarzania żywności – znanym również u nas – Unileverowi, Nestlé, Coca-Coli, Kellogg’s. Żeby było pysznie, czyli słodko, syropem kukurydzianym (jest tańszy od cukru) słodzi się wszystko – ciasteczka i lody, ale też płatki śniadaniowe, pieczywo, a nawet wędliny, sosy w proszku, zupy w proszku, ziemniaki w proszku i hamburgery. Zadowoleni są rolnicy, korporacje i konsumenci. To, że ci ostatni tyją i umierają od tego tycia, mało kogo interesuje.

Przetworzona, wysokokaloryczna żywność jest na półce w supermarkecie dużo tańsza niż świeże warzywa i owoce.
(...) Doktor Adam Drewnowski z Uniwersytetu w Waszyngtonie wyliczył, że najtańsze kalorie mają w sobie

● chipsy (wyprodukowanie 1 megadżula, czyli 239 kilokalorii, kosztuje 20 centów);
● Cola jest tylko ciut droższa (30 centów/MJ),
● Megadżul z marchewki to wydatek 95 centów, a (dla porównania) z soku pomarańczowego – 1,43 dolara.

Hamburger

Sam cukier to za mało, żeby było smacznie. Musi jeszcze być tłusto. Dlatego teraz przerobimy mięso. Amerykańskie mięso jest bardzo tłuste, bo robi się je z kukurydzy. Z kukurydzy z nasion Monsanto. Trudno w to uwierzyć?
(...)
Większość hodowanych w USA krów karmi się kukurydzą lub soją. Krowy są ewolucyjnie przystosowane do jedzenia trawy, ale trawa nie rośnie w hodowlanych konglomeratach, poza tym jest droga, a kukurydza i soja cieszą się znanym nam już korporacyjno-rządowym wsparciem. Na kukurydzy krowa szybciej rośnie, mięso jest bardziej tłuste i tańsze. Przeciętny Amerykanin zjada dziś 90 kilogramów mięsa rocznie (Polak 65), czyli o 30 kilogramów więcej niż przed 50 laty.


(...) Oczywiście świeże mięso w kawałku, mimo że wyhodowane na taniej kukurydzy, jest dużo droższe od mięsa przetworzonego. Dlatego niezamożny Amerykanin spożywa przede wszystkim mięso po wielokrotnych fabrycznych przejściach – w postaci hamburgera. Mięso w typowym amerykańskim hamburgerze... pochodzi z kilkuset zwierząt. „Mięso” jest tu terminem umownym, bo miele się resztki tego, co nie „poszło” w postaci steków – tłuste ścinki, oczy, uszy i podroby. Kto jest największym odbiorcą mielonej wołowiny w USA? McDonald’s.
(...)
Badania potwierdziły, że najbardziej prawdopodobną przyczyną dręczącej Amerykanów epidemii zakażeń bakterią E.coli jest karmienie krów kukurydzą. Bakterią, która pojawiła się w wołowinie na początku lat 80., gdy tempa nabierał rozwój przemysłu mięsnego, zaraża się 70 tysięcy Amerykanów rocznie. Choć zazwyczaj kończy się na kilkudniowych biegunkach, niektórzy jednak umierają... lub zostają sparaliżowani... Zakażeń można by uniknąć, gdyby mięso było porządnie badane.

Kurczaki


(...) Nie gorzej od producentów wołowiny radzą sobie bossowie od kurczaków. Na wzór Monsanto wyspecjalizowali się w uzależnianiu od siebie hodowców. Korporacja stawia halę produkcyjną wartą 300 tysięcy dolarów i podpisuje z farmerem kontrakt. Hale i kury należą do firmy, rolnik dostaje wypłatę za samą hodowlę. Dziesiątki tysięcy ptaków stłoczonych w jednej hali, na dostarczonej przez firmę paszy, rośnie w 48 dni do rozmiaru, jaki jeszcze przed 30 laty osiągały w trzy miesiące. Taki kurczak nie umie nawet chodzić, bo kości nie nadążają za rosnącą jak szalona masą mięśniową. Raz na kilka lat bossowie zgłaszają się do rolnika i przedstawiają listę koniecznych unowocześnień. Możliwości odmowy nie ma, bo firma zerwie kontrakt i farmer zostanie z wielotysięcznym długiem. Więc unowocześnia – znów na kredyt, który dalej wiąże go z korporacją.

Prawo

Żeby interes się kręcił, trzeba mieć swoich ludzi w rządzie. Lobby przemysłu spożywczego kontroluje wszystkie kluczowe dla siebie urzędy i stanowiska w Waszyngtonie. (...) Pozycję branży rolno-spożywczej w Waszyngtonie cementuje też 1,2 miliarda dolarów wydanych przez ostatnie 10 lat na lobbowanie Kongresu i Białego Domu.

To dzięki tym pieniądzom rokrocznie spada liczba przypadków kontroli mięsa. (...) Również dzięki nim w USA nie trzeba na etykietach informować konsumentów, czy żywność jest genetycznie modyfikowana albo czy krowom, od których pochodzi mleko, wstrzykiwano sztuczne hormony. Co więcej, producenci hormonów (w tym największy – uwaga – Monsanto) walczą o to, żeby nie można było mówić ludziom, że mleko NIE pochodzi od krów faszerowanych hormonami. Dziś, jeśli producent chce poinformować o tym odbiorcę, musi na nalepce dorzucić informację, że wedle znanych badań mleko z hormonami jest tak samo dobre. Trwa batalia o to, aby w przyszłości Amerykanie nie mogli się dowiedzieć, czy świnia, z której kotlet jedzą, została poczęta naturalnie, czy w laboratorium genetycznym.

To dzięki pieniądzom wydanym na lobbing branża skutecznie rozmyła definicję żywności ekologicznej (organic). Zachowując na etykiecie przyznawany przez rząd stempel organic, można dziś do jedzenia dodawać środki wzmacniające smak i zapach, spulchniacze, sztuczne tłuszcze, można używać roślin nawożonych i transportowanych z drugiego końca świata. To, że branża organic jest warta 23 miliardy dolarów rocznie i rozwija się szybciej od innych sektorów spożywczych, nie znaczy, że Amerykanie zaczęli jeść zdrowo – choć wielu z nich tak myśli. Najbardziej popularne marki żywności organic należą do gigantów: Nestlé, Krafta, Coca-Coli. Zdrowa żywność została kupiona przez korporacje i przestała być zdrowa. Wreszcie – dzięki „legalnej korupcji”, jak często nazywa się lobbing – w USA nie ma publicznej dyskusji na temat żywności GMO. W korporacyjno-politycznych gabinetach już zdecydowano, że jest bezpieczna i uratuje ludzkość przed głodem.

Sprzedaż

Skoro się wyprodukowało, trzeba sprzedać. Tym zajmą się specjaliści od marketingu. Branża wydaje na reklamę 36 miliardów dolarów rocznie, w tym 13 miliardów na przekaz skierowany do dzieci. Mały Amerykanin ogląda codziennie 30 spotów telewizyjnych reklamujących słodki i tłusty junk food.
(...)
Oczywiście USA nie są jedynym krajem, gdzie produkcja żywności została uprzemysłowiona. Jednak nigdzie indziej aż tak silnej kontroli nad tym, co jedzą ludzie, nie dzierży kilka potężnych podmiotów. Polska jest dziś na etapie, na którym Amerykanie byli w latach 70. Nasze rolnictwo się reformuje, przed władzą kluczowe decyzje, które ukształtują system na lata. Trwają prace nad ustawą o GMO. Biotechnologicznym gigantom zależy, aby nasze prawo było wprowadzaniu upraw modyfikowanych jak najbardziej przychylne. Potrzebna jest w tej sprawie otwarta, publiczna dyskusja, bo nie chodzi tylko o to, czy żywność GMO jest bezpieczna dla zdrowia. Chodzi o to, jak w przyszłości będziemy karmieni. Chodzi o to, czy oddamy całe nasze jedzenie w ręce monsantów, cargilli czy tysonów. Chodzi o to, czy chcemy być traktowani jak bydło. [Koniec]


Maciej Jarkowiec
Żródło: „Przekrój” 12/2010
Cały artykuł czytaj na: http://www.przekroj.pl/wydarzenia_swiat_artykul,6546.html
Czytaj więcej...!

Czy jesteś za wprowadzeniem Euro w Polsce?

Czy popierasz produkcję GMO - żywność modyfikowaną genetycznie?

Czy zaszczepisz się przeciw świńskiej grypie?

Czy weźmiesz udział w globalnej medytacji w danich 17-18 Lipca 2010?